Odpowiedziałem sobie na bardzo ważne pytanie: "co lubię w życiu robić" i... podróżuję po Azji.
czytasz blog:

Tak dużo jak to możliwe - cz. II - Azja Pd-Wsch.



5mar
2007

Ponownie do Chin

1 8 0  
  Babu, Chiny, prowincja Guangxi Zhuangzu Zizhiqu

Ulice starego Babu Nadszedł czas pożegnać się z Wietnamem. Nasza wyprawa nieubłaganie zbliżała się do końca. Mieliśmy wrócić do Chin by następnie możliwie szybko dotrzeć do Hong Kongu. Teraz zaczynał liczyć się czas bo data na bilecie lotniczym była absolutnie niezmienialna.

Hotel w Hanoi opuściliśmy o 5 rano. Mieliśmy nadzieję, że jeszcze tego samego dnia uda nam się dotrzeć do chińskiego Babu, do mieszkania Gosi Manieckiej, gdzie chcieliśmy odebrać zostawione parę miesięcy wcześniej rzeczy. Hanoi wyglądało na wymarłe. Na ulicach nie działo się nic, żadnych samochodów, pieszych. Musieliśmy dostać się na dworzec autobusowy Gia Lam położony po drugiej stronie Rzeki Czerwonej. Za dnia łatwo dostać się tam miejskimi autobusami, ale o 5 rano sprawa nie jest już taka prosta. Maszerowaliśmy główną arterią w poszukiwaniu taksówki. Znaleźliśmy nawet jedną stojącą, ale kierowca nie był zainteresowany zabraniem nas - może czekał na zamówionego klienta. Postaliśmy więc trochę na skrzyżowaniu i pojawiła się oznakowana taksówka. Powiedzieliśmy kierowcy gdzie chcemy jechać, wskazaliśmy na licznik poczym kierowca kiwnął głową, wyzerował go i włączył. Krzysiek siedział na przednim siedzeniu i ze zdumieniem patrzył na cyferki taksomierza. Licznik szalał dosłownie. Cyfry zmieniały się niczym w automatach w kasynie. Ulice starego Babu Aż trudno było uwierzyć. Spytaliśmy taksiarza czy to jest kwota do zapłaty na co on przytaknął. Nie mieliśmy dużego wyboru więc jechaliśmy dalej. W połowie mostu kwota do zapłaty przekroczyła 50 000 dong a przecież dzień wcześniej ludzie mówili nam, że nie powinniśmy zapłacić więcej niż 25 000 - 30 000 dong za całą podróż. Jeszcze w trakcie jazdy sądziliśmy że może to być nocna taryfa i cena jest prawdziwa, ale wpatrując się lepiej w wyświetlacz taksometru dostrzegliśmy że jedno z pól wyświetla pokonany dystans w km. I co? Gdy dotarliśmy na miejsce wskazywał on że pokonaliśmy 19 km (podczas gdy prawdziwa odległość to nie więcej niż 5 km) a kwota do zapłaty opiewała na okrągłe 80 000 dong. Bez nerwów wysiedliśmy z taksówki, wypakowaliśmy wszystkie graty z bagażnika, Krzysiek stanął na chodniku z gratami a Agnieszka pobiegła bez słowa na dworzec. Kierowca trochę się zdziwił tą sytuacją, postał chwilę w ciszy poczym powiedział:
- pieniądze
- nie, pieniądze później, teraz policja - odpowiedział całkowicie wolnym od emocji głosem Krzysiek
- pieniądze, 80 000 dong
- nie ma mowy. 30 000 dong - to jest chyba prawdziwa stawka prawda?
- ok., 60 000 dong - szybko zareagował kierowca
I o ile do tej pory nie byliśmy w 100 procentach pewni że to przekręt o tyle teraz Krzysiek zyskał pewność i dodał:
- 30 000 dong a najpierw policja
- 40 000 dong - negocjował kierowca
- niech będzie - odparł Krzysiek, wiedząc że znalezienie policji przed 6 rano nie będzie łatwe a pewnie ich obecność też nie poprawi sytuacji. Uliczna jadłodajnia

Bez problemu kupiliśmy bilety na najbliższy minivan do położonego 18 km od granicy z Chinami miasteczka Long Son. 3 godzinną podróż głownie przespaliśmy. Widoki za oknem były cudowne. Zielone góry i rolnicy w tradycyjnych, stożkowych czapkach uprawiający tarasowe poletka. Bardzo było nam przykro, że nie udało się więcej w Wietnamie zobaczyć. Zwyczajnie zabrakło czasu.

Gdy tylko zatrzymaliśmy się na dworcu w Long Son zostaliśmy obstąpieni przez tłum naganiaczy. Każdy coś krzyczał po wietnamsku a jeden dosłownie zaczął wyrywać nam plecaki z rąk. To byli kierowcy skuterów oferujący transport do przejścia granicznego nieopodal miasteczka Dong Dang. Mogliśmy pewnie znaleźć gdzieś minivana, ale czas nas naglił, lubimy skutery, naganiacze naciskali i pochopnie podjęliśmy fatalną decyzję. Postanowiliśmy skorzystać z ich usług i ostatnie 18 km pokonać na 2 skuterach. To była głupia decyzja bo jazda jako pasażer na skuterze, z prędkością 90 - 100 km/h, z ponad 20kg plecakami na plecach to istne szaleństwo. Plecaki łapały cały wiatr i utrzymanie się na siedzeniu było nie lada wyzwaniem. Ramiona i plecy bolały że trudno było wytrzymać ale perspektywa utraty równowagi przy prędkości 100 km/h zmuszała do wytrzymania tej trudnej pozycji. W pewnym momencie Agnieszka straciła równowagę i ratując się przed upadkiem dotknęła łydką gorącej rury wydechowej skutera. Ulice starego Babu Efekt - duże, powierzchniowe oparzenie II stopnia. W końcu jednak szczęśliwie dotarliśmy na granicę. Cenę ustaliliśmy z pomocą kalkulatora jeszcze w Long Son. Wydawała się atrakcyjna więc skorzystaliśmy z usług tych kierowców. Tego dnia mieliśmy już problem z nieuczciwym taksiarzem więc - chyba już odruchowo - zdjęliśmy ze skuterów podręczne plecaki, założyliśmy cały bagaż na siebie i dopiero przeszliśmy do płacenia dokładnie odmierzonej kwoty pieniędzy (bo coś się nam wydawało że kierowcy ci nie będą mieli wydać...) Wręczyliśmy po 20 000 dong każdemu z taksiarzy poczym szybko okazało się że agresywnie domagają się drugie tyle. Nawet nie było czasu na dyskusje, bo jeden z nich od razu zaczął ciągnąć za Krzyska mały plecak (z laptopem...) próbując go z niego ściągnąć. Doszło do szamotaniny. Próbowaliśmy tak to rozegrać by szybko wejść na przejście graniczne gdzie bylibyśmy już bezpieczni. Niestety, wszystko to działo się na oczach wietnamskich pograniczników którzy powiedzieli: najpierw załatwcie sprawy między sobą a dopiero później pozwolimy wam wejść na granicę. Chwilę potrwała ta szamotanina. Nie chcieliśmy pozwolić aby taksiarze zaczęli rozmawiać z żołnierzami bo wtedy nie mielibyśmy szans na obronę swoich racji. Na szczęście żołnierze machnęli ręką i zezwolili nam wejść na granicę. Uliczna herbaciarnia Kosztowało to nas trochę nerwów.

Granicę przekroczyliśmy już bez żadnych ekscesów, no może gdyby nie liczyć faktu dokładnego sprawdzenia zdezelowanego paszportu Krzyśka w bazach skradzionych lub fałszywych paszportów po wietnamskiej stronie granicy. Jeszcze musieliśmy zapłacić za coś po 3000 dong - do tej pory pojęcia nie mamy za co płaciliśmy i mogliśmy powiedzieć: By By Viet Nam, Good Morning China... again, a najdziwniejsze jest to, że pomimo kiepskiego pożegnania się z Wietnamem i przygód na Halong Bay to Wietnam szalenie nam się podobał i stawiamy go na pierwszym miejscu krajów do powrotu. Dziwny kraj, ale w naszym odczuciu szalenie ciekawy, różnorodny i z ogromem rzeczy do poznania.

Znowu w Chinach

Po spędzonych w Chinach 3 miesiącach byliśmy nimi zniesmaczeni i rozczarowani. Porównując je z innymi do tej pory odwiedzonymi krajami zdecydowanie wypadały najgorzej. Nie rzadko zdarzało się nam je demonizować. Nie mniej jednak droga z Wietnamu do Hong Kongu prowadziła znowu przez ich terytorium.

Wjechaliśmy do Chin spokojni i bardzo pewni siebie. Mieliśmy już całkiem duże doświadczenie więc nie spodziewaliśmy się problemów. I istotnie. Szło całkiem nie źle. Poprzednim razem przyswoiliśmy sobie całkiem sporo słów po mandaryńsku co znacząco ułatwiało sprawę. Drewniane naczynia do gotowania na parze Z uśmiechem wymieniliśmy na granicy pieniądze po doskonałym kursie, a niedługo później, miło żartując sobie z taksiarzami próbowaliśmy obniżyć stawkę za kurs do pierwszego większego miasteczka - Pingxiang (skąd mogliśmy już łapać autobus do Nanning). Negocjacje nie przynosiły efektu. Wszyscy kierowcy chcieli po 25 Y. W pewnym momencie na parking przyjechała kolejna taksówka przywożąc kogoś na granicę, podeszliśmy do kierowcy, krzyknęliśmy 15 Y. Kierowca kiwnęła głową że ok., upewniliśmy się jeszcze że to cena za 2 osoby i ruszyliśmy do Pingxiang. Na miejscu dziewczyna musiała rzecz jasna jeszcze spróbować wyciągnąć od nas więcej pokazując że 15Y to było tylko za jedną osobę ale szybko dała za wygraną. Udaliśmy się na dworzec autobusowy. Nie mieliśmy tylu yuanów by zapłacić za bilet więc Krzysiek pobiegł do banku. Zdecydowanie, wróciliśmy do Chin. Wymiana 10 USD w 5 banknotach zajęła 15 minut w trakcie których Krzysiek podpisał 8 dokumentów i zrobiono ksero paszportu. Witamy w Bank of China...

O 14 mknęliśmy już szeroką autostradą do stolicy prowincji Guangxi - Nanning. Droga była równa jak stół, a za oknami jedne z piękniejszych krajobrazów jakie widzieliśmy w Chinach. Wapienne, odizolowane wzgórza rozciągały się we wszystkich kierunkach. Krajobraz był podobny do tego z Guilin czy Yangshuo ale znacznie subtelniejszy i ładniejszy. Ulice starego Babu Trochę to przypominało zieloną wersję amerykańskiej Monument Valley. Urocze miejsce. Mieliśmy duży problem z pieniędzmi. W Pingxiang pozbyliśmy się absolutnie ostatnich pieniędzy. Reszta naszych środków tkwiła na koncie bankowym a w kieszeniach mieliśmy nie więcej niż 30Y. Jeżeli w Nanning nie zadziała nasza karta bankomatowa to nie mieliśmy pomysłu co możemy zrobić. Chyba musielibyśmy zostać i zacząć sadzić arbuzy zbierając na bilet. Podobną sytuację przerobiliśmy już w Indiach kiedy to najbliższy bankomat był w oddalonym o 600 km Delhi.

W Nanning przyjechaliśmy na dworzec południowy. Szybko dowiedzieliśmy się jak dostać się do centrum. Naszym jedynym celem było wybrać pieniądze z bankomatu. Aga została przed dworcem kolejowym z bagażami obserwując działalność lokalnego gangu kieszonkowców podczas gdy Krzysiek udał się na poszukiwanie głównego oddziału Bank of China licząc że znajdzie tam bankomat podłączony do międzynarodowej sieci. Udało się. Był bank, był bankomat a po chwili były i pieniądze. Kamień spadł z serca. Konto wyczyściliśmy do dna. Teraz już nie mieliśmy nawet rezerwy na czarną godzinę. Planowaliśmy, że tej nocy będziemy już spać w Babu, ale Chiny nie dały nam szans. Czas stracony na poszukiwania banku sprawił, że dostaliśmy bilety na ostatni tego dnia autobus do Babu odjeżdżający dopiero o 22:30. Uliczny sprzedawca mat Cóż, czekała nas nocka w autobusie. Zostawiliśmy graty w przechowalni na dworcu i pozostały czas spędziliśmy na włóczeniu się po centrum Nanning. Wszędzie nic tylko sklepy, sklepy i centra handlowe. W jednym sklepie zwyczajnie zabłądziliśmy. Po zachodzie słońca wszystko rozbłysło tysiącami neonów. Ach, żeby kiedyś polskie centra miast wyglądały choć w połowie tak kolorowo jak centrum jednej z biedniejszych w Chinach stolic prowincji jaką jest Nanning. Naprawdę miło spędziliśmy ten wieczór. Podróż na wschodni dworzec autobusowy zajęła ponad 50 minut. Mieliśmy wrażenie jakbyśmy cały czas jechali przez samo centrum miasta. Wszystko było tak kolorowe i oświetlone, że trudno było uwierzyć że to są już jakieś peryferia Nanning. Co więcej, tego dnia miał miejsce Festiwal Latarni celebrowany poprzez niekończące się wybuchy fajerwerków. Gdzie by nie spojrzeć tam kolorowo rozbłyskiwały sztuczne ognie, a całe powietrze przepełnione było zapachem prochu. Niezapomniane wrażenie.

Podróż autobusem do Babu całkowicie przespaliśmy. Obudziła nas obsługa gdy byliśmy na miejscu. My z kolei musieliśmy obudzić strażnika przy bramie do collage-u by wpuścił nas na jego teren. W mieszkaniu przywitała nas Małgosia.

Na pobyt w Babu mieliśmy tylko niecałe dwa dni. Miasteczko jest całkowicie nieturystyczne przez co jest idealnym miejscem na robienie zakupów i kupowanie pamiątek. Przechadzając się kilkukrotnie po najstarszych ulicach Babu, po raz ostatni chłonęliśmy atmosferę Chin - takich prawdziwych Chin, nieopisanych w przewodnikach, gdzie życie toczy się ustalonym setki lat temu rytmem. Taki właśnie obraz Chin zabierzemy ze sobą do domu.

Festiwal Wiosny

Zanim jednak udaliśmy się na zakupy musieliśmy nabyć bilet na autobus do graniczącego z Hong Kongiem miasta Shenzhen. Sprawa wydawała się banalnie prosta, bo codziennie jeździ tam kilka autobusów, a poza tym, Małgosia dosłownie 3 dni wcześniej wracała z Shenzhen do Babu płacąc za bilet 120Y za autobus sypialny. Ceny znaliśmy, na dworcu autobusowym byliśmy już parę miesięcy wcześniej więc nie spodziewaliśmy się problemów. A jednak, wszak to Chiny, wszystko jest możliwe. Podeszliśmy do pierwszego z brzegu okienka kasowego. Jak zwykle korzystając z kilku chińskich słów powiedzieliśmy gdzie chcemy jechać, kiedy i o której godzinie. W odpowiedzi usłyszeliśmy całą masę chińskich zdań. Powtórzyliśmy co chcemy, ale odpowiedz była podobna. Nic z tego nie rozumieliśmy. Pokazaliśmy więc że nic nie rozumiemy i poprosiliśmy o zapisanie nam tego na kartce. No i pani w okienku zapisała wszystko na kartce - cała masa chińskich znaczków. Nadal nic nie rozumieliśmy. Podziękowaliśmy grzecznie i poszliśmy do innego okienka. Niestety scenariusz się powtórzył. Pani zasypała nas chińskimi zdaniami z których nic dla nas nie wynikało. Poszliśmy do jeszcze innego okienka. Tam, nastąpił niewielki przełom, gdyż pani w okienku zrozumiała chyba gdzie chcemy jechać, ustaliliśmy nawet datę, mniej więcej godzinę, poczym obróciła w naszą stronę ekran monitora i wskazała cenę - 220Y. Ok., cena była nawet nieco niższa co nas ucieszyło. Niestety, gdy przyszło do płacenia okazało się że 220Y to cena pojedynczego biletu. Nic z tego nie rozumieliśmy. Próbowaliśmy jakoś rozmawiać, pytaliśmy się o tańsze bilety ale nic nie dawało skutku. W końcu z pomocą przyszła jeszcze jedna kasjerka. Ona z kolei umiała parę słów po angielsku co teoretycznie powinno ułatwić sprawę. Niestety nie ułatwiło. Powtórzyła jedynie to co już wiedzieliśmy że bilet kosztuje 220Y (30USD). Zapytaliśmy co się stało z biletami za 120Y? Na to pytanie nie umiała odpowiedzieć, zaczęła się tylko głośno śmiać. Ostatecznie zrezygnowani wyszliśmy z dworca. Była to pierwsza sytuacja w której na skutek bariery językowej nie udało się nam kupić biletu. Aż trudno było nam w to uwierzyć. Postanowiliśmy wezwać anglojęzyczne posiłki. Dzięki pomocy Małgosi ściągnęliśmy kilku chińskich studentów college-u by pomogli w tłumaczeniu i wyjaśnieniu problemu. Godzinę później wszystko stało się jasne, a przyczyna była tak dla nas niezrozumiała że do tej pory stukamy się w czoło. A mianowicie.
Shenzhen leżące w specjalnej strefie ekonomicznej jest najbogatszym miastem w Chinach. To tam ma swoje siedziby cała masa fabryk, koncernów i międzynarodowych zakładów. Wszystkie one zatrudniają setki tysięcy tanich pracowników wywodzących się w dużej mierze z biedniejszych prowincji Guangxi, Hunan czy Guizhou. Dobiegały właśnie końca obchody Chińskiego Nowego Roku i rozpoczął się czas powrotów wspominanych setek tysięcy pracowników do swoich zakładów pracy w Shenzhen - zatem idealna okazja aby wywindować ceny usług i transportu w myśl zasady: zapłacą każdą cenę aby nie stracić pracy. I pomyślcie - to wszystko w socjalistycznym kraju. Co ciekawe bilet w przeciwnym kierunku cały czas kosztuje 120Y natomiast do Shenzhen 220Y i to za zwykły autobus z miejscami do siedzenia. Ostatecznie za 7 godzinną, nocną przejażdżkę przyszło nam zapłacić 60USD.

Informacje praktyczne:
- minibusy z Hanoi do Long Son odjeżdżają od 5 rano co 45 minut z dworca Gia Lam, po drugiej stronie Rzeki Czerwonej. Podróż zajmuje 3 - 3,5h i kosztuje 50 000 dong
- z Long Son do granicy na Przełęczy Przyjaźni jest 18 km. Kursują tam nieregularnie minibusy. Można też skorzystać z taksówki - skutera. Tej opcji raczej nie polecamy (zobacz tekst powyżej) choć wydaje się to najszybszym sposobem dotarcia do granicy.
- na granicy, po stronie wietnamskiej pobierana jest jakaś opłata w wysokości 3000 dong. Jest do tego specjalna budka i dostaje się poświadczenie. Ale pojęcia nie mamy o co chodzi.
- po obydwu stronach granicy można wymienić pieniądze u cinkciarzy.
- Najbliższe chińskie miasto to Pingxiang. Jest oddalone od granicy o jakiś 12km. Kurs taksówką kosztuje 15-30Y.
- Z Pingxiang, co godzinę odjeżdżają ekspresy do Nanning. Cena 71Y, 2,5 godz.
- z Pingxiang, raz dziennie jeździ ekspres do Shenzhen. Wyjeżdża o 16 i na miejsce dociera rano. To chyba najszybszy sposób na dostanie się z Wietnamu do Hong Kongu lub w drugą stronę. Autobus jedzie autostradą wzdłuż wybrzeża.
- autobusy z Pingxiang przyjeżdżają do Nanning na odległy dworzec południowy. By dostać się do centrum trzeba wsiąść w jeden z miejskich autobusów - 2Y
- autobus z Nanning do Babu - 160Y, 8h - cena zawyżona ze względu na Festiwal Wiosny
- autobus z Babu do Shenzhen - normalnie 120 - 130 Y, 7-10h

 


Odległość pokonana od ostatniego punktu (Nanning, Chiny): ok , mierzona w linii prostej.
Całkowity przebyty dystans to ok. .

5mar
2007

Galeria (8)

 
  Babu, Chiny, prowincja Guangxi Zhuangzu Zizhiqu
 
  • Opublikuj na:
5mar
2007

Komentarze

 
Dodaj swój komentarz - bo każdy ma przecież coś do powiedzenia...

Nie jesteś zalogowany. Aby uprościć dodawanie komentarzy oraz aby zdobywać punkty - zaloguj się

Imię i nazwisko *
E-mail *
Treść komentarza *



Na mapie

 

Spis treści

1
1. Koniec pobytu w Chinach Mengla, Chiny
piątek, 1 gru 2006
Mengla, Chiny Koniec pobytu w Chinach, Mengla, Chiny
1 7
2. Sabai Dii Laos Louang Namtha, Laos
piątek, 1 gru 2006
Louang Namtha, Laos Sabai Dii Laos, Louang Namtha, Laos
1 7
3. Prawie w Tajlandii Ban Houayxay, Laos
niedziela, 3 gru 2006
Ban Houayxay, Laos Prawie w Tajlandii, Ban Houayxay, Laos
1 8
4. Rejs po Mekongu Muang Pakbèng, Laos
poniedziałek, 4 gru 2006
Muang Pakbèng, Laos Rejs po Mekongu, Muang Pakbèng, Laos
5
5. Ban Pak-Ou, Laos wtorek, 5 gru 2006 Ban Pak-Ou, Laos Ban Pak-Ou, Laos
1 16
6. Piękne miasto Louangphrabang, Laos
wtorek, 5 gru 2006
Louangphrabang, Laos Piękne miasto, Louangphrabang, Laos
1 15
7. Bombowe miasteczko Muang Phônsavan, Laos
poniedziałek, 11 gru 2006
Muang Phônsavan, Laos Bombowe miasteczko, Muang Phônsavan, Laos
1 2
8. Prawie jak Wietnam Xam Nua, Laos
środa, 13 gru 2006
Xam Nua, Laos Prawie jak Wietnam, Xam Nua, Laos
5
9. Viangxai, Laos czwartek, 14 gru 2006 Viangxai, Laos Viangxai, Laos
1 15
10. Czysta rozrywka Muang Vangviang, Laos
sobota, 16 gru 2006
Muang Vangviang, Laos Czysta rozrywka, Muang Vangviang, Laos
1 10
11. Stolica Laosu Wientian, Laos
wtorek, 19 gru 2006
Wientian, Laos Stolica Laosu, Wientian, Laos
1 5
12. Champasak, Laos piątek, 22 gru 2006 Champasak, Laos Champasak, Laos
1 14
13. Święta w raju Ban Dondét, Laos
sobota, 23 gru 2006
Ban Dondét, Laos Święta w raju, Ban Dondét, Laos
1
14. Prawie w Tajlandii Ban Vangtao Nai, Laos
środa, 27 gru 2006
Ban Vangtao Nai, Laos Prawie w Tajlandii, Ban Vangtao Nai, Laos
1
15. Koszmaru ciąg dalszy Nong Khai, Tajlandia
czwartek, 28 gru 2006
Nong Khai, Tajlandia Koszmaru ciąg dalszy, Nong Khai, Tajlandia
1 12
16. Khao San Rd. Bangkok, Tajlandia
czwartek, 28 gru 2006
Bangkok, Tajlandia Khao San Rd., Bangkok, Tajlandia
1 8
17. Tonąc w kwiatach Kota Bahru, Malezja
piątek, 5 sty 2007
Kota Bahru, Malezja Tonąc w kwiatach, Kota Bahru, Malezja
1 22
18. Raj na ziemi? Singapore, Singapur
poniedziałek, 8 sty 2007
Singapore, Singapur Raj na ziemi?, Singapore, Singapur
1 14
19. Stolica Malezji Kuala Lumpur, Malezja
czwartek, 11 sty 2007
Kuala Lumpur, Malezja Stolica Malezji, Kuala Lumpur, Malezja
1 10
20. W końcu na plaży Pangkor, Malezja
sobota, 13 sty 2007
Pangkor, Malezja W końcu na plaży, Pangkor, Malezja
1 5
21. Kolonialne miasto George Town, Malezja
wtorek, 16 sty 2007
George Town, Malezja Kolonialne miasto, George Town, Malezja
1
22. Znowu w Bangkoku Bangkok, Tajlandia
czwartek, 18 sty 2007
Bangkok, Tajlandia Znowu w Bangkoku, Bangkok, Tajlandia
1 18
23. Stolica Związku Myanmar Rangun, Myanmar
sobota, 20 sty 2007
Rangun, Myanmar Stolica Związku Myanmar, Rangun, Myanmar
1 13
24. Dzień na motorku Bago, Myanmar
poniedziałek, 22 sty 2007
Bago, Myanmar Dzień na motorku, Bago, Myanmar
1
25. Zlota Skala Kyaikto, Myanmar
wtorek, 23 sty 2007
Kyaikto, Myanmar Zlota Skala, Kyaikto, Myanmar
1
26. Cudne jezioro Inle Lake, Myanmar
czwartek, 25 sty 2007
Inle Lake, Myanmar Cudne jezioro, Inle Lake, Myanmar
1
27. Treking w górach Kalaw, Myanmar
sobota, 27 sty 2007
Kalaw, Myanmar Treking w górach, Kalaw, Myanmar
1
28. Drugie najwieksze miasto kraju Mandalaj, Myanmar
środa, 31 sty 2007
Mandalaj, Myanmar Drugie najwieksze miasto kraju, Mandalaj, Myanmar
29. Mingun, Myanmar piątek, 2 lut 2007 Mingun, Myanmar Mingun, Myanmar
1
30. Dlugi most Amarapura, Myanmar
sobota, 3 lut 2007
Amarapura, Myanmar Dlugi most, Amarapura, Myanmar
1
31. Ava, Myanmar sobota, 3 lut 2007 Ava, Myanmar Ava, Myanmar
1
32. Pagody pagody Pagan, Myanmar
niedziela, 4 lut 2007
Pagan, Myanmar Pagody pagody, Pagan, Myanmar
1
33. Znowu w stolicy Rangun, Myanmar
środa, 7 lut 2007
Rangun, Myanmar Znowu w stolicy, Rangun, Myanmar
1
34. Ach ten Bankok Bangkok, Tajlandia
piątek, 9 lut 2007
Bangkok, Tajlandia Ach ten Bankok, Bangkok, Tajlandia
1
35. SCAMbodia Paôy Pêt, Kambodża
niedziela, 11 lut 2007
Paôy Pêt, Kambodża SCAMbodia, Paôy Pêt, Kambodża
1 16
36. Angkor Siem Reap, Kambodża
niedziela, 11 lut 2007
Siem Reap, Kambodża Angkor, Siem Reap, Kambodża
1 11
37. Szalone miasto Phnom Penh, Kambodża
czwartek, 15 lut 2007
Phnom Penh, Kambodża Szalone miasto, Phnom Penh, Kambodża
1 3
38. Plaża... Sihanoukville, Kambodża
niedziela, 18 lut 2007
Sihanoukville, Kambodża Plaża..., Sihanoukville, Kambodża
1 6
39. Good Morning Viet Nam Ho Chi Minh, Wietnam
piątek, 23 lut 2007
Ho Chi Minh, Wietnam Good Morning Viet Nam, Ho Chi Minh, Wietnam
6
40. Tây Ninh, Wietnam sobota, 24 lut 2007 Tây Ninh, Wietnam Tây Ninh, Wietnam
6
41. Củ Chi, Wietnam sobota, 24 lut 2007 Củ Chi, Wietnam Củ Chi, Wietnam
1 15
42. Open Tour Hue, Wietnam
poniedziałek, 26 lut 2007
Hue, Wietnam Open Tour, Hue, Wietnam
1 16
43. Stolica Wietnamu Hanoi, Wietnam
środa, 28 lut 2007
Hanoi, Wietnam Stolica Wietnamu, Hanoi, Wietnam
1 4
44. Gdzie smok schodzi do morza Hạ Long, Wietnam
piątek, 2 mar 2007
Hạ Long, Wietnam Gdzie smok schodzi do morza, Hạ Long, Wietnam
1 8
45. Ponownie do Chin Babu, Chiny
poniedziałek, 5 mar 2007
Babu, Chiny Ponownie do Chin, Babu, Chiny
1 17
46. Ostatni przystanek Hong Kong, Hong Kong
środa, 7 mar 2007
Hong Kong, Hong Kong Ostatni przystanek, Hong Kong, Hong Kong
1
47. Po podróży Pruszków, Polska
sobota, 10 mar 2007
Pruszków, Polska Po podróży, Pruszków, Polska

Na skróty

Podsumowanie

ostatni wpis:10 mar 2007  (15 lat temu)
pierwszy wpis: 1 gru 2006  (15 lat temu)
  
liczba tekstów:42
liczba zdjęć:319
liczba komentarzy:272
odwiedzone kraje:11
odwiedzone miejscowości:44

Uczestnicy

RedakcjaWarszawa

Skontaktuj się ze mną



strona jest częścią portalu transazja.pl
© 2004-2021 transazja.pl

Newsletter Informujcie mnie o nowych, ciekawych
materiałach publikowanych w portalu



transAzja.pl to serwis internetowy promujący indywidualne podróże po Azji. Przez wirtualny przewodnik po miastach opisuje transport, zwiedzanie, noclegi, jedzenie w wielu lokalizacjach w Azji. Dzięki temu zwiedzanie Chin, Indii, Nepalu, Tajlandii stało się prostsze. Poza tym, transAzja.pl prezentuje dane klimatyczne sponad 3000 miast, opisuje zalecane szczepienia ochronne i tropikalne zagrożenia chorobowe, prezentuje też informacje konsularne oraz kursy walut krajów Azji. Pośród usług dostępnych w serwisie są pośrednictwo wizowe oraz tanie bilety lotnicze. Dodatkowo dzięki rozbudowanemu kalendarium znaleźć można wszystkie święta religijnie i święta państwowe w krajach Azji. Serwis oferuje także możliwość pisania travelBloga oraz publikację zdjęć z podróży.

© 2004 - 2021 transAzja.pl, wszelkie prawa zastrzeżone