Odpowiedziałem sobie na bardzo ważne pytanie: "co lubię w życiu robić" i... podróżuję po Azji.
czytasz blog:

Tak dużo jak to możliwe - cz. II - Azja Pd-Wsch.



2mar
2007

Gdzie smok schodzi do morza

1 4 1  
  Hạ Long, Wietnam, prowincja Quảng Ninh

Jaskinia Hang Dau Go Kwadrans przed umówioną godziną pojawiliśmy się w agencji turystycznej. Przywitała nas kierowniczka biura i poprosiła o poczekanie paru minut. Po pewnym czasie zadzwonił telefon, a chwilę później w drzwiach pojawił się jakiś facet. Kierowniczka oznajmiła, że on zaprowadzi nas do samochodu którym dostaniemy się do Halong City - to tylko dwie minuty - dodała. Dwie minuty marszu to nie problem ale trochę zdziwiliśmy się gdy okazało się, że chodziło jej o dwie minuty jazdy skuterem. Każda okazja do jazdy skuterem jest dobra więc się nie przejęliśmy, tym bardziej, że parę minut później siedzieliśmy już w mikrobusie zmierzającym na wybrzeże.

Podróż zaczęła się niefortunnie bo jeszcze w Hanoi nasz kierowca spowodował kolizję z motocyklistą, w wyniku czego trzeba było tego ostatniego zbierać z jezdni.

Trzy godzinna podróż do Ha Long trwała rzecz jasna dłużej niż powinna bo trzeba było przecież zaliczyć przymusowy parking w jednym z tych "okazyjnych" salonów sprzedaży handlującym wszystkim co turyście może być potrzebne - po zawyżonych parę razy cenach. Na pytanie dlaczego tu stajemy usłyszeliśmy zgrabną odpowiedz:
- to bardzo długa podróż z Hanoi i dla naszej wygody i komfortu trzeba się zatrzymać by odpocząć - a przy okazji dać się może i orżnąć w sklepie.

Na przystań w Ha Long dotarliśmy o 12:30. Sprzedawcy owoców Wszędzie jak okiem sięgnąć tłoczyli się turyści. Zupełnie jak na wiecu politycznym. Były ich setki i wszyscy przybyli tylko w jednym celu - zaokrętować się na czekające w porcie łodzie. W naszym mikrobusie było nas 16 osób, ale nie wiedzieć czemu tylko 14 było częścią wycieczki pod opieką jadącego z nami pilota. My zostaliśmy zabrani niejako na dokładkę. Dlaczego? Do tej pory pojęcia nie mamy. Pani pilot oznajmiła nam:
- Wy nie jesteście częścią mojej grupy. Nie wiem dlaczego jechaliście z nami. Pokażcie swoje bilety... Hmmm, Nie wiem co to jest, na biletach macie napisane "open bus tour" - zaczęła kręcić głową.
Istotnie na blankiecie widniał taki napis ale cała reszta wydawała się być bez zarzutu.
- Musicie tu poczekać na swojego przewodnika. On pewnie zaraz przyjedzie. Ja muszę iść z moją grupą na łódź.
To było dla nas nie do przyjęcia. "Wyperswadowaliśmy" panience takie plany i zmusiliśmy ją do poczekania z nami. W przeciwnym przypadku zostalibyśmy sami na środku pełnego turystów parkingu. Jeszcze przed wyjazdem byliśmy pewni że wpakujemy się w jakiś kanał w czasie tej wycieczki ale łudziliśmy się że będzie to jedna z tych łagodniejszych odmian "problemów na Ha Long" z jakimi zetknęliśmy się w czytanych opisach. Pani pilot wykonała parę telefonów i po paru minutach pojawił się jakiś facet przedstawiając się jako nasz przewodnik. Jedna z licznych zatok w Ha Long Wyglądał trochę dziwnie ale wyboru nie mieliśmy. Zaprowadził nas na bok parkingu, posadził na ławce i poprosił o poczekanie na resztę grupy. Pojęcia nie mieliśmy kto to jest i czy właśnie nie daliśmy się przechytrzyć poprzedniej "pani pilot" ale wyboru nie było. Przynajmniej cały czas mieliśmy w ręku nasze bilety.
Mijały kwadranse, parking niemal zupełnie się wyludnił, a wokoło nas tłumek ludzi zaczął gęstnieć - niektórzy z nich, tak jak i my dotarli tu w jakiś dziwny sposób. Ostatecznie, przed godzina 14 - czyli z ponad godzinnym opóźnieniem - znaleźliśmy się wszyscy na łodzi.

Plany, ach te plany...

To miało być cudowne zwieńczenie naszej podróży do Azji. Chcieliśmy spędzić romantyczną dobę, w przytulnej, drewnianej kabinie na chyboczącej się na falach łodzi. Chcieliśmy pojeść trochę ryb i leniwie poleżeć na rozłożonych na pokładzie leżakach, spoglądając raz po raz na majestatyczne, wapienne pagórki wystające z fal zatoki. Od kiedy opuściliśmy Hue pogoda była koszmarna. Padało niemal codziennie a zachmurzenie było tak duże, że wszystko dookoła nabierało smutnego i ciężkiego charakteru. Prognozy pogody nie pozostawiały złudzeń przez co, najistotniejszą dla nas sprawą stała się ta cholerna, drewniana kabina na łodzi. Poświęciliśmy na tę imprezę nasze ostatnie, wolne pieniądze, pozostawiając sobie tylko tyle by dotrzeć na lotnisko w Hong Kongu. Flaga łopocząca na wietrze Oferta imprezy przewidywała: grupa nie więcej niż 16 osób, przejazd do Halong City i powrót, zaokrętowanie się na łodzi przed godziną 13, lunch, kolacja i śniadanie na łodzi, zejście z łodzi około południa dnia następnego, lunch przed wyjazdem do Hanoi w restauracji w mieście. W cenę wliczone był także bilet wstępu do zatoki, zwiedzenie dwóch jaskiń na jej terenie oraz 1,5h pływania na kajakach. Obiecująco prawda?

Chybocząc się na falach

Łódź na jakiej się znaleźliśmy wyglądała całkiem nieźle. Była czysta, duża, przyzwoita - można by rzec. Nic więcej nie potrzebowaliśmy. Po 30 minutach przybiliśmy do pływającej fermy ryb i owoców morza. Kuchnia na statku zaopatrzyła się w produkty, można też było indywidualnie kupić sobie ryby by je później kucharka na statku ugotowała. Szkoda tylko że ceny były w dolarach i nierzadko wyższe niż na Manhattanie. Cóż, prawo rynku. Parę kwadransów później przybiliśmy do niewielkiej zatoki u wylotu której, na wzniesieniu znajdowało się wejście do ogromnej, iluminowanej, krasowej jaskini. Piękne miejsce, ale mało czasu było na jej obejrzenie. Tak jest na tego typu wycieczkach więc nie ma co narzekać. Po powrocie na łódź przyszedł czas na lunch. Wszyscy usadowili się w jadalni a obsługa podała potrawy. Traf chciał, że usiedliśmy przy stoliku wraz z dwiema Kanadyjkami wietnamskiego pochodzenia. Panie były w podeszłym wieku ale energią, uśmiechem i pogodą ducha przewyższały niejednego młodego uczestnika rejsu. Co więcej były dosyć majętne przez co zakupiły na wspomnianej wcześniej fermie różne przysmaki, dzieląc się nimi ochoczo. W ten sposób ziściły się nasze plany popróbowania owoców morza. Jedzenie było wyśmienite i syte. Po lunchu niemal wszyscy usadowili się na górnym, otwartym pokładzie i coraz bardziej leniwie wpatrywali się w mroczną, pochmurną i szarą otaczającą scenerię. Przy takiej pogodzie Zatoka Ha Long wcale nie prezentuje się ładnie. Jest smutna, jednobarwna, trochę mroczna, zdecydowanie mało efektowna. Chyba tylko przy słonecznym, bezchmurnym niebie można w pełni docenić jej urok i kontrastujące ze sobą błękit nieba, zielono-szare zbocza pagórków i kolorowe odbicia w szmaragdowej toni wody. Gotowi jesteśmy zaryzykować twierdzenie, że przy takiej pogodzie wyprawa tu nie ma większego sensu. Atmosfera zaczynała robić się senna.

Grom z ciemnego nieba...

Na górny pokład wszedł "grom z nieba" w postaci - jak się po chwili dowiedzieliśmy - naszego nowego przewodnik. W dłoniach trzymał dwie kartki papieru z nazwiskami osób. Jedna kartka była wydrukiem z komputera, druga natomiast była jakimiś odręcznie, niechlujnie zapisanymi notatkami. Chłopak był młody, szczupły, raczej o nieprzyjaznej prezencji. Źle mu z oczu patrzyło. Wydawało się że nie pasuje do pełnienia funkcji przewodnika. Mówił po angielsku z koszmarnym akcentem robiąc masę błędów językowych, nie mniej jednak dało się go zrozumieć. Poprosił o chwilę uwagi poczym oświadczył że jest problem.
- na statku jest 7 dwuosobowych pokoi a wszystkich turystów na łodzi jest 27 - oznajmił (a według planu miało być nas 16 osób). Dowiedziałem się o tym tuż przed wypłynięciem i problem polega na tym, że nie wszyscy będą mogli nocować na łodzi, bo zwyczajnie brakuje miejsc. Ale to nie problem - dodał - Rozwiążemy sprawę tak, że Ci którzy wykupili opcję "2 dni 1 noc" nocują dzisiaj na statku natomiast ci którzy wykupili opcję "3 dni 2 noce" pierwszą noc spędzą w hotelu, drugą na łodzi. Poza tym są osoby które same zadeklarowały chęć nocowania w hotelu więc jakoś sobie poradzimy.
Jak można było się spodziewać jego słowa spotkały się z żywiołową reakcją ludzi. Argumentowano że rezerwowali dwie noce na statku i nie zamierzają spać w hotelu. Nastój na pokładzie szybko przeszedł z sennego do nerwowego. Tyle ile było osób, tyle było zdań. Jedni się śmiali, inni się kłócili, jeszcze inni - jak my - przysłuchiwali próbując ogarnąć sytuację. A nie było to takie proste, ponieważ "przewodnik" ewidentnie coś mieszał, plątał się w wyjaśnieniach, mylił fakty, każdemu opowiadał inną bajeczkę. Widać było że to nie przypadek i chłopak kłamie jak najęty. Co gorsza nie zachowywał się jak przeciętny przewodnik postawiony w trudnej sytuacji. Był agresywny i nieuprzejmy. Awantura trwała już ponad godzinę. Sprawy zaczęły się komplikować. Atmosfera na pokładzie wrzała. W pewnym momencie ktoś już rozdał klucze do kilku kajut. Widać było że turyści zostali postawieni przed faktem dokonanym. My na razie siedzieliśmy cicho bo nie wszystko rozumieliśmy a poza tym wykupiliśmy opcję "2 dni 1 noc" więc sprawa dla nas wyglądała w miarę klarownie. Gdy emocje zaczęły lekko opadać sytuacja nadal była patowa. Postanowił to wykorzystać Krzysiek by zorientować się w naszej sytuacji. Podszedł do przewodnika i zapytał:
- my mamy opcję "2 dni 1 noc" czyli nocujemy na łodzi tak?
- pokaż bilet
Przewodnik przeszukał wydruk z komputera i nie znajdując numeru biletu zaczął szukać na drugiej, tej wyglądającej jak wyjętej ze śmietnika
- wy jesteście na tej liście. Nie jesteście z mojej firmy więc na pewno nocujecie w hotelu. To nie podlega dyskusji.
- jak to? Przecież my mamy tylko 1 noc i zamierzamy ją spędzić właśnie na łodzi.
- Nic na to nie poradzę, zostaliście dopisani w ostatniej chwili (rezerwowaliśmy wycieczkę 2 dni wcześniej) i dla was z całą pewnością nie ma miejsca na łodzi. Z resztą to nie mój problem, bo nie jesteście z mojej firmy.
Po tym nastąpiła głośna wymiana zdań. Krzysiek prawie się gotował a przewodnik stawał się coraz bardziej agresywny i unikając rozmowy próbował się oddalić. Krzysiek ściągnął aparat z szyi, zapakował go do torby, a stojący obok Izraelita cicho powiedział "patrzcie, ściąga aparat i zaraz mu przywali" i...

No i stało się. Niepohamowany wybuch tłumionej przez siedem miesięcy agresji przy podobnych sytuacjach znalazł ujście. Zupełnie jakby ktoś zwolnił zawory bezpieczeństwa. Krzysiek nie wytrzymał. Złapał chłopaka za fraki i zaczęli się szamotać. Lada chwila doszło by do wymiany ciosów gdyby ich nie rozdzielono. Gdy tylko przewodnik się oswobodził uciekł gdzieś pod pokład. Po chwili wbiegł z powrotem trzymając w ręku metalową rurę. Próbował ruszyć do ataku ale obydwa "koguty" mocno były trzymane przez innych. Padło trochę niecenzuralnych słów ale emocje zaczęły opadać. Konflikt, z mniejszym już natężeniem trwał jeszcze dobrą godzinę. Ci z "lepszej listy" próbowali jeszcze walczyć. Wśród nich była zacietrzewiona Francuska z mężem która zarzekała się że tak sprawy nie zostawi i będzie dzisiaj nocować w kajucie na statku.

Jakieś pół godziny przez zachodem słońca nasza łódź przybiła do miejsca gdzie można popływać kajakami. Przewodnik oświadczył:
- kto chce może wziąć kajak i popływać po okolicy. Jest jednak już bardzo późno więc najpóźniej za 30 minut wszyscy muszą być z powrotem na łodzi.
To kpina chyba jakaś. 30 minut to akurat tyle czasu by wejść do kajaka, opłynąć statek dokoła i wrócić. Paranoja. Z resztą nie było nastroju na kajaki i tylko 3 osoby się zdecydowały (swoją drogą te same które jako pierwsze otrzymały kajuty. Przypadek?)

Godzinę później dotarliśmy do portu na wyspie Cat Ba. Nie mieliśmy wyboru, zabraliśmy swoje graty i zeszliśmy z łodzi. Dopiero tutaj uświadomiliśmy sobie, że tak naprawdę to z 27 osób tylko 9 (w tym my) zostaliśmy najbardziej nabici w butelkę bo pozostali albo świadomie chcieli nocować w hotelu lub przynajmniej następną noc spędzą na łodzi. Byliśmy rozbici i podłych nastrojach. Zawieziono nas do hotelu. W recepcji spostrzegliśmy że brakuje wspomnianej wcześniej buńczucznej Francuski z mężem. Znaleźliśmy ich następnego ranka zaspanych... na łodzi. Jakim cudem wymusili pozostanie na łodzi? Nigdy się nie dowiemy. Jedynie unikali naszego wzroku przez pół następnego dnia. Przykre, że nawet pośród turystów nie ma solidarności.

Hotel jak hotel, ładny, czysty ale to nic innego jak kolejny pokój hotelowy nie mający nic wspólnego z ładną i wygodną - jak się dowiedzieliśmy później od innych - drewnianą kajuta na łódce. Na kolację dostaliśmy jakieś prawie niejadalne paluszki rybne, ryż i warzywo. Nie dobre. Traf chciał że napatoczył się jeszcze raz nasz "przewodnik" i - tym razem tak samo jak my nabici w butelkę Izraelici chcieli sobie z nim pogadać. Jego szczęście, że trafił na wyjątkowo grzecznych Izraelitów. Znowu zupełnie niepotrzebne nerwy, pytania, bezsensowne odpowiedzi. Chłopak nawet nie zadał sobie tyle trudu by zapamiętać "bajeczki" jakie nam opowiadał na łodzi. To co mówił teraz zupełnie się kupy nie trzymało. Kłamał tak nieudolnie, że aż trudno było uwierzyć... Wieczór zakończył się szybko. Przeszliśmy się jeszcze "bulwarem nabitych w butelkę" i poszliśmy spać.

Następnego dnia, po lekkim śniadaniu (bagietka, dżem i kawa) wróciliśmy na łódź. Humory były już znacznie lepsze. Ludzie miło spędzili noc bawiąc się do późna. Pogoda tego dnia była jeszcze gorsza. Niebo było tak ciężkie, że czasem wydawało się że spadnie. Dwie i pół godziny zajął nam powrót do odwiedzonej dzień wcześniej fermy ryb. Tam nam oświadczono, że kto che może popłynąć zobaczyć drugą jaskinię (była w planie). Chętnych było całkiem sporo ale zapał ostudziła wiadomość że wejście do jaskini jest za darmo, ale dopłynięcie do niej kosztuje 40 000 dong (2,5USD) od osoby. Aż trudno było w to uwierzyć. Niektórzy zaczęli się zastanawiać ile zażądają za powrót do Hanoi.

Po 11 byliśmy znowu na parkingu w Halong City. Ponownie trzeba było odczekać swoje na minibusa przy totalnym braku organizacji. Na obrzeżach miasta zatrzymaliśmy się w restauracji. Tym razem jedzenie było wyśmienite. Zupełnie jakby celowo próbowali zatrzeć złe wrażenie. Powrót do Hanoi tym razem był znacznie szybszy, bo jechaliśmy autostradą.

Po dotarciu na miejsce postanowiliśmy udać się do agencji w której kupiliśmy nieszczęsną wycieczkę. Byliśmy zmęczeni, rozgoryczeniu ale już spokojni. Poszliśmy tam bynajmniej nie z chęci wykłócania się lecz zwyczajnie chcieliśmy poinformować o przebiegu zdarzeń, gdyby owa agencja nie wiedziała co się tam dzieje - co było raczej mało prawdopodobne. Kierowniczka słuchała nas z coraz większym wyrazem żalu na twarzy. Następnie gdzieś zadzwoniła. Widać było że sprawa jest poważna. Gdy odłożyła słuchawkę powiedziała między innymi:
- sprawdziłam i wszystko co tu powiedzieliście okazało się być prawdą. Jest mi niezwykle przykro. Jakiej oczekujecie rekompensaty?
To nas zdziwiło bo takiego obrotu sprawy nie rozważaliśmy. Ostatecznie otrzymaliśmy zwrot w wysokości 20% ceny imprezy.

Jakieś wnioski?

Jedyny wniosek jaki się nasuwa to stwierdzenie, że za wszelką cenę należy unikać agencji turystycznych organizujących wycieczki do Ha Long, bo w 9 na 10 wyjazdów coś będzie nie tak. Z planowanych 22 godzin, na łodzi spędziliśmy zaledwie 7. Nasz przypadek okazał się jakąś wyjątkową pomyłką i zasłużył z całą pewnością na miano największej porażki tej wyprawy - mimowolnej ale jednak. Można by w tym miejscu napisać nazwę i adres agencji która to nam zorganizowała, lecz w gruncie rzeczy nie ma to większego sensu. Wszystkie agencje nazywają się podobnie, różnią się często tylko fragmentem nazwy. Na rynku funkcjonuje szereg nielegalnych "kopii" działających pod nazwą renomowanych agencji. Ponadto w rzeczywistości tylko niewielka liczna firm realnie organizuje te wycieczki a cała reszta zwyczajnie pośredniczy w sprzedaży, często nie mając pojęcia co tak naprawdę sprzedając. Po reakcji i zachowaniu właścicielki naszej agencji jesteśmy skłonni nawet twierdzić że oni nie wiedzieli jaki ta wycieczka będzie miała przebieg. Sprzedali jedynie miejsca innej firmie, która to z kolei - czego jesteśmy pewni - robi takie przekręty dzień po dniu, przez cały rok. Nie da się wybrać idealnej agencji i nawet uiszczenie większej niż standardowa (27 USD za imprezę "2 dni 1 noc") opłaty nie będzie gwarantować sukcesu. Zaryzykujemy twierdzenie, że wyjazd z agencją z Hanoi do Zatoki Ha Long to nic innego jak loteria. Czasem się wygrywa, a czasem... "grom z ciemnego nieba". Dlatego drogi czytelniku - odwiedź miejsce gdzie smok schodzi do morza, ale zrób to na własną rękę.

 


Odległość pokonana od ostatniego punktu (Hanoi, Wietnam): ok , mierzona w linii prostej.
Całkowity przebyty dystans to ok. .

2mar
2007

Galeria (4)

 
  Hạ Long, Wietnam, prowincja Quảng Ninh
 
  • Opublikuj na:
2mar
2007

Komentarze (1)

 
Liczba komentarzy: 1
HaroldKef

recension Kucoin sverige recension Kucoin sverige recensioner Kucoin minsta insättning

Dodaj swój komentarz - bo każdy ma przecież coś do powiedzenia...

Nie jesteś zalogowany. Aby uprościć dodawanie komentarzy oraz aby zdobywać punkty - zaloguj się

Imię i nazwisko *
E-mail *
Treść komentarza *



Na mapie

 

Spis treści

1
1. Koniec pobytu w Chinach Mengla, Chiny
piątek, 1 gru 2006
Mengla, Chiny Koniec pobytu w Chinach, Mengla, Chiny
1 7
2. Sabai Dii Laos Louang Namtha, Laos
piątek, 1 gru 2006
Louang Namtha, Laos Sabai Dii Laos, Louang Namtha, Laos
1 7
3. Prawie w Tajlandii Ban Houayxay, Laos
niedziela, 3 gru 2006
Ban Houayxay, Laos Prawie w Tajlandii, Ban Houayxay, Laos
1 8
4. Rejs po Mekongu Muang Pakbèng, Laos
poniedziałek, 4 gru 2006
Muang Pakbèng, Laos Rejs po Mekongu, Muang Pakbèng, Laos
5
5. Ban Pak-Ou, Laos wtorek, 5 gru 2006 Ban Pak-Ou, Laos Ban Pak-Ou, Laos
1 16
6. Piękne miasto Louangphrabang, Laos
wtorek, 5 gru 2006
Louangphrabang, Laos Piękne miasto, Louangphrabang, Laos
1 15
7. Bombowe miasteczko Muang Phônsavan, Laos
poniedziałek, 11 gru 2006
Muang Phônsavan, Laos Bombowe miasteczko, Muang Phônsavan, Laos
1 2
8. Prawie jak Wietnam Xam Nua, Laos
środa, 13 gru 2006
Xam Nua, Laos Prawie jak Wietnam, Xam Nua, Laos
5
9. Viangxai, Laos czwartek, 14 gru 2006 Viangxai, Laos Viangxai, Laos
1 15
10. Czysta rozrywka Muang Vangviang, Laos
sobota, 16 gru 2006
Muang Vangviang, Laos Czysta rozrywka, Muang Vangviang, Laos
1 10
11. Stolica Laosu Wientian, Laos
wtorek, 19 gru 2006
Wientian, Laos Stolica Laosu, Wientian, Laos
1 5
12. Champasak, Laos piątek, 22 gru 2006 Champasak, Laos Champasak, Laos
1 14
13. Święta w raju Ban Dondét, Laos
sobota, 23 gru 2006
Ban Dondét, Laos Święta w raju, Ban Dondét, Laos
1
14. Prawie w Tajlandii Ban Vangtao Nai, Laos
środa, 27 gru 2006
Ban Vangtao Nai, Laos Prawie w Tajlandii, Ban Vangtao Nai, Laos
1
15. Koszmaru ciąg dalszy Nong Khai, Tajlandia
czwartek, 28 gru 2006
Nong Khai, Tajlandia Koszmaru ciąg dalszy, Nong Khai, Tajlandia
1 12
16. Khao San Rd. Bangkok, Tajlandia
czwartek, 28 gru 2006
Bangkok, Tajlandia Khao San Rd., Bangkok, Tajlandia
1 8
17. Tonąc w kwiatach Kota Bahru, Malezja
piątek, 5 sty 2007
Kota Bahru, Malezja Tonąc w kwiatach, Kota Bahru, Malezja
1 22
18. Raj na ziemi? Singapore, Singapur
poniedziałek, 8 sty 2007
Singapore, Singapur Raj na ziemi?, Singapore, Singapur
1 14
19. Stolica Malezji Kuala Lumpur, Malezja
czwartek, 11 sty 2007
Kuala Lumpur, Malezja Stolica Malezji, Kuala Lumpur, Malezja
1 10
20. W końcu na plaży Pangkor, Malezja
sobota, 13 sty 2007
Pangkor, Malezja W końcu na plaży, Pangkor, Malezja
1 5
21. Kolonialne miasto George Town, Malezja
wtorek, 16 sty 2007
George Town, Malezja Kolonialne miasto, George Town, Malezja
1
22. Znowu w Bangkoku Bangkok, Tajlandia
czwartek, 18 sty 2007
Bangkok, Tajlandia Znowu w Bangkoku, Bangkok, Tajlandia
1 18
23. Stolica Związku Myanmar Rangun, Myanmar
sobota, 20 sty 2007
Rangun, Myanmar Stolica Związku Myanmar, Rangun, Myanmar
1 13
24. Dzień na motorku Bago, Myanmar
poniedziałek, 22 sty 2007
Bago, Myanmar Dzień na motorku, Bago, Myanmar
1
25. Zlota Skala Kyaikto, Myanmar
wtorek, 23 sty 2007
Kyaikto, Myanmar Zlota Skala, Kyaikto, Myanmar
1
26. Cudne jezioro Inle Lake, Myanmar
czwartek, 25 sty 2007
Inle Lake, Myanmar Cudne jezioro, Inle Lake, Myanmar
1
27. Treking w górach Kalaw, Myanmar
sobota, 27 sty 2007
Kalaw, Myanmar Treking w górach, Kalaw, Myanmar
1
28. Drugie najwieksze miasto kraju Mandalaj, Myanmar
środa, 31 sty 2007
Mandalaj, Myanmar Drugie najwieksze miasto kraju, Mandalaj, Myanmar
29. Mingun, Myanmar piątek, 2 lut 2007 Mingun, Myanmar Mingun, Myanmar
1
30. Dlugi most Amarapura, Myanmar
sobota, 3 lut 2007
Amarapura, Myanmar Dlugi most, Amarapura, Myanmar
1
31. Ava, Myanmar sobota, 3 lut 2007 Ava, Myanmar Ava, Myanmar
1
32. Pagody pagody Pagan, Myanmar
niedziela, 4 lut 2007
Pagan, Myanmar Pagody pagody, Pagan, Myanmar
1
33. Znowu w stolicy Rangun, Myanmar
środa, 7 lut 2007
Rangun, Myanmar Znowu w stolicy, Rangun, Myanmar
1
34. Ach ten Bankok Bangkok, Tajlandia
piątek, 9 lut 2007
Bangkok, Tajlandia Ach ten Bankok, Bangkok, Tajlandia
1
35. SCAMbodia Paôy Pêt, Kambodża
niedziela, 11 lut 2007
Paôy Pêt, Kambodża SCAMbodia, Paôy Pêt, Kambodża
1 16
36. Angkor Siem Reap, Kambodża
niedziela, 11 lut 2007
Siem Reap, Kambodża Angkor, Siem Reap, Kambodża
1 11
37. Szalone miasto Phnom Penh, Kambodża
czwartek, 15 lut 2007
Phnom Penh, Kambodża Szalone miasto, Phnom Penh, Kambodża
1 3
38. Plaża... Sihanoukville, Kambodża
niedziela, 18 lut 2007
Sihanoukville, Kambodża Plaża..., Sihanoukville, Kambodża
1 6
39. Good Morning Viet Nam Ho Chi Minh, Wietnam
piątek, 23 lut 2007
Ho Chi Minh, Wietnam Good Morning Viet Nam, Ho Chi Minh, Wietnam
6
40. Tây Ninh, Wietnam sobota, 24 lut 2007 Tây Ninh, Wietnam Tây Ninh, Wietnam
6
41. Củ Chi, Wietnam sobota, 24 lut 2007 Củ Chi, Wietnam Củ Chi, Wietnam
1 15
42. Open Tour Hue, Wietnam
poniedziałek, 26 lut 2007
Hue, Wietnam Open Tour, Hue, Wietnam
1 16
43. Stolica Wietnamu Hanoi, Wietnam
środa, 28 lut 2007
Hanoi, Wietnam Stolica Wietnamu, Hanoi, Wietnam
1 4
44. Gdzie smok schodzi do morza Hạ Long, Wietnam
piątek, 2 mar 2007
Hạ Long, Wietnam Gdzie smok schodzi do morza, Hạ Long, Wietnam
1 8
45. Ponownie do Chin Babu, Chiny
poniedziałek, 5 mar 2007
Babu, Chiny Ponownie do Chin, Babu, Chiny
1 17
46. Ostatni przystanek Hong Kong, Hong Kong
środa, 7 mar 2007
Hong Kong, Hong Kong Ostatni przystanek, Hong Kong, Hong Kong
1
47. Po podróży Pruszków, Polska
sobota, 10 mar 2007
Pruszków, Polska Po podróży, Pruszków, Polska

Na skróty

Podsumowanie

ostatni wpis:10 mar 2007  (15 lat temu)
pierwszy wpis: 1 gru 2006  (15 lat temu)
  
liczba tekstów:42
liczba zdjęć:319
liczba komentarzy:112
odwiedzone kraje:11
odwiedzone miejscowości:44

Uczestnicy

RedakcjaWarszawa

Skontaktuj się ze mną



strona jest częścią portalu transazja.pl
© 2004-2021 transazja.pl

Newsletter Informujcie mnie o nowych, ciekawych
materiałach publikowanych w portalu



transAzja.pl to serwis internetowy promujący indywidualne podróże po Azji. Przez wirtualny przewodnik po miastach opisuje transport, zwiedzanie, noclegi, jedzenie w wielu lokalizacjach w Azji. Dzięki temu zwiedzanie Chin, Indii, Nepalu, Tajlandii stało się prostsze. Poza tym, transAzja.pl prezentuje dane klimatyczne sponad 3000 miast, opisuje zalecane szczepienia ochronne i tropikalne zagrożenia chorobowe, prezentuje też informacje konsularne oraz kursy walut krajów Azji. Pośród usług dostępnych w serwisie są pośrednictwo wizowe oraz tanie bilety lotnicze. Dodatkowo dzięki rozbudowanemu kalendarium znaleźć można wszystkie święta religijnie i święta państwowe w krajach Azji. Serwis oferuje także możliwość pisania travelBloga oraz publikację zdjęć z podróży.

© 2004 - 2021 transAzja.pl, wszelkie prawa zastrzeżone