Nadszedl czas na podsumowanie. Moge powiedzieć, że całą Azję Południowo - Wschodnią (nie liczac Brunei) mam "zaliczoną". Przez 10 tygodni przezylem prawdziwy mix kulturowy: od buddyjskich: Tajlandii i Birmy, przez muzułmańską Malezję po katolickie Filipiny. Największe wrażenie zrobiły na mnie Birma i Filipiny, ale to pewnie dlatego, że byłem tam po raz pierwszy. Malezja na zawsze pozostanie dla mnie krajem równie bliskim ze wzgledu na powiazania "rodzinne". Cenowo bezkonkurencyjna jest Birma.
A teraz skrotowo 4 ostatnie dni. W piatek dojechalem na lotnisko w Clark (Manila) i tu czekala na mnie niespodzianka. Na stronie Air Asia podaja, ze oplata lotniskowa wynosi 350 PHP, wiec wydalem wszystkie pieniadze, zostawiajac tylko te 350. Przy odprawie dowiedzialem sie, ze oplata wynosi 500 PHP. Na szczescie mialem jeszcze malezyjskie ringitty wiec doplacilem reszte. W Kuala Lumpur bylem o 15.00, o 20.45 mialem nocny pociag do Butterworth, gdzie dojechalem o 7.00 rano w sobote.
Juz jestem z powrotem w Manili. A wracajac jeszcze do Tagbilaran- lotnisko wyglada jak to z serialu "Skrzydla". Bagaz wazony jest na wielkich wagach towarowych, za okienkiem siedzi pani i wydaje boarding pass`y - tak wyglada odprawa. Czulem sie jak na poczcie. W ciagu dnia laduja tam cztery samoloty.
Wtorek okazal sie kolejnym dniem "drogi". Lodz, prom, autobus i tak az do wieczora. Przyjechalem do Iloilo. Mieszkalem w Canada Hotel za 350 PHP. W srode zrobilem sobie wycieczke na wyspe Guimaras. Narobilem troche poplochu na wioskach, bo nie dosc, ze bialy to jeszcze chodzi piechota. W czwartek wstalem o 3.00 rano, o 4.00 mialem prom do Bacolod na wyspie Negros (2.5 godz., 140 PHP).
Boracay to mala wyspa majaca 9 km. dlugosci i 1 km szerokosci. Znana jest ze swoich plaz. Rzeczywiscie - bialy piasek, blekitne morze, palmy, mnostwo kafejek, hoteli i oczywiscie rzesze turystow wliczajac "pary mieszane". Mieszkalem w "Holiday Homes de Boracay", w bambusowym domku z lazienka i TV za 400 PHP jakies 200 m od plazy. Kartki pocztowe z Filipin nie klamia, tutaj plaze naprawde tak wygladaja.
W Sabang spedzilem 3 dni. Mieszkalem w Sany`s Inn za 300 PHP. Na wyposazeniu pokoju dodatkowo mialem TV i aneks kuchenny. Postanowilem go wykorzystac. Poszedlem do sklepu, zrobilem wielkie zakupy i przez caly pobyt zywilem sie sam. Bylo spaghetti, kurczak smazony, ryz, salatka z pomidorow, sardynki z chilli...Nawet mi sie to gotowanie spodobalo. Chcecie wiedziec jak mozna sobie zepsuc dzien na Filipinach - wystarczy wlaczyc TV.
Samoloty Air Asia laduja w Clark, 80 km. od Manili. Po 3 i pol godzinie lotu bylem na miejscu. Kupilem bilet na autobus do Manili - 300 PHP, 1.5 godz. Potem metro i bylem w dzielnicy tanich hoteli - Malate. Zaczelo dosyc mocno padac wiec postanowilem zatrzymac sie w pierwszym pensjonacie jaki znajde.
W Kuala Lumpur bylem tylko dwa dni. Pozwiedzalem stare katy. We wtorek rano o 7.20 wylatuje na Filipiny. Bilet (Air Asia) kupilem jeszcze bedac w Tajlandii. Zaplacilem jakies 320 PLN w dwie strony. Do Malezji wracam 24. listopada. Bedzie to moja pierwsza wizyta w tym kraju. Czekajcie na wrazenia. Koncze, ide sie pakowac.
W Tanah Rata bylem o 13.00. Poszedlem do "Daniels Lodge" zapytac czy maja jakis kontakt z moja rodzinka. Na szczescie mieli numer telefonu i Karen zadzwonila do nich z wiadomoscia, ze maja goscia. Po pol godzinie przyszedl Sharif i zaprosil mnie do siebie. Hatunbibi bardzo sie ucieszyla, ze przyjechalem.
To byl ciezki dzien. Do Bangkoku przylecialem o 10.30. Od razu udalem sie na dworzec kolejowy, by kupic bilet do Hat Yai, przy granicy z Malezja. Niestety, okazalo sie, ze nie ma miejsc. Byly tylko w bezposrednim do Butterworth (Malezja). Nie pozostalo mi nic innego tylko wziac ten. Super Express, ktory mial byc na miejscu o 13.00, przybyl o 19.00, bagatela - 6 godz.
Po poludniu przyjechalem do Rangunu. Nie wiem czy wszystkie informacje dochodza tu z takim opoznieniem, poniewaz gdy jechalem autobusem do centrum, pan sprzedajacy bilety zapytal mnie skad jestem. Gdy mu odpowiedzialem, on wystrzelil: "O Poland, good football" wg. mnie spoznil sie chlopina jakies 30 lat.
Do Chaunghta przyjezdza sie po to by poleniuchowac. Ja za plaza nie przepadam, zreszta ta nie nalezy do szczegolnie zachwycajacych. Moim celem byly owoce morza. Mozna sie tutaj tanio najesc za wszystkie czasy. Ryby,kalmary, krewetki, osmiornice, kraby itd w cenie od 2 000 do 3 000 K (5 do 7 PLN). Jedynie homar kosztowal 18 000 K za kg (45 PLN).
No, tym razem to autobus byl naprawde lux. Dalo sie przezyc te 16 godzin. Prosto z dworca pojechalem do centrum. Znalazlem nocleg w Mahabandoola G.H. za 3 $. Zostawilem wszystkie rzeczy i od razu poszedlem do Ambasady Tajlandii zlozyc wniosek wizowy. A przypomnialo mi sie jeszcze apropo autobusow. W Birmie maja ruch prawostronny, a autobusy sprowadzili z Japonii i Korei, gdzie jest ruch lewostronny, tak wiec wsiada sie i wysiada z autobusow nie od strony przystanku ale od strony ulicy.
W Baganie bylem o 10 rano. Przed wjazdem do miasta kasuja turystow po 10 $ - to za zwiedzanie pagod. Nocowalem w "Golden Myanmar G.H." Pokoje 1 os byly po 4 $, ale ja powiedzialem, ze moge dac 3 $. Mieli wiec dylemat czy dac mi pokoj 1 os. z lazienka, czy 3 os. bez lazienki. W koncu doszlismy do porozumienia - wzialem pok 1 os.
O 15.00 bylem na dworcu. Kupilem bilet do Bagan (6200 K). Mialem 6 godz. wolnego czasu, wiec poszedlem cos zjesc, potem wypilem dwa piwa (400 K - 1PLN za kufel). Wiekszosc czasu spedzilem na drugim pietrze dworca autobusowego, gdzie znajduje sie Guest House, ale tylko dla Birmanczykow. Cena za pok. 1 os.
O 4.30 wyszedlem do miejsca skad odjezdzal pick`up. Podjechalismy na dworzec. Autobus juz stal. Gdy go zobaczylem, zrozumialem cene biletu. Jakis stary, zdezelowany gruchot osobowo - towarowy. Powiedzialbym nawet: wiecej towarowy niz osobowy. Caly tyl zawalony byl przeroznymi paczkami, wliczajac przejscie i wolne miejsca pod siedzeniami.
Autobus do Mandalay byl spozniony, tym razem tylko jedna godzine. Bilet kupilem dzien przed wyjazdem, bylo to ostatnie miejsce. Ogolnie trzeba kupowac bilety co najmniej dwa dni wczesniej. Autobusy dalekobiezne sa zawsze przepelnione. Ludzie siedza nawet na malych rozkladanych krzeslachw przejsciu. Jechac tak np 12 godz.
Do wioski Nyangshwe nad jeziorem Inle dojechalem pick`upem. Ceny wg upodoban kierowcy: 500 K (tyle placa rowniez Birmanczycy), 700 K lub 1 000 K. Przed wjazdem do wioski trzeba uiscic oplate 3$, no chyba, ze sie przyjezdza ok. magicznej godziny 17.00 - wtedy nikogo juz w kasie nie ma. Wioska w 2/3 podtopiona.
W poniedzialek wybralem sie pociagiem do Kyaikto (Zlota Skala) i znowu ceny specjalne. Birmanczycy placa jakies grosze, turysci 2$ za III klase. Jakos udalo mi sie razem z tlumem wejsc do pociagu i znalezc wolne miejsce. Lawki oczywiscie drewniane, ale to tylko 3 godz. jazdy. Az trzech gosci sprawdzalo mi bilet, bo nie wierzyli, ze jade III klasa.
Coraz bardziej zaczyna mi sie tu podobac. "Zlota Kraina" nie jest jeszcze skazona masowa turystyka. Turystow niewielu - i cale sczescie. Zaczalem czytac ksiazke, ktora sobie tutaj przywiozlem - "Ratujac ryby od utoniecia". Opowiesc o grupie turystow podrozujacych po Birmie. Moze ona pomoze mi bardziej zrozumiec ten kraj...
Witam z Birmy Lot z Bangkoku do Rangunu trwal tylko 1 godz. Tu moje poklony dla linii Air Asia. Za lot Bangkok-Rangun-Bangkok zaplacilem 260 PLN. Jedyny minus to godzina wylotu z BKK - 07.15, wiec zeby sie dostac rano na lotnisko trzeba wziac taxi. Czasowo jestem blizej Was o 30 minut. Miedzy Polska a Birma jest 4.5 godz roznicy. Z lotniska wzialem taxi (3 dolce) i pojechalem do centrum.
W sobote wybralem sie na nowo otwarte lotnisko w Bangkoku (najwieksze na swiecie). Masa ludzi, w wiekszosci rodziny tajskie, ktore urzadzily sobie tutaj dobre miejsce na sobotnia wycieczke za miasto. W niedziele rano wyjechalem pociagiem ( 5 godz) do Nam Tok, koncowej stacji "Kolei Smierci". Przez pierwsze 3 godz.
Pierwsze dwa dni, ktore spedzilem w Bangkoku pamietam jakby przez mgle. Cala sobote przespalem, a nocowalem w Lee1 Guest House - pokoj 200 B, (17,00 zl). Czystoscia nie grzeszyl. Wieczorem poczulem glod, wiec poszedlem cos zjesc. W drodze powrotnej "zahaczyl" o mnie samchod. Moja pamiatka jest siniak na lewej rece, a toyota stracila boczne lusterko. W nidziele rano pierwsze co zrobilem, to zmienilem G.H.
Witam z Bangkoku. Nawet nie wyobrazacie sobie jak sie ciesze piszac te slowa. Malo brakowalo a mojej krainy szczescia Shangri-La szukalbym gdzies w Polsce. Ale o tym pozniej. Lot z Katowic do Dusseldorfu przebiegl bez zadnych problemow. Do iranskich linii lotniczych Mahan-Air tez nie mam zastrzezen. Podstawowym ich plusem byla cena.
ostatni wpis: | 30 lis 2006 (17 lat temu) |
pierwszy wpis: | 22 wrz 2006 (17 lat temu) |
liczba tekstów: | 25 |
liczba zdjęć: | 115 |
liczba komentarzy: | 72 |
odwiedzone kraje: | 6 |
odwiedzone miejscowości: | 19 |
strona jest częścią portalu transazja.pl
© 2004-2023 transazja.pl
transAzja.pl to serwis internetowy promujący indywidualne podróże po Azji. Przez wirtualny przewodnik po miastach opisuje transport, zwiedzanie, noclegi, jedzenie w wielu lokalizacjach w Azji. Dzięki temu zwiedzanie Chin, Indii, Nepalu, Tajlandii stało się prostsze. Poza tym, transAzja.pl prezentuje dane klimatyczne sponad 3000 miast, opisuje zalecane szczepienia ochronne i tropikalne zagrożenia chorobowe, prezentuje też informacje konsularne oraz kursy walut krajów Azji. Pośród usług dostępnych w serwisie są pośrednictwo wizowe oraz tanie bilety lotnicze. Dodatkowo dzięki rozbudowanemu kalendarium znaleźć można wszystkie święta religijnie i święta państwowe w krajach Azji. Serwis oferuje także możliwość pisania travelBloga oraz publikację zdjęć z podróży.