lub
w jakim celu? zapamiętaj mnie
 
Warszawa
Naypyidaw  
Złota SkałaKyaiktiyo, Myanmarfoto: Krzysztof Stępieńźródło: transazja.pl
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
 
czytasz blog:

Krzyś w Chinach



8wrz
2009

Szanghaj i dalej - do Pekinu

1 1 0  
  Szanghaj, Chiny, prowincja Shanghai Shi

Szanghaj nieturystyczny W nocy cała trójka spała jak zabita. Budzik obudził ich o 10., ale gdyby nie on, pewnie jeszcze długo by się nie obudzili. Namiastka śniadania. Sucha bułka (jeszcze z samolotu), ciastko, herbata, mango (wyparzone i obrane). I zupka chińska. Taka, jakie i u nas są, zalewa się wrzątkiem - w środku makaron i torebki z przyprawami. Stary zdziwił się, że w środku był składany widelec, ale potem przyszło mu do głowy, że ta potrawa miała być chyba europejską - mięso z makaronem (faktycznie było w tym coś, co imitowało mięso). A widelec miał dodawać egzotyki - tak jakby u nas do azjatyckiej potrawy dołożono pałeczki. Oczywiście smakowało jak 'chińszczyzna'. Czyli niezłe. Szybkie pakowanie i tuż przed 12 do recepcji. Pod drzwiami już czekała pani z obsługi, nie tyle chyba żeby sprzątać, co żeby sprawdzić czy coś nie zginęło. Bo przy zameldowaniu pobrano od Krzysia rodziców 400 RMB kaucji. I teraz zwrócono im 120 - różnicę między kaucją a ceną pokoju. Zamówione bilety na pociąg zostały odebrane. Obsługa sama spytała czy przechować plecak. Rodzice zarezerwowali też taki sam pokój na dwie ostatnie noce w Chinach.

Na dworze już nie padało (przez poprzednie kilka godzin było oberwanie chmury). Najpierw pod znakiem smętku i wyrzutów ze strony Mamy, że 'tak drogo'. Miała oczywiście na myśli koszt przejazdów wewnętrznych (bo jedzenie i hotele? te są tanie). Banda trojga miała do pokonania cztery dłuższe trasy, koszt każdej z nich miał wynieść ok. 900 - 1.000 zł. Mógłby być znaaaaaaaaacznie niższy, gdyby nie było tam Krzysia Mamy i gdyby można było jechać niższą klasą. Ale sami (Krzyś i stary) namówili Ją, żeby jechała, więc nie mogli marudzić (marudzić że Ona marudzi - bo biorąc Ją z automatu się na to zgadzali). Żeby było jasne - Krzysia stary co prawda nie marudzi na warunki podróży itp. - ale z nim też nie jest wesolutko. Czepia się wszystkiego (podobno... tak inni mówią - on jak kronikarz notuje). Stary przyznał się Mamie, że jeden z kolejnych potrzebnych biletów: z Xianu do Kantonu zarezerwował już w Polsce. Lotniczy, bo pociągiem jedzie się tamtą trasą dwadzieścia kilka godzin.

Wracamy do Szangaju. Mimo, że staremu zginęła mapa Szanghaju, bez problemu trafił do 'chińskiej dzielnicy'. Jest to miejsce zwane też 'Starym Miastem'. Najpierw szli przez dość egzotyczne miejsca. Już wiedzieli, że w Azji są. Warsztaty, biedne sklepy itd. Krzysiowi wracało jakby jego zainteresowanie z dzieciństwa (bo teraz już jest dorosły:-) i zaczął zwracać uwagę na znaczki chińskich samochodów. A faktycznie są one inne niż gdzie indziej. Ale gdy towarzystwo doszło do celu, oboje byli zachwyceni. 'Ale' nie oznaczało, że nie podobały się im sklepiki i warsztaciki, tylko że po Mamy narzekaniu był kiepski nastrój, który się tam poprawił radykalnie. Stare miasto, trochę a la arabska medina tylko że w tradycyjnym chińskim stylu. Oczywiście lekko pachnie tandetą dla turystów, ale faktycznie - fajne.

W czasach, gdy Szanghaj był rozparcelowany między mocarstwa zachodnie (Japonia jest zachodnia? hmm...), tamta część miasta należała do Chin. To tam były palarnie opium, burdeliki itp. Teraz pełno sklepów z pamiątkami, ale też fast foody - azjatyckie i McDonaldy/KFC. Krzyś koniecznie chciał kupić wachlarz. Wszedł więc do paru sklepów - wybór ogromny, ceny od 5 do 65 juanów. On wybrał taki za 65, a Mama stargowała do 20. Potem zaszli też do jadłodajni. W stylu jaki w Polsce kojarzy się ze stołówkami pracowniczymi, a w nowoczesnym wydaniu prawie nie występuje (Występuje! W Ikei!), ale na szerokim świecie jest popularny. Takiej z dłuuugą ladą z szybami, za którymi są potrawy, wzdłuż których pcha się tacę po rurkach i bierze co chce, a na koniec płaci. Dla Krzysia i starych super, nie dlatego że tanio (czy: 'nie tylko dlatego') ale że WIDZIELI co biorą. No, mniej-więcej. Co jest w pierożkach nie widać, ale zgódźmy się, że to szczegół. Widać za to czy ptak jest w kawałkach, czy upieczony ze skrzydłami i łbem (a takie tam były). A Mama ciągle się bała, że się zatruje (co nie jest przecież nieuzasadnione). Wzięli pierożki gotowane, pierożki pieczone i makaron zasmażany z czymś co pachniało jak grzyby. Pojawił się oczywiście problem, z którego bezczelny ojciec miał ubaw. Otóż malkontenci nie umieli... jeść pałeczkami! Krzyś był więc przez tatę... karmiony, pieczone pierożki jedli ręką, a makaron Mama jakoś na pałeczki nawijała. Pałeczki (i łyżki) brało się z szuflad stojących w kilku miejscach. Nie można nie dodać, że Mama się jednak dość szybko (już po kilku dniach!) nauczyła.

Potem dalsze przechadzki po tej dzielnicy. Aż skończyła się (dzielnica) przy Smoczej Bramie. Dalej było jeszcze ciekawiej (zdjęcie). Brudne sklepiki, tłum ludzi (białych jak na lekarstwo), kury oskubywane żywcem, klatki z gołębiami na ubój. Zaszli do hali targowej. Targi o kurczaka, oglądanie skrzydeł (Chińczycy się o nie targowali, nie Krzysiowcy). Trafił tam Krzyś na... supermarket. Kupili mu napoje, w tym pyszny sok melonowy. A kawałek dalej było... Tesco! Był tam mini-skwerek z ławkami (murkiem), gdzie Krzyś i starzy siedli odpocząć. Ojciec czytał Krzysiowi 'Pana Samochodzika', pili, oglądali przepychające się przez tłum motory, rowery i riksze. Zresztą gdy szli towarzyszyły im przez cały czas, nie raz musieli uskakiwać. Panie długim kijem z hakiem na końcu wieszały wieszaki z praniem wprost na kablach elektrycznych. Robotnicy stawiali rusztowania z bambusa. Super! Ale najsuperniej, że Mamie się podobało. Bo że Krzysiowi - to jasne. Nad daszkami pojawiały się i znikały we mgle czubki pudońskich drapaczy chmur. Jak to możliwe, że będąc z 500 m od zatłoczonej turystami starówki nie ma ani jednego białego? Czy ci wszyscy wycieczkowcy naprawdę przyjeżdżają tylko kupić pamiątki i lezą tylko tam, gdzie ich przewodnik zaprowadzi? W końcu w Tesco kupili rodzice kolejne napoje i w drogę. W kierunku rzeki.

Krzyś i rodzice chcieli choć zobaczyć ją, bo z Bundu nie było można - parkany zasłaniały. Ale tu też były parkany i też nie było podejścia do rzeki. Można się było najwyżej przepłynąć statkiem. Naganiacze ich obskoczyli. Jedna pani sądząc że są zainteresowani szła za nimi ze 100 m. Ona i ludzie od łodzi byli strasznie zdziwieni, że nie chcą płynąć. Zeszli z początkowej ceny trzykrotnie, a białasy i tak nie chciały. Pobiegli za nimi, a ci nic. A oni chcieli tylko zobaczyć rzekę... Ale zaciekawiło ich miejsce skąd jakby od rzeki wychodzą ludzie i wyjeżdżają motorki. Jakby jakiś statek na drugą stronę rzeki, albo prom. Widzieli oczywiście już wcześniej kasy biletowe, ale sądzili, że to właśnie do tych łodzi wycieczkowych. Mama zechciała jednak tam podejść. Tata spytał czy można stamtąd płynąć na drugą stronę. Pani w kasie znała pewnie tylko kilka angielskich słów, ale zrozumiała i odparła, że na Pudong kosztuje 'one'. Stary zdziwił się, czy się zrozumieli (statki wycieczkowe, po super stargowaniu ceny chciały 50 RMB). Ale podał pani kilka juanów. Młody człowiek, który stał przy tym, bo też kupował bilety, wyjaśnił coś pani po chińsku, rzucił garść mini-pieniążków i dał Krzysiowi i rodzicom trzy żetony, które były biletami. One kosztowały 1/10 juana! Pan okazał się być z Tybetu. Na promie byli chyba jedynymi białymi. Wszyscy dookoła patrzyli się jak dzicy robią zdjęcia. Przepłynięcie trwało chwilkę.

Na Pudong wylądowali wśród apartamentowców 100-150-metrowych. Jak polskie osiedla zamknięte, tyle że budynki znacznie wyższe i trochę orientalnych elementów w architekturze. Krzysiowi chciało się siusiu, więc postanowili rodzice przejść się do galerii handlowej, w której dzień wcześniej byli w supermarkecie. Mniej niż 10 minut szli. I widzieli The Bund zza rzeki. Galeria, której wczoraj się nie przyglądali - przeogromna! Czegoś takiego żadne z nich w życiu nie widziało. Jakby powierzchnia warszawskiej Arkadii, ale nie dwie-trzy, lecz osiem-dziesięć kondygnacji. Dwie, a nawet trzy pieczenie upiekli rodzice na jednym ogniu, bo obiecali wczoraj Krzysiowi rajd po tej galerii w poszukiwaniu sklepu z zabawkami. Bez kupowania - miał tylko oglądać. Więc po wizycie w czyściutkiej, z europejskimi ubikacjami toalecie (choć bez papieru toaletowego) oni poszli szukać, a stary przez godzinę prawie pisał siedząc na ławce. Gdy wrócili zaprowadzili go do sklepu z zabawkami - jak trzy największe Smyki. Wybór przeogromny. Lego Star Wars, jakich w Polsce nie widzieli, ale dużo, dużo droższe. Za to tanie chińskie klocki a la Lego. Zostało postanowione, że może coś rodzice Krzysiowi kupią gdy wrócą do Szanghaju. Trzecia pieczeń już bardziej dosłownie. Coś zjeść przed podróżą było trzeba. Mama znalazła na VII piętrze włoską restaurację z niskimi cenami, pojechali tam (a ile to trwało!), ale do wejścia była kolejka, a i zamówienie + jedzenie niemało by zajęło, a tu już czas było myśleć o powrocie. Więc Mama i tata zjedli w KFC, a Krzyś podwójnego cheeseburgera w McDonaldzie.

Gdy wychodzili lało. Pod wyjściem tłum sprzedawców parasoli. Za to panie z obsługi galerii rozdawały podłużne foliowe torby - pokrowce na mokry parasol. Oczywiście wchodzącym je dawały. Miały do tego 'dyspensery' jak u czasem w marketach do reklamówek (np. w Auchan w Polsce). Podobne obrazki można było zaobserwaować też na Południu. Pora deszczowa... Do metra, dwie stacje do hotelu. Potem 3 stacje na dworzec. Mama chciała sprawdzić bilety do Nankinu, ale dopiero po odstaniu w kolejce do wejścia na dworzec (bo tak tu jest właśnie) tata przypomniałem sobie, że kasy są na zewnątrz. Napisy wyłącznie po chińsku, ale kod pociągu 'D302' podany właśnie tak. On i numer peronu, i godzina są oznaczone naszymi cyframi. Przy wejściu do poczekalni skąd wpuszczano na peron do pociągów (kilku konkretnych, wymienionych z numeru) rozdano wchodzącym po butelce wody. Po kilkudziesięciu minutach (byli tam o tyle wcześniej) otworzyły się bramki i zaczęto wpuszczać na perony. Pociąg - luksusowy. Wszystko czyściuteńkie, świeża pościel. Cztery łóżka w przedziale, ale nikogo czwartego w przedziale nie było. Przy każdym łóżku... telewizor... A na nim oprócz telewizji komunikaty po chińsku i angielsku. Prędkość pociągu przekraczała 180 km/h (zdjęcie wkleiło się kilka wpisów dalej...)... Trochę rozmów, picia, czytania, ząbki i spać. Krzyś śpi oczywiście na dole. Oczywiście sam. Jego stary też pierwszy raz w życiu jechał sypialnym (kuszetką) tuż przed I klasą szkoły. Z Poznania do Szklarskiej Poręby. On z Szanghaju do Pekinu.

 


Odległość pokonana od ostatniego punktu (Szanghaj, Chiny): ok , mierzona w linii prostej.
Całkowity przebyty dystans to ok. .

8wrz
2009

Galeria (1)

 
  Szanghaj, Chiny, prowincja Shanghai Shi
 
  • Opublikuj na:
8wrz
2009

Komentarze

 
Dodaj swój komentarz - bo każdy ma przecież coś do powiedzenia...

Nie jesteś zalogowany. Aby uprościć dodawanie komentarzy oraz aby zdobywać punkty - zaloguj się

Imię i nazwisko *
E-mail *
Treść komentarza *



Na mapie

 

Spis treści

1
1. Przedstawiam Krzysia Warszawa, Polska
poniedziałek, 7 wrz 2009
Warszawa, Polska Przedstawiam Krzysia, Warszawa, Polska
1
2. Przelot (via Szeremietiewo) Moskwa, Rosja
poniedziałek, 7 wrz 2009
Moskwa, Rosja Przelot (via Szeremietiewo), Moskwa, Rosja
1
3. Luźny dzień w Szangaju Szanghaj, Chiny
poniedziałek, 7 wrz 2009
Szanghaj, Chiny Luźny dzień w Szangaju, Szanghaj, Chiny
1 1
4. Szanghaj i dalej - do Pekinu Szanghaj, Chiny
wtorek, 8 wrz 2009
Szanghaj, Chiny Szanghaj i dalej - do Pekinu, Szanghaj, Chiny
1
5. Pierwszy dzień w Pólnocnej Stolicy Pekin, Chiny
wtorek, 8 wrz 2009
Pekin, Chiny Pierwszy dzień w Pólnocnej Stolicy, Pekin, Chiny
1
6. Zakazane Miasto, park Behai Pekin, Chiny
wtorek, 8 wrz 2009
Pekin, Chiny Zakazane Miasto, park Behai, Pekin, Chiny
1 2
7. Wielki Mur Pekin, Chiny
wtorek, 8 wrz 2009
Pekin, Chiny Wielki Mur, Pekin, Chiny
1
8. Wałęsanie się po Peknie/hutongi Pekin, Chiny
środa, 9 wrz 2009
Pekin, Chiny Wałęsanie się po Peknie/hutongi, Pekin, Chiny
1
9. Pożegnanie z Pekinem Pekin, Chiny
środa, 9 wrz 2009
Pekin, Chiny Pożegnanie z Pekinem, Pekin, Chiny
1
10. Terakotowa Armia Xi'an, Chiny
środa, 9 wrz 2009
Xi'an, Chiny Terakotowa Armia, Xi'an, Chiny
1 1
11. Xian Xi'an, Chiny
środa, 9 wrz 2009
Xi'an, Chiny Xian, Xi'an, Chiny
1
12. Do Kantonu Guangzhou, Chiny
środa, 9 wrz 2009
Guangzhou, Chiny Do Kantonu, Guangzhou, Chiny
1
13. Shenzhen Shenzhen, Chiny
środa, 9 wrz 2009
Shenzhen, Chiny Shenzhen, Shenzhen, Chiny
1
14. Inny Świat Hong Kong, Hong Kong
środa, 9 wrz 2009
Hong Kong, Hong Kong Inny Świat, Hong Kong, Hong Kong
1 1
15. Magiczny Hong Kong Hong Kong, Hong Kong
środa, 9 wrz 2009
Hong Kong, Hong Kong Magiczny Hong Kong, Hong Kong, Hong Kong
1 3
16. Orientalnie przyprawiona Portugalia Macau, Macau
środa, 9 wrz 2009
Macau, Macau Orientalnie przyprawiona Portugalia, Macau, Macau
1
17. Luźny dzień w HK Hong Kong, Hong Kong
środa, 9 wrz 2009
Hong Kong, Hong Kong Luźny dzień w HK, Hong Kong, Hong Kong
1
18. Znów Shenzhen Shenzhen, Chiny
środa, 9 wrz 2009
Shenzhen, Chiny Znów Shenzhen, Shenzhen, Chiny
1
19. Nocne przygody i dzienne lenistwo w Szanghaju Szanghaj, Chiny
środa, 9 wrz 2009
Szanghaj, Chiny Nocne przygody i dzienne lenistwo w Szanghaju, Szanghaj, Chiny
1
20. Mega-lenistwo w Szanghaju Szanghaj, Chiny
środa, 9 wrz 2009
Szanghaj, Chiny Mega-lenistwo w Szanghaju, Szanghaj, Chiny
1
21. Aerofłotem do domu Moskwa, Rosja
środa, 9 wrz 2009
Moskwa, Rosja Aerofłotem do domu, Moskwa, Rosja
22. Warszawa, Polska środa, 9 wrz 2009 Warszawa, Polska Warszawa, Polska

Na skróty

Podsumowanie

ostatni wpis: 9 wrz 2009  (12 lat temu)
pierwszy wpis: 7 wrz 2009  (12 lat temu)
  
liczba tekstów:21
liczba zdjęć:8
liczba komentarzy:0
odwiedzone kraje:5
odwiedzone miejscowości:9

Uczestnicy

KrzysztofWarszawa

strona jest częścią portalu transazja.pl
© 2004-2021 transazja.pl

Newsletter Informujcie mnie o nowych, ciekawych
materiałach publikowanych w portalu



transAzja.pl to serwis internetowy promujący indywidualne podróże po Azji. Przez wirtualny przewodnik po miastach opisuje transport, zwiedzanie, noclegi, jedzenie w wielu lokalizacjach w Azji. Dzięki temu zwiedzanie Chin, Indii, Nepalu, Tajlandii stało się prostsze. Poza tym, transAzja.pl prezentuje dane klimatyczne sponad 3000 miast, opisuje zalecane szczepienia ochronne i tropikalne zagrożenia chorobowe, prezentuje też informacje konsularne oraz kursy walut krajów Azji. Pośród usług dostępnych w serwisie są pośrednictwo wizowe oraz tanie bilety lotnicze. Dodatkowo dzięki rozbudowanemu kalendarium znaleźć można wszystkie święta religijnie i święta państwowe w krajach Azji. Serwis oferuje także możliwość pisania travelBloga oraz publikację zdjęć z podróży.

© 2004 - 2021 transAzja.pl, wszelkie prawa zastrzeżone