Odpowiedziałem sobie na bardzo ważne pytanie: "co lubię w życiu robić" i... podróżuję po Azji.
czytasz blog:

Tybet - wakacyjna przerwa w chińskiej szkole



24lip
2006

Tybet c.d.

1 32 0  
  Xigaze, Chiny, prowincja Tibet Autonomous Region

charakterystyczne buty tybetanskie na targu w Szigace Kiedy zmieniłam kawiarenkę z centrum miasta w Shigatse (1h=3Y) na tą w hotelu Tenzin gdzie się teraz zatrzymałam, sądziłam, że będę mogła dokończyć szybciej relacje. Nic z tego. Komputery są do nosa, wszystko mi gdzieś uciekło i za godzinę zapłaciłam 5Y. Przyszłam tu z powrotem, do tego molochu. Jest tu chyba 200 komputerów, ale hałas i duchota niesamowita. Wszyscy coś jędzą, śmiecą i palą papierosy a niektórzy do tego gadają przez komórki. Nikt nie sprząta i nie przejmuje się śmieciami. Kobieta, która siedzi obok mnie tak głośno stuka palcami po klawiaturze, że w ogóle nie mogę się skupić, a kiedy jej zwróciłam uwagę to zaczęła się jeszcze gorzej zachowywać. Gra w jakąś idiotyczną grę i śmieje się pod nosem.

Następnego dnia rano wyruszyliśmy do New Tingri (Shegar) przez Lhatse - 241 km. Zaraz za miastem kierowcy zjechali z drogi i wjechali w jakieś bezdroża aby uniknąć kontroli policyjnej ze wzgl. na stan techniczny samochodów. Góry co chwile zmieniały kolory: od bordo przez pomarańcz na stalowy i różne odcienie zieleni. Droga miejscami poprzerywana. Pracują przy niej zarówno mężczyźni jak i kobiety. Większość to Tybetańczycy a tylko szefostwo to Chinole. Nagle musieliśmy się zatrzymać bo nie było przejazdu i jakiś chiński boss nie chciał nas puścić. Nasi kierowcy próbowali negocjować i trwało to dosyć długo bowiem jak się potem okazało, chcieli łapówki po 200Y od samochodu a najechało ich się już sporo z obydwu kierunków. Szigace - klsztor Tasziilhumpo W międzyczasie robię zdjęcia tybetańskim robotnikom. Większość z nich jest bardzo młoda (16-19 lat) i pracuje bardzo ciężko. Z zaciekawieniem oglądają zdjęcia i muszę im pokazać wszystkie jakie mam na karcie.

Kiedy nareszcie nas puszczają zmienia się raptownie pogoda, zachodzi słońce i zaczyna padać grad ze śniegiem. Wjeżdżamy na przełęcz Langpa La (5220 m). Obstępuje nas dzieciarnia. Dzieci są bardzo nachalne, wyrywają mi aparat z ręki, podstawiają się pod obiektyw i chcą naciskać wszystkie guziki w aparacie. Nie mogę sobie z nimi poradzić a do tego wichura zrywa mi czapkę z głowy. Część moich współtowarzyszy w ogóle nie wychodzi z samochodu. Również rodzice dzieci domagają się zdjęć. Pasą tu swoje jaki. Oczywiście domagają się papierosów i pieniędzy i zatrzymują i obskakują każdy przejeżdżający jeep. Po chwili wychodzi słońce. Zjeżdżamy w dół ale czeka nas jeszcze kilka krótkich postojów z powodu budowy drogi.

Pod wieczór dojeżdżamy do Shegar, małej wioski (ponoć miasteczko), położonej na wys. 4050 m. Jest tu może ze 20 domów, kilka sklepów (ryż, mydło i powidło) i kilka restauracji: syczuańskich i tybetańskich. Wszędzie to samo i ceny trochę zawyżone. Zatrzymujemy się w hotelu Mt. Everest Home Inn. Przypomina to trochę motel. łóżko w pokoju 2 osobowym/20Y z TV. przy budowie drogi Są nawet prysznice z ciepłą wodą, to miła niespodzianka. Termosy z wrzątkiem jak wszędzie do tej pory. Do brudnej pościeli już się chyba przyzwyczailiśmy a dla miejscowych to normalne, że się jej nie zmienia. Na kolację wybieramy się do tybet. knajpy. Zamawiamy kilka dań wspólnie: smażone ziemniaki - na wpół surowe (b. drobno poszatkowane), makaron ryżowy z papryką, coś co przypomina cukinię z mięsem jaka na ostro, z ostrą ziel. papryką, jajecznicę z pomidorami (ulubione danie Tybetańczyków) i piwo. Porcje są bardzo duże i jedzenie jest smaczne.

Potem jeszcze jedziemy z kierowcą po bilety na wjazd do E.B.C. Biuro i małe muzeum znajduje się po drugiej stronie rzeki. Opłata od jeepa - 405Y i za osobę 65Y. Następnego dnia mamy do przejechania tylko 120 km, ale zajmuje to 4h. Celem jest klasztor Rongphu oddalony 8 km od bazy pod Mt. Everestem. Wstajemy wcześniej aby spokojnie zjeść śniadanie: zupa ryżowa z cukrem (2Y), jajka na twardo też w tej samej cenie i kluchy na parze z mięsem lub bez. Przy wyjeździe z miasta kontrola policji (PSB) a po 17 km jest checkpoint gdzie są sprawdzane bilety na wjazd do Mt. Everest National Park.

Jedziemy serpentynami przez kamieniste góry, tu już prawie nic nie rośnie, pasą się tylko gdzieniegdzie zwierzęta. W południe dojeżdżamy na miejsce. Jest tu bardzo prymitywny ! Przelecz Langpa La (5220m) w drodze do N.Tingri !! hotel (to za dużo powiedziane) należący do klasztoru, 40Y od łóżka w pokojach 4-o osób. światło to żarówka na przewodzie doprowadzona do każdego pokoju i światło bardzo nikłe włączane dopiero o zmroku. Całkowity brak kontaktów (nie można naładować baterii ani użyć grzałki). Nie ma nawet termosu z wrzątkiem ani wiadra z zimna woda. Oknami wieje wiatr a w nich jakieś strzępy szmat udające zasłony. O pościeli już nie wspomnę. A do WC nie da się wejść. Gdyby to było 10-20Y to wcale by mnie to nie dziwiło. Niedaleko jest też hotel "rządowy"- 200Y za łóżko, ale widać, że mało tam mają gości, przed hotelem stoi tylko kilka jeepów.

A w podwórzu jedyna "restauracja" z niewielkim sklepikiem wewnątrz. Można tu zjeść tylko 3 dania: zupa z makaronem i jakimiś warzywami, zupełnie bez smaku, naleśniki i ryż z jajkiem. Wszystko po 10Y. Po południu wyruszamy do bazy. Na szczęście trafiamy na piękną pogodę i Najwyższa Góra odsłania nam się kilkakrotnie. Droga jest łatwa, zajmuje 2h, można iść skrótami lub podjechać bryczka konna za 30Y. W bazie znajduje się kilkanaście namiotów gdzie można się przespać (40Y za łóżko) i coś zjeść a także mały urząd pocztowy i kilka straganów z pamiątkami.


Jest też kopiec ustrojony chorągiewkami, na którym wszyscy się fotografują mając w tle Czomolungmę. dziewczyna pracujaca przy budowie drogi Co niektórzy wysyłają sms-y w świat. Nagle pogoda załamuje się i zaczyna padać grad. Właściciele bryczek są zadowoleni bo mogą zarobić. Zjazd bryczka w dół można już utargować na 10-20Y. My jednak schodzimy na piechotę, na skróty. Zresztą pogoda zmienia się co chwilę i słońce tak mocno grzeje, że można iść w podkoszulku. Wieczorem wszyscy turyści siedzą w knajpie. Jest ciemno, bo oszczędzają na świetle. Obsługa gotuje godzinami wodę, pałac kartonem i łajnem jaka, i w ogóle nie można się doprosić wrzątku. Widzę jak chowają czajnik do kuchni i przelewają wrzątek do termosu. Kiedy domagam się wody, twierdzi, że jej nie ma i będzie potem. A kiedy będzie to potem? Ponoć koło klasztoru jest źródło z wodą, ale co z tego, kiedy nie można napić się herbaty ani nie ma w czym umyć zębów. Zresztą na niczym im nie zależy bo i tak będą mieli turystów. W bazie można też rozbić swój namiot.

Istnieje też możliwość noclegu w klasztorze za tą samą cenę, należałoby jednak mieć swój śpiwór. Tam jest kompletny brak światła, więc dobrze zabrać świece i latarki. W nocy pada śnieg i rano jest zimno, mokro i nieprzyjemnie. Nasi kierowcy spędzili noc w samochodzie i zaspali. Dziś już ostatni dzień naszej wspólnej wyprawy, jedziemy do granicy nepalskiej i tu się rozstajemy. Ja zostaję w Tybecie a moi znajomi jadą dalej do Katmandu i do Indii skąd wracają już do kraju. natarczywi chlopcy na przeleczy Tsuno La Wyruszamy zziębnięci, brudni i głodni i o godzinę później niż to było umówione. Cały czas jedziemy bezdrożami, mijając namioty nomadów i ich stada. Góry we mgle i śniegu. Ciągle pada i jest zimno. Pokonujemy dwie przełęcze: Lalung La 5050 m i Thong La 5120. Tylko na tej drugiej kilku pasterzy ze swoimi stadami i chorągiewki modlitewne.

Brak nachalnych sprzedawców pamiątek, po raz pierwszy. Zjeżdżamy do Old Tingri - 4390 m. Ta miejscowość taka sama jak poprzednie, kilka domów, hoteli i restauracji. Przy dobrej pogodzie widać Mt. Everest i Cho Oyu. "Autostrada przyjaźni" do granicy z Nepalem to droga szutrowa, prowadzi przez łąki i pola, małe wioski i gdzieniegdzie widnieją ruiny fortów zburzone przez Nepalczyków w XVIII w. Kierowca nagle zatrzymuje się i zabiera się do reperacji samochodu. Coś mu się nie podoba w zawieszeniu (już reperował auto poprzedniego dnia). Tracimy prawie godzinę a do granicy mamy jeszcze około 130 km. #0 km przed granicą mamy checkpoint w Nyalam - 3750 m. i stąd zaczyna się już jazda w dół.

Zmienia się krajobraz, roślinność jest bujna, zielona, paruje i wjeżdżamy we mgle. Co chwilę wodospady. Pada deszcz ale jest duszno, zupełnie jak u mnie w Guangxi na południu Chin. Miasteczko graniczne Zhangmu (Dram) 2300 m jest już ostatnim punktem w Tybecie, położone jest na zboczach góry, ma tylko jedną ulicę. bardzo chetnie pozowali do zdjec Jest tu kilka hoteli i mnóstwo restauracji. Brak natomiast dworca autobusowego i nie ma oficjalnie wjazdu z Nepalu dla turystów indywidualnych. Należy sobie w Katmandu załatwić transport i zezwolenie na wjazd do Tybetu/Chin przez agencje. W pośpiechu żegnam się z moimi przyjaciółmi. ładują się do busa (10Y od osoby), który podwiezie ich do budynku celnego, poczeka aż załatwią formalności i przewiezie 8 km do granicy nepalskiej.

Ja natomiast załatwiam z kierowcą aby oddał mi permit, który mi potrzebny na powrót do Shigatse. Nie bardzo mu się to podoba, rzekomo mu to potrzebne (wcześniej już była o tym mowa), ale mnie jeszcze bardziej a jemu do czego? Prowadzi mnie do sklepikarza, który mówi po angielsku, każe mi napisać, że zabieram permit i sprawa załatwiona. Jem coś w pośpiechu i rozglądam się za jakim transportem do Shigatse. Nie chcę tu zostawać a zresztą po co się narażać. Permit wygasa o 12ej w nocy. A zresztą chyba był tylko ważny w jedną stronę. Spotykam naganiaczy, którzy prowadzą mnie do kierowcy jeepa jadącego do Lhasy. Po 8h (150Y) szybkiej jazdy w zimnym samochodzie po wertepach, w deszczu i kilku postojach (checkpointy- na szczęście mnie nie kontrolują, budowa drogi) przybywam o trzeciej w nocy do Shigatse.

Tym razem zatrzymuję się w hotelu Tenzin (35Y za lóżko). Chce się umyć lecz nie ma ciepłej wody. Miała być 24h na dobę. Rano odsypiam i robię pranie a potem udaje się na pocztę aby odesłać część rzeczy do Babu, które są mi zbędne. Próbuję załatwić zezwolenie na Zach. Tybet ale bez skutku. Słyszę, że sama nie mogę podróżować, bo to niebezpieczne (od kiedy?) że muszę się udać do Lhasy i wykupić wycieczkę organizowaną przez agencje (500$!!!). Chcę również wypalić zdjęcia na CD, ale okazuje się to problemem. Tu w tej kawiarence tego nie robią, dają mi jakiś adres, ale dziś już tego nie załatwię. Jutro udam się chyba w drogę do Lathse a dalej jak się uda.

 


Odległość pokonana od ostatniego punktu (Zhangmu, Chiny (Tybet)): ok , mierzona w linii prostej.
Całkowity przebyty dystans to ok. .

24lip
2006

Galeria (32)

 
  Xigaze, Chiny, prowincja Tibet Autonomous Region
 
  • Opublikuj na:
24lip
2006

Komentarze

 
Dodaj swój komentarz - bo każdy ma przecież coś do powiedzenia...

Nie jesteś zalogowany. Aby uprościć dodawanie komentarzy oraz aby zdobywać punkty - zaloguj się

Imię i nazwisko *
E-mail *
Treść komentarza *



Na mapie

 

Spis treści

1
1. Wioski Tu Yao Babu, Chiny
wtorek, 20 cze 2006
Babu, Chiny Wioski Tu Yao, Babu, Chiny
1 18
2. Podróż do Szanghaju Szanghaj, Chiny
sobota, 1 lip 2006
Szanghaj, Chiny Podróż do Szanghaju, Szanghaj, Chiny
1
3. Gwarny Szanghaj c.d. Szanghaj, Chiny
poniedziałek, 3 lip 2006
Szanghaj, Chiny Gwarny Szanghaj c.d., Szanghaj, Chiny
1 6
4. Jedziemy do Yichang Yichang, Chiny
środa, 5 lip 2006
Yichang, Chiny Jedziemy do Yichang, Yichang, Chiny
1 19
5. Rejs po Jangcy Chengdu, Chiny
sobota, 8 lip 2006
Chengdu, Chiny Rejs po Jangcy, Chengdu, Chiny
1 5
6. Odwiedziny u misiów Chengdu, Chiny
niedziela, 9 lip 2006
Chengdu, Chiny Odwiedziny u misiów, Chengdu, Chiny
1 5
7. W drodze do Tybetu Lhasa, Chiny
wtorek, 11 lip 2006
Lhasa, Chiny W drodze do Tybetu, Lhasa, Chiny
1 19
8. Lhasa Lhasa, Chiny
czwartek, 13 lip 2006
Lhasa, Chiny Lhasa, Lhasa, Chiny
1 20
9. Nam Tso Lhasa, Chiny
sobota, 15 lip 2006
Lhasa, Chiny Nam Tso, Lhasa, Chiny
1 20
10. Klasztor Samye Lhasa, Chiny
poniedziałek, 17 lip 2006
Lhasa, Chiny Klasztor Samye, Lhasa, Chiny
1 14
11. Nowy dworzec kolejowy w Lhasie Lhasa, Chiny
wtorek, 18 lip 2006
Lhasa, Chiny Nowy dworzec kolejowy w Lhasie, Lhasa, Chiny
15
12. Yamzho Yumco, Chiny środa, 19 lip 2006 Yamzho Yumco, Chiny Yamzho Yumco, Chiny
1
13. Lhasa-jez. Yamdrok-Gyantse-Shigatse Xigaze, Chiny
środa, 19 lip 2006
Xigaze, Chiny Lhasa-jez. Yamdrok-Gyantse-Shigatse, Xigaze, Chiny
1 32
14. Tybet c.d. Xigaze, Chiny
poniedziałek, 24 lip 2006
Xigaze, Chiny Tybet c.d., Xigaze, Chiny
1 5
15. Wyprawa pod Mt. Kailash - Zachodni Tybet Quxar, Chiny
środa, 26 lip 2006
Quxar, Chiny Wyprawa pod Mt. Kailash - Zachodni Tybet, Quxar, Chiny
1 6
16. Podroz ciezarowka Sangsang, Chiny
czwartek, 27 lip 2006
Sangsang, Chiny Podroz ciezarowka, Sangsang, Chiny
1 5
17. Zhongba Zhabdün, Chiny
piątek, 28 lip 2006
Zhabdün, Chiny Zhongba, Zhabdün, Chiny
1 15
18. Paryang Paryang, Chiny
sobota, 29 lip 2006
Paryang, Chiny Paryang, Paryang, Chiny
1 8
19. Mointser Montser, Chiny
niedziela, 30 lip 2006
Montser, Chiny Mointser, Montser, Chiny
1 21
20. Kora Kangrinboqê Feng, Chiny
wtorek, 1 sie 2006
Kangrinboqê Feng, Chiny Kora, Kangrinboqê Feng, Chiny
1 17
21. Darchen-Saga-Shigatse Xigaze, Chiny
niedziela, 6 sie 2006
Xigaze, Chiny Darchen-Saga-Shigatse, Xigaze, Chiny
1 21
22. Shangri La Zhongxin, Chiny
czwartek, 10 sie 2006
Zhongxin, Chiny Shangri La, Zhongxin, Chiny
1 16
23. Leaping Tiger Gorge Dayan, Chiny
środa, 16 sie 2006
Dayan, Chiny Leaping Tiger Gorge, Dayan, Chiny
1 13
24. Lijiang-Dali Dali, Chiny
sobota, 19 sie 2006
Dali, Chiny Lijiang-Dali, Dali, Chiny
1 10
25. Dali Dali, Chiny
niedziela, 20 sie 2006
Dali, Chiny Dali, Dali, Chiny
1 10
26. Baoshan Baoshan, Chiny
poniedziałek, 21 sie 2006
Baoshan, Chiny Baoshan, Baoshan, Chiny
1 7
27. Kunming Kunming, Chiny
czwartek, 24 sie 2006
Kunming, Chiny Kunming, Kunming, Chiny
1
28. Powrot do domu Babu, Chiny
czwartek, 31 sie 2006
Babu, Chiny Powrot do domu, Babu, Chiny

Na skróty

Podsumowanie

ostatni wpis:31 sie 2006  (15 lat temu)
pierwszy wpis:20 cze 2006  (15 lat temu)
  
liczba tekstów:27
liczba zdjęć:371
liczba komentarzy:0
odwiedzone kraje:2
odwiedzone miejscowości:18

Uczestnicy

Skontaktuj się ze mną

strona jest częścią portalu transazja.pl
© 2004-2021 transazja.pl

Newsletter Informujcie mnie o nowych, ciekawych
materiałach publikowanych w portalu



transAzja.pl to serwis internetowy promujący indywidualne podróże po Azji. Przez wirtualny przewodnik po miastach opisuje transport, zwiedzanie, noclegi, jedzenie w wielu lokalizacjach w Azji. Dzięki temu zwiedzanie Chin, Indii, Nepalu, Tajlandii stało się prostsze. Poza tym, transAzja.pl prezentuje dane klimatyczne sponad 3000 miast, opisuje zalecane szczepienia ochronne i tropikalne zagrożenia chorobowe, prezentuje też informacje konsularne oraz kursy walut krajów Azji. Pośród usług dostępnych w serwisie są pośrednictwo wizowe oraz tanie bilety lotnicze. Dodatkowo dzięki rozbudowanemu kalendarium znaleźć można wszystkie święta religijnie i święta państwowe w krajach Azji. Serwis oferuje także możliwość pisania travelBloga oraz publikację zdjęć z podróży.

© 2004 - 2021 transAzja.pl, wszelkie prawa zastrzeżone