lub
w jakim celu? zapamiętaj mnie
 
Warszawa
Pekin  
Ruch ulicznyHanoi, Hong Kongfoto: Krzysztof Stępieńźródło: transazja.pl
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
 
czytasz blog:

Remote Vietnam



23kwi
2008

Bangkok 1

1 0 0  
  Hanoi, Wietnam, prowincja Ha Nội

Bangkok 1
Od piątku do wtorku przebywaliśmy w stolicy Tajlandii - 6,6 milionowym Bangkoku. - najbardziej turystycznym mieście spośród tych, które odwiedziliśmy w Azji.

Przylot
Przylot do Bangkoku linią AirAsia odbył się bez problemów. Samolot sprawiał wrażenie dosyć starego, a za jedzenie nie można było płacić ani w dolarach ani w dongach, ale poza tym wszystko było w porządku. Po przylocie uderzyła nas fala gorąca - pewnie było jakieś 35 stopni. Lotnisko Suvarnabhumi imponuje swoim rozmiarem - w końcu to największy port przesiadkowy w południowo-wschodniej Azji. Wypłaciliśmy pieniądze z bankomatu na lotnisku (o dziwo bez prowizji), a następnie pojechaliśmy taksówką do naszego guesthouse'u.

Guesthouse
Mieszkaliśmy w K.C. guesthouse. Właścicielka była bardzo miła, w recepcji były trzy komputery z dostępem do internetu i kamerką internetową. Kwadrans używania kosztował 10 THB (70 gr). Z pokojem mieliśmy niestety przygody, co miało związek z niewygórowaną ceną noclegu: 500 THB (35zł) za noc.

Nasz pierwszy pokój był całkiem ładny, lepszy w każdym razie niż się spodziewaliśmy. Niestety wieczorem pierwszego dnia zorientowaliśmy się, że z powodu położenia koło ulicy Pra Sumen w nocy również jest głośno. Zwłaszcza wyjące tuk-tuki dały się nam we znaki. Po nieprzespanej nocy, rano spakowaliśmy się i zadeklarowaliśmy na recepcji chęć wymeldowania się. Jednakże na wieść o tym córka właścicielki pokazała nam pokój w drugim domu, położonym dalej od głównej drogi. Był gorzej urządzony, ale klimatyzacja działała, więc wydawało się, że będzie ok. Dopiero wieczorem zorientowaliśmy się, że łóżko strasznie skrzypi. Nauczeni doświadczeniami z hotelu w Malezji próbowaliśmy coś podłożyć między materac a łóżko, ale nic to nie dało. Nie było rady - materace położyliśmy bezpośrednio na ziemi, zestawiając ze sobą łóżka - jedno na drugie.

Poszliśmy spać, ale znów się męczyliśmy - tym razem z powodu klimatyzacji, która z powodu zmiany położenia wiała zimnym powietrzem na nas. Nie dało się też w niej ustawić, aby utrzymywała w miarę umiarkowaną temperaturę. Nawet przy ustawieniu na 31 stopni chłodziła na maksa, choć temperatura w pokoju była znacznie niższa. Było to o tyle niesympatyczne, iż nie przewidziano żadnych okryć, oprócz dwóch mikroskopijnych kocyków, którymi można było co najwyżej przykryć sobie nogi. Następnego dnia przestawiliśmy łóżka i materace mając nadzieję, że będzie lepiej, ale nic z tego. Jakoś sobie próbowaliśmy radzić wykorzystując do okrycia ręczniki i ubrania. Dopiero ostatniej, czwartej nocy udało się nam wyspać, bo poprosiliśmy gospodynię o jakieś koce, przez co było się w co zawinąć, gdy zrobiło się zimno. (Komentarz Janka: chyba już na wsi w Nghe An surową zimą lepiej się spało).

Transport
Transport uliczny w Bangkoku jest zdominowany przez samochody. Wśród nich są taksówki, z których nie korzystaliśmy, poza jazdą z i na lotnisko. Jadąc z lotniska kierowca rzucił cenę 450 THB (31 zł), ale stargowaliśmy do 400 THB (28zł), co i tak było ceną maksymalną, którą powinniśmy byli zapłacić. W dniu powrotnym nasz guesthouse zarezerwował dla nas minibus za 150 THB ( 10zł) od osoby. Minibus okazał się taksówką, która zabrała jeszcze jedną turystkę i pojechała na lotnisko.

Normalnie poruszaliśmy się po mieście rikszami motorowymi, czyli tuk-tukami. Są to pojazdy trzykołowe, w których kierowca siedzi z przodu, a dwoje pasażerów z tyłu na podwyższeniu. Pasażerowie i kierowca są w miarę izolowani od deszczu. Z reguły kierowcy żądali ceny rzędu 150-250 THB, a nam się udawało to zbić o połowę. Raz zapłaciliśmy 150 THB (10zł), ale jazda trwała 45 minut, choć kierowca prowadził bardzo dynamicznie: wycie silnika, zmienianie biegu na wyższy dopiero przy wysokich obrotach i wciskanie się, gdzie się da. Większość kierowców Tuk-tuków zresztą tak jeździła. Z tego co słyszałem, podczas jazdy tuk-tuk ma 4 biegi + luz + wsteczny. Ogromną zaletą tuk-tuków w porównaniu z wietnamskimi xe-omami była możliwość jazdy w dwie osoby. Poza tym, można się było z nimi dogadać po angielsku, a targowanie odbywało się bardziej na luzie niż w Hanoi. Kierowcy regularnie proponowali nam zawiezienie nas gdzieś przy okazji, ale automatycznie odmawialiśmy. Czytaliśmy w przewodniku historie o kierowcach, którzy zawożą pasażerów do sklepów jubilerskich, gdzie sprzedawca nie wypuści klienta, dopóki ten czegoś nie kupi.

Klimat
W przewodniku znaleźliśmy informację, że kwiecień jest najgorszym miesiącem do zwiedzania Bangkoku, i że najlepiej byłoby zaopatrzyć się w przenośną klimatyzację. Coś w tym jest - temperatury są wysokie (rzędu 35 stopni), do tego jest wilgotno, ale mało jest ochładzającego deszczu. Chodziło się dość ciężko i cieszyliśmy się wchodząc do klimatyzowanych pomieszczeń. Fala zimna była w takim klimacie przyjemną rzeczą, zresztą po chwili człowiek się do niej przyzwyczajał. Nie używaliśmy kremów do opalania, poza ostatnim dniem, po tym jak się trochę sparzyliśmy w Ayutthaya.

Jedzenie
Jedliśmy na przemian jedzenie tajskie, indyjskie, czasem zaś indyjsko-arabskie, płacąc za posiłek dla dwóch osób średnio od 200 (14 zł) do 400 THB (28zł). Szczególnie zapadły nam w pamięć bardzo dobra restauracja Indian Food na turystycznej ulicy Khao San oraz muzułmańska restauracji o wdzięcznej nazwie Al-Husein. Co można więcej powiedzieć o jedzeniu? Tajskie przypomina trochę to z Wietnamu (Grażyna zgłasza votum separatum, nijak nie przypomina, przede wszystkim mięso jest pozbawione różnych nieładnych części, no i nie stosuje się powszechnie sosu rybnego, i w ogóle inna gama przypraw jest w użyciu!), ale jest znacznie bardziej doprawione. Ryż nie jest suchy, tylko polany jakimś sosem, przez co smakuje znacznie lepiej. Jedzenie indyjskie, które zamawiamy to jest zawsze jakieś mięso w sosie np. chicken tikka masala czy beef korma, do tego chleb nan albo paratha (ten drugi przypomina naleśnika). Również odpowiada naszym gustom smakowym. Któregoś razu spróbowaliśmy na ulicy czegoś w rodzaju placków z mięsem po 20 THB (1,4zł) za sztukę. Bardzo dobre.

Obyczaje
W sobotę wracając z Wat Pho zatrzymaliśmy jakiegoś tuk-tuka. Zaczęliśmy z nim negocjować cenę za podwiezienie nas do domu. W pewnym momencie wmieszał się jakiś dziwny facet, który też jakby proponował jakąś cenę. Myśleliśmy, że może kierowca innego tuk-tuka, ale głowę mieliśmy zaprzątniętą czymś innym, musieliśmy wyjmować mapę z torebki, aby pokazać kierowcy gdzie jechać, poza tym byliśmy zmęczeni po całym dniu zwiedzania w upale. Uzgodniliśmy cenę, tamten facet się zmył, dojechaliśmy na miejsce i wysiedliśmy z tuk-tuka. Dokonaliśmy standardowego sprawdzenie, gdzie jest aparat fotograficzny i okazało się, że go nie ma. Jak można się było domyślać, byliśmy wkurzeni. Najprawdopodobniej aparat zabrał tamten facet, raczej nie zostawiliśmy go w tuk-tuku. Nie dało się w każdym razie nic zrobić. Żal było przede wszystkim zdjęć z pierwszych dwóch dni, bo aparat i tak chcieliśmy kupić nowy. Konica Minolta DiMAGE Z6 może jest i dobrym aparatem, ale nie dla takich amatorów jak my. Za duża i zbyt skomplikowana w użyciu. Kupiliśmy następnego dnia "małpkę" Sony DSC-S730, z której na razie jesteśmy bardzo zadowoleni. Jest mały, zdjęcia robi szybko, lepiej niż poprzedni ustawia parametry zdjęcia. Ale wielu zdjęć nie będzie.

Nie będzie też zdjęć ulicznych prostytutek, choć widzieliśmy je głównie po straceniu aparatu. Wieczorem było ich trochę widać na ulicach, zwłaszcza w dzielnicy Nana. Poszliśmy tam, bo w przewodniku Lonely Planet była informacja o jakimś klubie z parkietem do tańczenia. Klub okazał się być wirtualny. Próbowaliśmy znaleźć jakieś inne przyzwoite miejsce, ale skład klientów był wszędzie taki sam. Podstarzali biali mężczyźni i młode azjatyckie prostytutki. Nie mieliśmy ochoty na takie towarzystwo, więc się zmyliśmy na turystyczną ulicę Khao San 15 min od naszego guesthouse'u. Po drodze widzieliśmy jakiegoś białasa, który próbując wejść w wąską uliczkę został zaczepiony przez dwie pracujące tam panie. "I want your cock" powiedziała jedna z nich do niego głosem, który miał być chyba zalotny. Nie zostaliśmy sprawdzić jak propozycja została przyjęta.

Ponieważ czytaliśmy w przewodniku (Lonely Planet jest użytecznym źródłem informacji również dla seks-turystów nie psując im wypoczynku informacjami mogącymi wywołać w nich wyrzuty sumienia), że tylko 5% prostytutek pracuje dla klientów zagranicznych, więc postanowiliśmy sięgnąć do raportu o seksualności w Tajlandii. Wyczytaliśmy tam kilka ciekawych rzeczy.

Według Tajów to mężczyzna ma silny popęd seksualny, tak silny, że nie zawsze go może kontrolować. Przyzwoita kobieta nie ma w zasadzie potrzeb seksualnych - ani przed ślubem, ani po ślubie. Tak miłość narzeczeńska, jak i późniejsza małżeńska powinna być uczuciem czystym, nieseksualnym. Dlatego jest rzeczą absolutnie zrozumiałą, że mężczyzna korzysta z usług prostytutek. Kobieta wychodząc za mąż winna rzecz jasna być dziewicą, od mężczyzny wymagany jest zaś bogaty zasób doświadczeń. Co więcej, w czasach przed nastaniem epidemii HIV, kobiety same nakłaniały mężów do chodzenia do prostytutek - lepsze to niż potencjalnie angażujący emocjonalnie romans... Za to gdy kobieta zostanie wdową, może prowadzić dość swobodne życie seksualne, niezwiązana ani zaleceniem wierności wobec męża, ani groźbą utraty dziewictwa. W jednym z badań, na które powołują się autorzy raportu, 5% młodych mężczyzn przyznało się do zmuszania siłą lub groźbą do stosunku. Pobrzmiewający i u nas tu i ówdzie pogląd, iż jeśli kobieta zostanie zgwałcona, to sama jest winna, że okryła się hańbą, bo najwyraźniej ubierała się nieprzyzwoicie bądź przebywała w niebezpiecznych miejscach, ma tu znacznie silniejszy wydźwięk. Ponoć gazetom zdarza publikować się reportaże opisujące gwałty w tonie przypominającym opowiadania erotyczne. Osobnym pytaniem jest, na ile ten "tradycyjny" model się zmienia wraz z westernizacją Tajlandii. Widzieliśmy trochę azjatyckich dziewczyn w krótkich spodenkach i nie były to prostytutki.

Olimpiada
W sobotę, wykończeni upałem, gdzieś pomiędzy zwiedzaniem Royal Palace a świątyni Wat Pho, natrafiliśmy niespodziewanie na grupki ludzi trzymających chińskie flagi oraz ubranych w koszulki z logo olimpiady. Niektórzy dzierżyli w ręku zarówno flagi chińskie, jak i tajskie. Swoje wyraźne loga wzdłuż jednej z głównych ulic Bangkoku umieścili też sponsorzy olimpiady: Coca Cola, Samsung i Lenovo. Na środku drogi odgrywany był taniec smoka. Janek podejrzewał, że może właśnie w tym momencie odbywa się przemarsz sztafety ze zniczem olimpijskim przez Bangkok; mi wydało się to kompletnie nieprawdopodobne, ludzi nie było aż tak wiele, jakoś wyglądało to wszystko niezbyt imponująco. Może jakiś wiec poparcia dla Chin? Może tajscy Chińczycy, stanowiący aż 11 procent ogółu populacji Tajlandii, postanowili okazać wsparcie dla wiadomej sprawy? W każdym razie, żadnych protybetańskich protestów nie widzieliśmy, aczkolwiek rzucała się w oczy obecność uzbrojonych tajskich żołnierzy.

Gdy sprawdziliśmy wieczorem w internecie, okazało się, że Janek miał rację - właśnie tego dnia odbywał się w Bangkoku bieg sztafety olimpijskiej. Doniesiono też, że gdzieś w okolicy trasy sztafety policja zatrzymała "zachodnią" kobietę, trzymającą zdjęcie Dalaj Lamy. Ot, całość protestów. Za dwa dni (29 kwietnia) sztafeta zawita do Wietnamu; niestety, nie zapewnimy bezpośredniej relacji z przebiegu, jako że na miejsce wydarzenia obrano Sajgon. Ciekawe, czy podobnie jak w Bangkoku wizyta znicza olimpijskiego obejdzie się bez zakłóceń, ustanawiając wyraźny - i znamienny - kontrast wobec przebiegu wypadków w Europie i Stanach Zjednoczonych

 


Odległość pokonana od ostatniego punktu (Hanoi, Wietnam): ok , mierzona w linii prostej.
Całkowity przebyty dystans to ok. .

 
  • Opublikuj na:
23kwi
2008

Komentarze

 

Na mapie

 

Spis treści

1 7
1. Przylot Hanoi, Wietnam
niedziela, 13 sty 2008
Hanoi, Wietnam Przylot, Hanoi, Wietnam
1 5
2. Jedzenie Hanoi, Wietnam
poniedziałek, 14 sty 2008
Hanoi, Wietnam Jedzenie, Hanoi, Wietnam
1
3. IT Hanoi, Wietnam
wtorek, 15 sty 2008
Hanoi, Wietnam IT, Hanoi, Wietnam
1
4. Super Express Hanoi, Wietnam
środa, 16 sty 2008
Hanoi, Wietnam Super Express, Hanoi, Wietnam
1 7
5. Zakupy 1 Hanoi, Wietnam
czwartek, 17 sty 2008
Hanoi, Wietnam Zakupy 1, Hanoi, Wietnam
1 5
6. Imprezy 1 Hanoi, Wietnam
sobota, 19 sty 2008
Hanoi, Wietnam Imprezy 1, Hanoi, Wietnam
1 18
7. Jedzenie 2 Hanoi, Wietnam
czwartek, 24 sty 2008
Hanoi, Wietnam Jedzenie 2, Hanoi, Wietnam
1 2
8. Sprawa krzyża 1 Hanoi, Wietnam
niedziela, 27 sty 2008
Hanoi, Wietnam Sprawa krzyża 1, Hanoi, Wietnam
1 10
9. Transport 1 Hanoi, Wietnam
środa, 30 sty 2008
Hanoi, Wietnam Transport 1, Hanoi, Wietnam
1
10. Wieś 1 Hanoi, Wietnam
czwartek, 31 sty 2008
Hanoi, Wietnam Wieś 1, Hanoi, Wietnam
1
11. Klimat 1 Hanoi, Wietnam
niedziela, 3 lut 2008
Hanoi, Wietnam Klimat 1, Hanoi, Wietnam
1 15
12. WieÂś 2 Hanoi, Wietnam
sobota, 9 lut 2008
Hanoi, Wietnam WieÂś 2, Hanoi, Wietnam
1 4
13. Transport 2 Hanoi, Wietnam
niedziela, 10 lut 2008
Hanoi, Wietnam Transport 2, Hanoi, Wietnam
1 9
14. Tet 1 Hanoi, Wietnam
czwartek, 14 lut 2008
Hanoi, Wietnam Tet 1, Hanoi, Wietnam
1
15. Kuala Lumpur 1 Hanoi, Wietnam
piątek, 22 lut 2008
Hanoi, Wietnam Kuala Lumpur 1, Hanoi, Wietnam
1 15
16. Kuala Lumpur 2 Hanoi, Wietnam
niedziela, 24 lut 2008
Hanoi, Wietnam Kuala Lumpur 2, Hanoi, Wietnam
1
17. Kuala Lumpur 3 Hanoi, Wietnam
środa, 27 lut 2008
Hanoi, Wietnam Kuala Lumpur 3, Hanoi, Wietnam
1
18. SzkoÂła Hanoi, Wietnam
czwartek, 28 lut 2008
Hanoi, Wietnam SzkoÂła, Hanoi, Wietnam
1
19. Różnice kulturowe 1 Hanoi, Wietnam
sobota, 1 mar 2008
Hanoi, Wietnam Różnice kulturowe 1, Hanoi, Wietnam
1
20. Tet 2 Hanoi, Wietnam
czwartek, 6 mar 2008
Hanoi, Wietnam Tet 2, Hanoi, Wietnam
1
21. Przedmieścia 1 Hanoi, Wietnam
sobota, 8 mar 2008
Hanoi, Wietnam Przedmieścia 1, Hanoi, Wietnam
1
22. Kuala Lumpur 4 - przyroda Hanoi, Wietnam
niedziela, 16 mar 2008
Hanoi, Wietnam Kuala Lumpur 4 - przyroda, Hanoi, Wietnam
1
23. Szkoła 2 Hanoi, Wietnam
środa, 19 mar 2008
Hanoi, Wietnam Szkoła 2, Hanoi, Wietnam
1
24. Przedmieścia 2 Hanoi, Wietnam
poniedziałek, 24 mar 2008
Hanoi, Wietnam Przedmieścia 2, Hanoi, Wietnam
1
25. Nanning 0 Hanoi, Wietnam
piątek, 28 mar 2008
Hanoi, Wietnam Nanning 0, Hanoi, Wietnam
1 5
26. Nanning 1 Nanning, Chiny
wtorek, 8 kwi 2008
Nanning, Chiny Nanning 1, Nanning, Chiny
1
27. Przedmieścia 3 Hanoi, Wietnam
niedziela, 13 kwi 2008
Hanoi, Wietnam Przedmieścia 3, Hanoi, Wietnam
1 1
28. Klimat 2 Hanoi, Wietnam
czwartek, 17 kwi 2008
Hanoi, Wietnam Klimat 2, Hanoi, Wietnam
1
29. Bangkok 1 Hanoi, Wietnam
środa, 23 kwi 2008
Hanoi, Wietnam Bangkok 1, Hanoi, Wietnam
1
30. Ha Long Hạ Long, Wietnam
czwartek, 8 maj 2008
Hạ Long, Wietnam Ha Long, Hạ Long, Wietnam
1
31. Ludzie / Różnice kulturowe 2 Hanoi, Wietnam
poniedziałek, 12 maj 2008
Hanoi, Wietnam Ludzie / Różnice kulturowe 2, Hanoi, Wietnam
1
32. Kuala Lumpur 5 - Pulau Ketam Hanoi, Wietnam
poniedziałek, 12 maj 2008
Hanoi, Wietnam Kuala Lumpur 5 - Pulau Ketam, Hanoi, Wietnam

Na skróty

Podsumowanie

ostatni wpis:12 maj 2008  (16 lat temu)
pierwszy wpis:13 sty 2008  (16 lat temu)
  
liczba tekstów:32
liczba zdjęć:103
liczba komentarzy:0
odwiedzone kraje:3
odwiedzone miejscowości:3

Uczestnicy

Skontaktuj się ze mną

strona jest częścią portalu transazja.pl
© 2004-2024 transazja.pl

Newsletter Informujcie mnie o nowych, ciekawych
materiałach publikowanych w portalu



transAzja.pl to serwis internetowy promujący indywidualne podróże po Azji. Przez wirtualny przewodnik po miastach opisuje transport, zwiedzanie, noclegi, jedzenie w wielu lokalizacjach w Azji. Dzięki temu zwiedzanie Chin, Indii, Nepalu, Tajlandii stało się prostsze. Poza tym, transAzja.pl prezentuje dane klimatyczne sponad 3000 miast, opisuje zalecane szczepienia ochronne i tropikalne zagrożenia chorobowe, prezentuje też informacje konsularne oraz kursy walut krajów Azji. Pośród usług dostępnych w serwisie są pośrednictwo wizowe oraz tanie bilety lotnicze. Dodatkowo dzięki rozbudowanemu kalendarium znaleźć można wszystkie święta religijnie i święta państwowe w krajach Azji. Serwis oferuje także możliwość pisania travelBloga oraz publikację zdjęć z podróży.

© 2004 - 2024 transAzja.pl, wszelkie prawa zastrzeżone