lub
w jakim celu? zapamiętaj mnie
 
Warszawa
Phnom Penh  
AngkorSiem Reap, Kambodżafoto: Krzysztof Stępieńźródło: transazja.pl
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
 
Zapraszamy na wyprawę samochodową do Omanu!
Booking.com

Najnowsze artykuły

Flames of... Baku

Top of the top - Iran!

Oman - to zdecydowanie więcej niż jedyne państwo na literę "O".

Nepal - My first time

e-Tourist Visa do Indii - wyjaśniamy szczegóły

Stambuł z zupełnie innej perspektywy

Cud w indyjskiej Agrze na miarę drugiego Taj Mahal

Do Mongolii bez wizy

Muktinath (Jomsom) Trekking - profil wysokości i statystyka

Bezpłatne wycieczki po Dosze dla pasażerów Qatar Airways

Do Indonezji bez wizy

Wiza do Indii wydawana już na lotnisku?

Poznaj Azję Centralną oglądając animowane filmy

Co wiesz o Azji Centralnej?

Bilet na indyjski pociąg tylko na 60 dni przed odjazdem?

Turkish Airlines poleci do Kathmandu!

Indonesia quake: Number of homeless soars to 43,000

Japanese space junk remover blasts off

Park Geun-hye: South Korea lawmakers vote to impeach leader

China: Xi calls for stricter ideological control of universities

Hong Kong leader CY Leung not to seek re-election

AgustaWestland: India ex-air force boss arrested for bribery

Mallya 'assets' published in hack

Australia's richest woman Gina Rinehart to buy Kidman estate

Solomon Islands tsunami warning lifted after powerful 7.8 quake

Sydney doctor murdered wife with insulin shot

Syria Aleppo: UN envoy urges political solution to war

Syria war: IS edge closer to Palmyra again

UAE investigators probe Ohio student killed by police

Boris Johnson: 'Profound concern' for people of Yemen

Turkey drops case against Israeli officers in Gaza flotilla killings

Egypt violence: Six police officers killed by militants in Cairo

Inside Yemen: Saudi air strikes and Britain's role

Aleppo: Families flee city through hole in the wall

Inside Saudi Arabia: On front line of war with Yemen

Hospitals struggling to cope with Mosul casualties

Miasta Azji

 New Delhi

warto zobaczyć: 23
transport z New Delhi: 2
dobre rady: 37

wybierz
[opinieCount] => 0

 Stambuł

warto zobaczyć: 38
transport z Stambuł: 2
dobre rady: 40

wybierz
[opinieCount] => 0

 Pekin

warto zobaczyć: 27
transport z Pekin: 4
dobre rady: 61

wybierz
[opinieCount] => 0

 Xi'an

warto zobaczyć: 10
transport z Xi'an: 2
dobre rady: 19

wybierz
[opinieCount] => 0

 Szanghaj

warto zobaczyć: 18
transport z Szanghaj: 1
dobre rady: 37

wybierz
[opinieCount] => 0

 Tajpej

warto zobaczyć: 22
transport z Tajpej: 11
dobre rady: 39

wybierz
[opinieCount] => 0

 Jerozolima

warto zobaczyć: 9
transport z Jerozolima: 3
dobre rady: 12

wybierz
[opinieCount] => 0

 Katmandu

warto zobaczyć: 14
transport z Katmandu: 3
dobre rady: 21

wybierz
[opinieCount] => 0

 Hua Shan

warto zobaczyć: 8
transport z Hua Shan: 3
dobre rady: 18

wybierz
[opinieCount] => 0

 Pokhara

warto zobaczyć: 9
transport z Pokhara: 1
dobre rady: 9

wybierz
[opinieCount] => 0

Powiadomienia

Informujcie mnie o nowych, ciekawych
materiałach publikowanych w portalu
     1 USD  1 EUR  1 PLN
ChinyCNY6,987,441,65
IndieINR68,1172,5116,13
IzraelILS3,834,070,91
MalezjaMYR4,454,741,05
RosjaRUB63,7467,8615,09
Sri LankaLKR152,24162,0736,05
SyriaSYP214,85228,7250,88
TajlandiaTHB35,7138,018,46
TurcjaTRY3,543,760,84
  wymagana wiza ambasada
w Polsce
Afganistan TAK TAK
Arabia Saudyjska TAK TAK
Armenia - TAK
Azerbejdżan TAK TAK
Bahrajn TAK -
Bangladesz TAK -
Bhutan TAK -
Brunei - -
Chiny TAK TAK
Filipiny - TAK
Gruzja - TAK
Hong Kong - -
Indie TAK TAK
Indonezja - TAK
Irak TAK TAK
Iran TAK TAK
Izrael - TAK
Japonia - TAK
Jemen TAK TAK
Jordania TAK -
Kambodża TAK -
Katar TAK TAK
Kazachstan TAK TAK
Kirgistan - -
Korea Północna TAK TAK
Korea Południowa - TAK
Kuwejt - TAK
Laos TAK -
Liban TAK TAK
Makau - -
Malediwy TAK -
Malezja - TAK
Mongolia - TAK
Nepal TAK -
Oman TAK -
Pakistan TAK TAK
Palestyna - -
Rosja TAK TAK
Singapur - -
Sri Lanka TAK TAK
Syria TAK TAK
Tadżykistan TAK -
Tajlandia - TAK
Tajwan - -
Timor Wschodni TAK -
Turcja TAK TAK
Turkmenistan TAK -
Uzbekistan TAK TAK
Wietnam TAK TAK
Zjednoczone Emiraty Arabskie - TAK

Zestawienie informacji na temat wymaganych zaświadczeń zdrowotnych, zalecanych szczepień ochronnych i zagrożeń chorobowych przy podróży do krajów Azji.


Dołącz do nas!


 
 
  •  Tajlandia
     kursy walut
     THB
     PLN
     USD
     EUR
  •  Tajlandia
     wiza i ambasada
    Tajlandia
    ambasada w Polscetak
    wymagana wizanie
    Do 30 dni pobytu bez konieczności ubiegania się o wizę
    Najmniejsza
    prowizja w Polsce!
    87 PLN normalnie - 7 dni roboczych
    147 PLN ekspresowo - 2-3 dni robocze sprawdź szczegóły

Tajlandia & Kambodża 2009 - Informacje praktyczne

poniedziałek, 7 gru 2009
Wat Pho, Bangkok fot. Krzysztof Stępień, © transazja

pobierz cały tekst w formacie PDF
pobierz pełne zestawienie cen zebranych w trakcie wyjazdu

Dla kogo i po co powstał ten tekst? 

Niniejszy tekst jest relacją z podróży, jaką odbyliśmy we dwoje z żoną do Tajlandii i Kambodży na przełomie sierpnia i września 2009 r. Powstał on z myślą o wszystkich tych, którzy podobnie jak my chcieliby na własną rękę odwiedzić wspomniane kraje, lecz powstrzymuje ich przed tym niepewność czy wręcz obawa o to, czy sobie poradzą. Relacja ta stawia sobie za cel przekonanie potencjalnych amatorów podróży do Azji, że obawiać się nie ma czego i uzmysłowić, jak łatwe i bezpieczne jest to przedsięwzięcie przy odrobinie rozsądnego planowania i rozeznania w sytuacji. Stąd poza tradycyjnym zapisem z wyprawy dzień po dniu próbowaliśmy podzielić się w niej jak największą ilością praktycznych wskazówek, których raczej nie znajdziemy w przewodnikach. Z tego względu relacja ta może być interesująca także dla tzw. ‘starych wyjadaczy’ poszukujących konkretnych i aktualnych informacji. Staraliśmy się przy tym, by poza stroną merytoryczną zachować możliwie maksimum obiektywizmu, tj. nie zniechęcić czytelników do lektury nadmiernym artykułowaniem własnych ocen i opinii. Ufamy, że powstały w ten sposób reportaż okaże się przydatnym źródłem wiedzy, które pozwoli nie tylko rozwiać wszelkie wątpliwości co do powodzenia przyszłej wyprawy, lecz także pomoże efektywnie zaplanować niezapomniane wakacje.

Przygotowania do podróży 

W naszym przypadku przygotowania do wyprawy sprowadziły się do pięciu zasadniczych punktów, tj. rezerwacji biletów lotniczych, wyrobienia wiz, wykonania szczepień, wyszukania użytecznych źródeł informacji i pakowania. Szalenie istotne jest również wykupienie ubezpieczenia, ale w tej akurat kwestii słowa komentarza wydają się zbędne. Zacznijmy zatem od początku. 

bilety

Skoro czytacie ten tekst, oznacza to, że natknęliście się na stronę transazja.pl. Nie jest dla was zatem tajemnicą, że względnie tanie bilety lotnicze do wielu miast Azji możecie zarezerwować za pośrednictwem tego właśnie serwisu, a konkretnie firmy Jet Sernice Poland. My tak właśnie zrobiliśmy. Skontaktowaliśmy się telefonicznie z bardzo uprzejmym panem Dariuszem i po kilku minutach dowiedzieliśmy się, że możemy dostać się z Warszawy do Bangkoku za 1990 PLN od osoby w obie strony ze wszystkimi opłatami z przesiadką w Kijowie, jako że lot obsługiwany jest przez ukraińskie linie lotnicze AeroSvit. Uznaliśmy to za bardzo dobrą cenę i po uzgodnieniu terminu zarezerwowaliśmy bilety drogą elektroniczną, wykonując zwykły przelew bankowy. W zamian na nasze konto mailowe przyszło potwierdzenie rezerwacji, którego co prawda nie ma obowiązku mieć ze sobą, bo przy odprawie na lotnisku wystarczy pokazać paszport, lecz które, jak się później okazało, lepiej na wszelki wypadek sobie wydrukować. Tak wygląda wersja dla leniwych lub zapracowanych. Tanich biletów można bowiem oczywiście szukać również na własną rękę i jak pokazuje praktyka może się to nawet okazać korzystniejsze. Otóż napotkana przez nas po drodze nasza rodaczka z Krakowa przybyła do Tajlandii za pośrednictwem fińskich linii lotniczych FinnAir (z przesiadką w Helsinkach) bezpośrednio z Krakowa i to 50 zł taniej niż my. Warto może zatem przysiąść przed monitorem i poszperać, choć nie łudziłbym się, że różnica będzie znacząca. Zwykle najtańsze bilety do Azji oferują nasi wsch. sąsiedzi tj. Rosja i Ukraina, co oczywiście nie jest regułą i nie każdemu musi odpowiadać.

Tutaj można sprawdzić ceny biletów lotniczych do Tajlandii.
 

wizy

Aktualne i wyczerpujące informacje na temat wiz tajskich znaleźć można na stronie transazji.pl. Po aktualizacji można także pobrać stamtąd formularz wniosku wizowego, co znacznie ułatwia sprawę osobom spoza Warszawy, bo oszczędza nam przynajmniej jednej podróży do stolicy. Wniosek najlepiej złożyć osobiście, choć można go przesłać pocztą – my się na to nie zdecydowaliśmy, bo w kopercie trzeba by przesłać paszporty i gotówkę, a wszyscy wiemy, że Poczta Polska do rzetelnych instytucji nie należy. Nie ma potrzeby, by w przypadku ubiegania się o wizę przez małżeństwo przy składaniu wniosków czy odbieraniu wiz byli obecni oboje małżonkowie. Choć nie wiem tego na pewno, podejrzewam, że tak samo jest w przypadku innych relacji rodzinnych. Osoba zajmująca się przyjmowaniem wniosków i wydawaniem wiz jest Polakiem. Pomimo iż na wniosku napisano, że należy załączyć dwie fotografie, wystarczy tylko jedna. W 2009 r. koszt wizy jednokrotnego przekroczenia granicy wynosił 100 zł, a dwukrotnego 200 zł. Nam się udało, bo akurat w chwili składania wniosków do końca marca 2010 zniesiono opłaty za wizy turystyczne i w kieszeni fuksem zostało nam 400 zł.

Ambasada znajduje się co prawda przy ul. Willowej, ale wejście do punktu przyjmowania wniosków i wydawania wiz jest od ul. Chocimskiej. Należy przestrzegać godzin, w których przyjmowane i wydawane są dokumenty, bo w przeciwnym razie nasza podróż do Warszawy może skończyć się pocałowaniem klamki. Pod ambasadę najłatwiej i najszybciej dostać się tramwajem nr 4 z ronda Romana Dmowskiego na skrzyżowaniu al. Jerozolimskich i ul Marszałkowskiej (niecałe 10 min. piechotą z Dworca Centralnego). Należy wsiąść w tramwaj jadący w kierunku pętli Wyścigi i wysiąść na przystanku Rakowiecka, a resztę przejść piechotą (niecałe 10 min.), po uprzednim zerknięciu na mapę. 

Kontakt z ambasadą może się okazać trudniejszy niż się to wydaje. Nie wiem, czy coś się w tej kwestii zmieniło, ale w naszym przypadku nie działał ani mail, ani faks, nikt też nie odbierał telefonu, a gdy przy okazji wizyty w stolicy żona podjechała pod ambasadę, zastała ją zamkniętą na cztery spusty (być może stało się tak dlatego, że tego właśnie dnia z wizytą do Krakowa przybyła tajska księżniczka).

Nie ma sensu wykupywać wizy jednokrotnej, jeśli planujemy udać się także do Kambodży, bo może się okazać, że podczas powrotu nie będziemy w stanie otrzymać wizy tajskiej na przejściu granicznym. Dzieje się tak dlatego, że wizy wydawane na miejscu (visas on arrival) nie są dostępne na wszystkich przejściach lądowych. Podczas naszego pobytu na przejściu granicznym zauważyliśmy informację o tym, że wizy tajskie są niedostępne do momentu zainstalowania odpowiedniego systemu komputerowego. Ponieważ Bóg jeden raczy wiedzieć, ile to może potrwać, lepiej zawczasu wykupić wizę dwukrotną, bo w przeciwnym razie możemy być zmuszeni do powrotu w głąb Kambodży w celu wyrobienia tajskiej wizy. 

Co do wiz kambodżańskich sprawa przedstawia się zgoła inaczej. W momencie pisania tego tekstu nie ma już możliwości wyrobienia wizy w Polsce, bo Ambasada Królestwa Kambodży w Warszawie została zlikwidowana, stąd też brak jakichkolwiek informacji na ten temat na stronie transazji.pl. I może lepiej, że tak się stało, bo wiza wyrobiona w Polsce kosztowała więcej niż ta, którą można dostać na granicy w Poipet. Jeśli jednak ktoś się uprze, można sobie ją wyrobić online pod tym adresem: http://evisa.mfaic.gov.kh/e-visa/vindex.aspx?lng=Pol

szczepienia

W chwili pisania tego artykułu nie było żadnych szczepień obowiązkowych wymaganych przy wjeździe zarówno do Tajlandii jak i Kambodży. Istnieje za to szereg szczepień zalecanych przy podróży do płd.-wsch. Azji. Są to WZW A, WZW B, błonica, tężec, dur brzuszny, polio, wścieklizna i japońskie zapalenie opon mózgowych. W zależności od indywidualnej historii szczepień każdego z nas, tudzież osobistych preferencji w tym zakresie ta część przygotowań może być dość kosztowna. Oczywiście można się nie szczepić wcale, a można się także zaszczepić na wszystko, ale nie zawsze jest taka potrzeba. Dlatego przed wyjazdem najlepiej udać się na konsultacje do kompetentnego specjalisty. W Krakowie najszybciej, fachowo i bezpłatnie zrobić to można w wojewódzkim oddziale sanepidu, a konkretnie w mieszczącym się tam Międzynarodowym Punkcie Szczepień – więcej informacji pod tym adresem: http://www.wsse.krakow.pl/pages/wsse_serwis.php?nid=887&did=5596. Niestety na stronie nie podano cen szczepień, zapewne z uwagi na ich szybką dezaktualizację. W celach orientacyjnych podaję stan na wrzesień 2009 r.: 

- WZW A 150 zł 
- WZW B 55 zł 
- WZW A+B 150 zł 
- dur brzuszny 150 zł 
- polio 55 zł 
- błonica + tężec 35 zł 
- tężec 35 zł 
- wścieklizna 120 zł

Ze względu na to, że niektóre szczepienia wymagają podania kilku dawek (od jednej do trzech) w odstępach kilku miesięcy (najczęściej w konfiguracji 1,2,6 lub 1,2,12), jak również wymagają kilku tygodni lub miesięcy, by zacząć aktywnie chronić przed infekcjami, należy o nich pomyśleć odpowiednio wcześniej. 

Najpoważniejszym zagrożeniem zdrowotnym w płd.-wsch. Azji jest przenoszona przez zainfekowane komary malaria. Niestety nie istnieje szczepionka chroniąca przez zakażeniem tą chorobą, turystom pozostaje więc profilaktyka. Może być ona dwojakiego rodzaju – zewnętrzna i wewnętrzna. Ta pierwsza sprowadza się przede wszystkim do stosowania środków przeciw komarom tzw. repelentów – można je kupić jeszcze w Polsce, można je także nabyć na miejscu, przy czym miejsce zakupu nie ma najmniejszego znaczenia. Poza tym należy minimalizować kontakt z komarami poprzez unikanie miejsc ich najczęstszego występowania tj. terenów podmokłych. Wieczorami można się chronić nosząc długie rękawki i nogawki. Co do profilaktyki wewnętrznej to polega ona na przyjmowaniu tzw. leków antymalarycznych, które de facto są antybiotykami podawanymi również w przypadku stwierdzenia zakażenia. Choć przyjmowanie tych leków profilaktycznie nie zapobiega zakażeniu, rzekomo zwiększa to odporność organizmu na wypadek infekcji. Po stronie wad należy jednak odnotować spustoszenie, jakie każdy antybiotyk wywołuje w naszym organizmie. Decyzja w tej kwestii jest zatem sprawą wysoce indywidualną. Osobiście nie zdecydowaliśmy się na przyjmowanie żadnych leków, a zabrany przez nas środek na komary praktycznie w ogóle się nie przydał, bo pomimo naszych obaw, a ku naszej wielkiej uldze, komarów zarówno w Kambodży jak i w Tajlandii nie było prawie wcale. Nie jesteśmy jednak w stanie zagwarantować, że tak jest zawsze i nie oznacza to, że nie należy mieć się na baczności, szczególnie na terenach wiejskich z dala od skupisk turystycznych.

źródła informacji

Ilość publikacji zarówno tych tradycyjnych, książkowych jak też internetowych na temat Tajlandii jest wprost przytłaczająca. Dużo gorzej wypada na tym tle Kambodża. Nie mniej można śmiało powiedzieć, że problemem w żadnym stopniu nie jest dostęp do informacji, ale może nim być sprawna jego selekcja. W przypadku Tajlandii mamy także komfort dostępu do szerokiego zakresu materiałów w języku ojczystym, podczas gdy jakiekolwiek sensowne materiały dotyczące jej ubogiego sąsiada zdają się być dostępne jedynie w językach obcych. Ale po kolei: 

przewodniki

Z perspektywy praktycznego przygotowania do podróży tradycyjne przewodniki książkowe, może za wyjątkiem osławionej serii Lonely Planet, zdają się mieć niewielką wartość. Zazwyczaj można w nich bowiem znaleźć jedynie ogólnikowe wskazówki co do możliwości transportu, a propozycje noclegów i wyżywienia najczęściej ograniczają się do dość drogich hoteli i restauracji. Często brak w nich natomiast tak istotnych z punktu widzenia indywidualnego turysty informacji jak ceny biletów wstępu i transportu, godziny odjazdów pociągów, autobusów, etc., adresy tanich noclegów i knajp. Z drugiej strony trudno się jednak temu dziwić, bowiem wymieniony rodzaj informacji ulega na tyle częstej i szybkiej dezaktualizacji, że zamieszczanie ich w przewodnikach drukowanych wydaje się pozbawione sensu. Dlatego też pod tym względem dużo lepiej sprawdzają się regularnie aktualizowane strony internetowe (patrz poniżej). Bynajmniej nie oznacza to jednak, że przewodniki książkowe są z gruntu bezwartościowe. Zawierają one bowiem mnogość wiedzy krajoznawczej, od której warto zacząć planowanie podróży, czytając je sobie do poduchy. Uprzednie zapoznanie się z kulturą, historią i podstawowymi danymi na temat kraju, który chcemy odwiedzić pozwoli nam wstępnie zorientować się co do miejsc wartych odwiedzenia, a tym samym ułatwi selekcję ogromu dostępnych w internecie materiałów. Poniżej przedstawiamy dostępne na rynku przewodniki po Tajlandii (stan na wrzesień 2009 r.): 

- Lonely Planet (English) 89,90 zł 
- National Geographic 69,00 zł 
- Berlitz (=Gazeta Wyborcza) 49,90 zł
- Hachette, Key Guide 54,90 zł
- Wiedza i Życie 99,90 zł
- Pascal Master Card 39,90 zł
- Pascal, Praktyczny przewodnik 59,90 zł
- Pascal 34,90 zł
- RM, Przewodnik Kieszonkowy (+mapa) 29,90 zł

Do momentu powstania tego tekstu nie natknęliśmy się na żaden przewodnik po Kambodży w języku polskim. Zatem jedynym, jaki możemy polecić na chwilę obecną jest: 

- Lonely Planet (English) 69,90 zł 
- internet

Za godne polecenia i wyczerpujące temat uważamy następujące strony internetowe: 

http://www.transazja.pl  
http://www.geozeta.pl/kraje  
http://wikitravel.org/en/Main_Page  
http://www.travelfish.org  
http://www.lonelyplanet.com  
http://talesofasia.com/index.htm  
http://www.itisnet.com/english/asia/Thai/thaitop.htm  
http://www.tripadvisor.com  
http://thaitransit.blogspot.com  
http://www.railway.co.th/english/index.asp  

mapy

Jeśli chodzi o mapy to zdecydowanie nie należą one do niezbędnego wyposażenia turysty, chyba że planujemy poruszać się po Tajlandii czy Kambodży samochodem lub motorem. W przeciwnym razie zupełnie wystarczające wydają się być mapki poglądowe zamieszczane w przewodnikach. Niestety nie można tego samego powiedzieć o szczegółowych mapkach miast, bo te w przewodnikach są mało dokładne i najczęściej nieprzydatne w praktyce. Ale z tymi ostatnimi nie powinno być najmniejszego problemu, jako że są one dostępne za darmo na lotniskach, w agencjach turystycznych, hotelach, pensjonatach, etc. Wracając do map poglądowych, jeśli ktoś jednak uprze się, by zaopatrzyć się w mapkę przed wyjazdem, może się okazać, że będzie to wymagało nieco wysiłku, bo nie tak łatwo je dostać nawet w na ogół nieźle zaopatrzonym Empiku. W Krakowie polecamy sklep podróżnika przy Centralnym Ośrodku Turystyki Górskiej PTTK przy ul. Jagiellońskiej 6. Myślimy, że nie będzie przesadą, jeśli powiemy, że jeśli czegoś nie znajdziemy tam, to raczej nie znajdziemy tego wcale. Z niewielu dostępnych na rynku map interesującego nas regionu szczególnie polecić możemy dwa niemieckie wydawnictwa: 

Reise Know-How: mapy z nieprzemakalnego i nierozrywalnego papieru (39.90 zł)
http://www.reise-know-how.de/thailand-11200000-p-1565.html

Nelles Map: na uwagę zasługuje krajoznawcza część mapy Kambodża-Angkor (26 zł)
http://www.nelles-verlag.de/cms.php/1800/0/0/1776/0/0  

pakowanie

Ta z pozoru banalna i wysoce subiektywna część przygotowań może się okazać niezwykle istotna w kontekście podróży na własną rękę, dlatego też zdecydowaliśmy się poświęcić jej kilka praktycznych uwag.

Po pierwsze należy pamiętać, że zabierany ze sobą bagaż nierzadko trzeba będzie nosić przez dłuższą chwilę czy na dłuższym odcinku, przerzucać z jednego środka transportu do drugiego (nie wykluczając przejażdżki np. motorem), wnosić po schodach, etc. Trzeba też mieć na względzie i to, że w azjatyckich warunkach nie zawsze można liczyć na wygodny chodnik, a w wielu miejscach nie ma go wcale, podobnie zresztą rzecz ma się z asfaltem. Mając to wszystko na uwadze, rozważyć musimy trzy kwestie: w co się spakować oraz co spakować i w jakich ilościach?

Odpowiedź na pierwsze pytanie wydaje się nasuwać sama – jedynym rozsądnym rodzajem bagażu w tych warunkach jest plecak. I choć pewnie w mniejszym lub większym stopniu sprawdzi się każdy, to z uwagi na fakt, że czasami przyjdzie nam pokonać dłuższy dystans warto zadbać o to, by był on wygodny. Modne, choć dość pretensjonalne, walizeczki na kółkach z wyciąganym uchwytem to opcja dla wytrwałych, chyba że absolutnie wszędzie i zawsze planujemy poruszać się taksówką.

Odpowiedź na pytanie, co zabrać nie jest już taka prosta, bo zależy ona od profilu naszej wyprawy, czasu jej trwania, jak i własnych upodobań w tym względzie. Dość mocno determinuje ją także płeć podróżnika. Bardzo podobnie ma się zresztą sprawa z ilością bagażu, choć tu przed przesadą powinna skutecznie powstrzymać nas świadomość, że wszystko to, co zabierzemy będziemy musieli nosić na własnych barkach. Zaczniemy może od tego, że w naszym przypadku, choć mocno się ograniczyliśmy, to i tak zabraliśmy za dużo. Wiedzieliśmy oczywiście, że i tak niemożliwe jest zabranie ze sobą wystarczającej ilości rzeczy na trzy tygodnie, stąd staraliśmy się dostosować do porady, którą wyczytaliśmy w internecie – „Wyjmij z szafy wszystko, co chciał(a)byś zabrać, po czym odłóż połowę z powrotem na półkę.”

Przewrotnie można by powiedzieć, że tak naprawdę z powodzeniem wystarczyłby nam niewielki plecak, do którego spakowalibyśmy paszporty, szczoteczkę z pastą do zębów, aparat i coś do poczytania na podróż samolotem, bowiem wszystko, co może nam być potrzebne w podróży, możemy z łatwością kupić za dużo mniejsze pieniądze na miejscu, z plecakiem włącznie. My tak najprawdopodobniej zrobimy przy następnej wyprawie. Ponieważ jednak, jak mniemamy, niewiele osób zdecyduje się na ten wariant, oto kilka ‘tak’ i ‘nie’ odnośnie pakowania:

TAK

  • nawet przy kilkutygodniowej wyprawie wystarczy zabrać ze sobą rzeczy jedynie na tydzień, bo w prawie każdym pensjonacie można zlecić pranie za grosze
  • należy zabrać ze sobą przeciwdeszczowe peleryny i ochraniacze na plecak; można też dodatkowo zabezpieczyć zawartość plecaka umieszczając ją w workach foliowych np. workach na śmieci
  • przy pakowaniu apteczki (jej wyposażenie jest kwestią indywidualną) dobrze pomyśleć o zestawie własnych strzykawek i igieł jednorazowych – tak na wszelki wypadek
  • bezwzględnie, niezależnie od pory wyjazdu, należy zabrać ze sobą kosmetyki słoneczne z wysokim filtrem
  • dobrze zadbać o nakrycie głowy i okulary chroniące przed słońcem
  • przydadzą się klapki, jeśli nie na plaży to na pewno pod prysznicem
  • jeśli planujemy pobyt na plaży zabierzmy ze sobą ręczniki plażowe, kąpielówki i kostium
  • ze względu na to, że poza pensjonatami toalety są często ‘kucane’ oraz to, że nie zawsze możemy liczyć na papier toaletowy warto mieć przy sobie wilgotne chusteczki
  • jeśli planujemy wizytę w świątyniach czy pałacach królewskich pamiętajmy o zabraniu ‘oficjalnego’ stroju – długiej sukienki lub długich spodni (świetnie sprawdzają się spodnie z odpinanymi nogawkami), oraz góry z długimi rękawami
  • jeśli lubimy przywieść z wakacji kilka tysięcy zdjęć zabierzmy zapasowe karty pamięci do aparatu
  • warto zabrać ze sobą trochę sznurka na wypadek np. awarii plecaka, niewielkiego prania we własnym zakresie czy do zabezpieczenia bagażu podczas podróży
  • harcerskie akcesoria typu scyzoryk czy niewielka latarka (najlepiej czołówka) także mogą się przydać 


NIE 

  • nie sprawdziły się w naszym przypadku informacje z przewodnika, że w północnej, górzystej części Tajlandii wieczorami może być chłodno, więc nie zabierałbym ze sobą cieplejszych ubrań, chyba że jest się wyjątkowym zmarzluchem
  • nie ma potrzeby zabierania ze sobą ręczników, bo zawsze są one w pokojach; jeśli jednak uznamy je za niezbędne, dobrym rozwiązaniem są zajmujące niewiele miejsca, szybkoschnące ręczniki z mikrofibry
  • nie zabierałabym ze sobą butów trekkingowych, chyba że planujemy wypady w góry; w pozostałych wypadkach spokojnie wystarczą nam sandały
  • nawet jeśli planujemy nurkowanie nie ma sensu zabierać ze sobą ABC, bo zawsze jest ono wliczone w cenę
  • nie ma konieczności zabierania ze sobą środków przeciw komarom – podczas naszego pobytu komarów nie było prawie wcale
  • nie potrzebne są adaptory do prądu, bo miejscowe gniazdka elektryczne obsługują ‘nasze’ wtyczki
  • nie rozpaczajmy, jeśli czegoś zapomnieliśmy – majtek, kosmetyków, okularów przeciwsłonecznych – wszystko można kupić na miejscu, często o wiele taniej
  • nie przeładowujmy plecaków, bo nie będziemy mieć miejsca na zakupy, które z pewnością zrobimy w Tajlandii

Kiedy jechać? 


Najważniejszym czynnikiem warunkującym wybór pory podróży w całej płd.-wsch. Azji jest bezwzględnie pogoda. Z grubsza rzecz biorąc, w tym rejonie świata występują trzy pory roku: pora gorąca (marzec-maj), chłodna (listopad-luty) i deszczowa (czerwiec-październik). Podane przedziały miesięczne należy oczywiście traktować orientacyjnie, bowiem z pogodą nigdy niczego nie można być pewnym. Do tego należy pamiętać, że Tajlandia jest terytorialnie krajem relatywnie dużym (większym od Polski; a jej rozpiętość południkowa równa jest w przybliżeniu odległości między Morzem Bałtyckim a Morzem Adriatyckim), a geograficznie urozmaiconym (w dużej części górzystym), co w sposób oczywisty przekładać musi się na lokalne uwarunkowania klimatyczne (z gorętszym południem i chłodniejszą północą). Podróżnym zdecydowanie odradza się odwiedzania Tajlandii w porze gorącej ze względu na trudne do zniesienia temperatury nierzadko przekraczające 40°C (najgorętszym miesiącem jest kwiecień). Szczyt sezonu turystycznego przypada na porę chłodną (w szczególności na grudzień & styczeń), kiedy temperatury zbliżone są do naszych temp. letnich, ze średnią rzędu 26°C. Z pozoru najmniej odpowiednią porą podróży wydaje się być pora deszczowa, przy czym wcale tak być nie musi. Wbrew powszechnym wyobrażeniom nie należy bynajmniej oczekiwać w tym czasie nieprzerwanej ściany deszczu przez cały miesiąc. Nazwa ‘deszczowa’ bierze się stąd, że istotnie w okresie tym spada więcej deszczu niż zwykle, ale deszcze są na ogół gwałtowne i krótkie, często występują także kilka razy w ciągu dnia. Nie powinno to jednak stanowić większego problemu, jako że temp. w porze deszczowej są nadal wysokie i deszcz może się nawet okazać całkiem przyjemnym orzeźwieniem. Poza tym wilgotność powietrza jest na tyle wysoka, że niezależnie od tego, czy pada czy też nie przez większość czasu i tak jesteśmy mokrzy.

Tak się ‘nieszczęśliwie’ składa, że sezon urlopowy w Polsce przypada właśnie na porę deszczową. Nie ma jednak co rozpaczać, bo jak pokazała nasza wyprawa może być to idealna pora na zwiedzanie. Nie wiemy, czy stało się tak za sprawą wyjątkowo suchej pory deszczowej czy też należy to przypisać niebywałemu szczęściu początkujących, ale podczas naszej podróży nie zmokliśmy ani razu. Deszczu było jak na lekarstwo, a nawet jeśli już się trafił, to padał wówczas, gdy byliśmy wewnątrz zwiedzanych obiektów lub akurat przemieszczaliśmy się autobusem. Z 20 dni spędzonych ogółem w Azji tylko jeden dzień był naprawdę pochmurny z powtarzającymi się opadami, ale znów tak się szczęśliwie złożyło, że nie miało to dla nas większego znaczenia, jako że odpoczywaliśmy wówczas na wyspie i nie planowaliśmy żadnego zwiedzania.

Były też dni, kiedy azjatyckie słońce pokazało nam, na co je stać. Jeśli wrześniowe słońce potrafi zmęczyć tak, że odechciewa się zwiedzania i co rusz szuka się czegoś do picia, to z trudem przychodzi nam wyobrażenie sobie zwiedzania w porze, gdy jest naprawdę gorąco. Ale nawet gdy nie świeci słońce, wilgotność i temperatura robią swoje. I choć często może się wydawać, że z uwagi na zaniesione niebo nie grozi nam opalenizna, nie wolno dać się zwieść. Kosmetyki słoneczne to absolutny niezbędnik w nawet z pozoru pochmurne dni.

Ponadto wyprawa w porze deszczowej ma tę zaletę, że na swej drodze spotkamy relatywnie niewielu turystów nawet w najbardziej atrakcyjnych miejscach. Wielokrotnie zdarzyło się nam być w pewnych miejscach jedynymi zwiedzającymi. Nie bez znaczenia pozostaje oczywiście fakt, że w okresie tym można także liczyć na o wiele niższe ceny.

Podsumowując, wybór czasu podróży jest oczywiście sprawą dalece subiektywną, należy jednak pamiętać o tym, by nie demonizować w tym względzie pory deszczowej, bo choć nikt nie jest w stanie nam zagwarantować, że kolejnym razem nie trafimy akurat na porę deszczową stulecia, to w świetle przedstawionych wyżej argumentów wydaje się być ona najkorzystniejszą porą do odwiedzenia płd.-wsch. Azji.

Język 

Pomijając nieliczne, jak sądzimy, grono poliglotów, lingwistycznych pasjonatów oraz rzadkie przypadki tych, którym nie brak zapału i determinacji, by przed wyjazdem przyswoić podstawy tajskiego czy khmerskiego, naturalną alternatywą dla całej reszty podróżnych wydaje się współczesna linga franca, czyli język angielski. I tu dobra wiadomość dla wszystkich tych, których przed podróżą w dalekie kraje powstrzymuje m.in. świadomość własnych niedostatków językowych – otóż płynna znajomość angielskiego w większości przypadków do niczego się nie przydaje. I choć, jak mniemamy, stwierdzenie to z dużą dozą prawdopodobieństwa prawdziwe jest dla większości krajów Azji, z pełną odpowiedzialnością mówić możemy na razie tylko o Tajlandii i Kambodży. A tam sytuacja przedstawia się tak, że ze znajomością angielskiego jest bardzo krucho. Jakkolwiek zdarzają się w tej materii chwalebne wyjątki, wyjeżdżając do wspomnianych wyżej krajów lepiej przygotować się na to, że po angielsku raczej się nie dogadamy. Co wtedy? Na szczęście życzliwość i otwartość Tajów jak i Khmerów powoduje, że nie stanowi to żadnego problemu. W takich sytuacjach najlepiej sprawdza się stary dobry język migowy. Dobrym pomysłem jest również zrobienie użytku z mapy czy zdjęć zamieszczonych w przewodniku. Jeśli natomiast bardzo chcemy zagadnąć miejscowych we współczesnej łacinie, z miejsca należy zarzucić pomysł zwracania się do tychże pełnymi zdaniami, bowiem ich znajomość angielskiego ogranicza się najczęściej do kilku podstawowych słów. Stąd najefektywniejszym sposobem komunikacji jest wyrażanie się w możliwie najmniej skomplikowany sposób. Dla przykładu, zatrzymując na ulicy kierowcę tuk-tuka z zamiarem przejazdu na dworzec autobusowy, broń Boże nie należy epatować frazą: „Excuse me sir, could you tell me how much it costs to go to the main bus station for two people?”, bo najpewniej skonfunduje to naszego rozmówcę bez reszty. Cel osiągniemy za to szybko i bez bólu za pomocą następującego komunikatu: „Bus station / two people / how much?”, a zapewne nie zaszkodzi także ubarwienie naszej wypowiedzi odpowiednimi gestami – w szczególności dobrze upewnić się co do negocjowanej kwoty pokazując ją na palcach, bo pomimo iż ze znajomością liczebników jest na ogół nieźle, trudno oczekiwać, że miejscowi wychwycą np. różnicę między „thirty” a „forty”.

Powyższe wskazówki dotyczą przede wszystkim ludzi zagadniętych na ulicy, policjantów, kierowców autobusów i ich pomocników. Nieco lub dużo lepiej, co nie zawsze znaczy że płynnie, angielskim posługują się wszelkiej maści taksówkarze, recepcjoniści, właściciele pensjonatów, pracownicy agencji turystycznych, panie w kasach na dworcach, handlarze, pracownicy kontroli granicznej, ale niestety także naciągacze i oszuści.

Podsumowując, niezależnie od naszych zdolności czy umiejętności językowych, z komunikacją podczas podróży po Tajlandii i Kambodży nie powinno być najmniejszych kłopotów. Nie zapominajmy tylko o uśmiechu.

Bezpieczeństwo 


Kwestia bezpieczeństwa to zagadnienie wielowątkowe. Z przyczyn praktycznych omówimy tu tylko kilka najważniejszych. Na wstępie należy podkreślić, że zarówno Tajowie jak i Khmerowie to ludzie niezwykle życzliwi, uprzejmi i uczynni (tak w stosunku do siebie jak i do obcych), co zdecydowanie zwiększa nasze poczucie bezpieczeństwa podczas wizyty w tych krajach, bo ryzyko jakiejkolwiek fizycznej czy werbalnej napaści z ich strony wydaje się mało realne.

Niestety wszędzie tam, gdzie są turyści są też patologie, zatem i w tym przypadku nie brakuje oszustów, naciągaczy czy złodziei. Nie powinni oni jednak ani być niebezpieczni ani zepsuć nam wakacji przy zachowaniu z naszej strony podstawowych zasad bezpieczeństwa – najlepiej trzymać się reguły: nie robię tego, czego nie zrobiłby we własnym kraju czy też nie chodzę tam, dokąd nie poszedłbym we własnym kraju. Nie należy zatem zostawiać swych rzeczy bez nadzoru, choć pozostawienie ich w pensjonacie wydaje się jak najbardziej bezpieczne. Pomimo iż wielokrotnie ostrzegano nas przed kradzieżami, szczęśliwie nie zdarzyło nam się to ani razu, nie zauważyliśmy też żadnych podejrzanych osobników, którzy czyhaliby na najmniejszą ku temu sposobność. Niemniej władze Tajlandii i zwykli obywatele oficjalnie przyznają, że kradzież jest w tym kraju poważnym problemem, dlatego też zaleca się mieć oczy i uszy szeroko otwarte, w szczególności na granicy tajsko-kambodżańskiej, gdzie panujący dookoła chaos sprzyja z pewnością wszelkiej maści rzezimieszkom. 

Ponadto Tajlandia jest krajem politycznych zamachów stanu (tylko podczas rządów obecnego króla było ich już 26) i społecznych niepokojów przybierających formę gwałtownych demonstracji, nierzadko starć z policją i wojskiem (ostatnie duże manifestacje miały miejsce w kwietniu 2009; by zapoznać się z aktualną sytuacją polityczną w kraju warto zajrzeć tu: http://www.fco.gov.uk/en/travelling-and-living-overseas/travel-advice-by-country). Na pograniczu tajsko-kambodżańskim dochodzi także do okresowych starć między wojskami obu krajów, będących rezultatem niewyjaśnionych sporów terytorialnych. Z kolei na pograniczu tajsko-malezyjskim, zamieszkiwanym przez mniejszość muzułmańską, dochodzi do krwawych porachunków w związku z dążeniami tych prowincji do uzyskania autonomii. Wszystko to jednak nie znajduje zazwyczaj żadnego przełożenia na zagrożenie dla przebywających na terenie Tajlandii turystów, a gros wszystkich protestów koncentruje się w samym Bangkoku. O ile w poszukiwaniu mocnych wrażeń nie udamy się na któryś z wieców i nie opowiemy się jawnie po którejś ze stron, nic nam nie grozi. Manifestacje mogą natomiast utrudnić nam realizację planu naszej wyprawy, gdy np. utrudnione lub wręcz niemożliwe okaże się wydostanie się z miasta lub kraju (w grudniu 2008 jedna ze stron konfliktu zablokowała na kilka tygodni nowe lotnisko w Bangkoku; więcej o konfliktach w Tajlandii można przeczytać tu: http://news.bbc.co.uk/2/hi/asia-pacific/country_profiles/1237845.stm).

Podróżując po kraju autobusami, prędzej czy później natkniemy się na dość licznie rozsiane po kraju wojskowo-policyjne punkty kontrolne. Nie ma powodu, by się nimi zbytnio przejmować ani podniecać, bo przeprowadzane na nich błyskawiczne kontrole w ogóle nie dotyczą turystów, a mundurowi zdają się ich nie zauważać. Tylko raz poproszono nas o okazanie paszportów i mieliśmy nieodparte wrażenie, że kontrolujący nas oficer zrobił to ze zwykłej ciekawości.

Nieco odmiennym, niemniej dość istotnym zagadnieniem jest kwestia bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Nawet jeśli nie planujemy wynajmować samochodu czy jakiegokolwiek jednośladu, to i tak warto wiedzieć co nieco o prawach rządzących poruszaniem się po jezdni. Na początek Kambodża – tu kodeks drogowy w rozumieniu zachodnim zdaje się nie funkcjonować. Nie oznacza to jednak, że nie ma tu żadnych zasad. Z tego co zdążyliśmy zauważyć o kwestii pierwszeństwa na drodze decyduje masa pojazdu, i tak najważniejsze są ciężarówki, a na szarym końcu jest pieszy. O tym że zbliża się ktoś, kto ma pierwszeństwo przed nami niechybnie poinformuje nas przeraźliwy pisk klaksonu – zjawisko w Kambodży nagminne. Dobrze o tym wszystkim pamiętać, wybierając się chociażby tak jak my na rowerze do Angkoru. W przypadku Tajlandii ruch drogowy wydaje się bardziej ucywilizowany, przy czym status pieszego pozostaje bez zmian. Należy jednak mieć na względzie to, że obowiązuje tam ruch lewostronny – rzecz szalenie istotna przy przekraczaniu ulicy, kiedy wbrew naszym przyzwyczajeniom w pierwszej kolejności należy spojrzeć w prawo, a nie w lewo. Wydaje się to banalne, ale jak przyjdzie co do czego… Przy przechodzeniu przez jezdnię dobrze jest też nie łudzić się, że nadjeżdżający pojazd się zatrzyma, choć trafiają się miłe wyjątki. Jeśli zdecydujemy się wynająć samochód czy jednoślad pamiętajmy, by w cenę wliczone było ubezpieczenie.

Wreszcie bezpieczeństwo to także zdrowie. Jeśli nie chcemy wrócić do domu z dodatkową atrakcją w postaci egzotycznej bakterii czy ameby w naszym układzie pokarmowym należy zwracać uwagę na to co jemy i pijemy, ale o tym szerzej w części Wyżywienie.

Obyczaje

Różnice kulturowe mogą być przyczyną wielu mniej lub bardziej żenujących nieporozumień. Dlatego też zanim zrobimy z siebie błazna wykazując się totalną ignorancją lub co gorsza nieświadomie i niezamierzenie urazimy miejscowych, warto zapoznać się choć z kilkoma podstawowymi regułami odnośnie tego, o czym należy pamiętać, a czego należy unikać przy kontaktach z autochtonami. Aby niepotrzebnie nie zajmować tu miejsca odsyłamy pod następujący adres: http://discoverythailand.com/Dos_and_Don_ts_in_Thailand.asp.

Pieniądze i ceny

Tajską walutą jest ‘baht’ (czytaj ‘bat’; międzynarodowy kod ‘THB’). Można się o niej dowiedzieć więcej i zobaczyć jak wyglądają konkretne pieniądze pod tym adresem: http://pl.wikipedia.org/wiki/Bat_(waluta). Aktualny kurs bahta można sprawdzić zarówno na transazji.pl jak i na stronie NBP, czyli tu: http://www.nbp.pl/home.aspx?f=/kursy/kursya.html. Jeśli chodzi o tajskie grosze, czyli ‘satangi’, jest małe prawdopodobieństwo, że kiedykolwiek je zobaczymy, bo praktycznie wyszły one z obiegu. Co do samych banknotów należy uważać przy płaceniu, bo pomimo że każdy z nich jest w innym kolorze, wyglądają one do siebie łudząco podobnie, a to za sprawą wizerunku monarchy – Bhumibola Adulyadeja – obecnego króla Tajlandii, który zerka na nas z każdego z nich. Różnice dostrzeżemy za to na odwrocie, gdzie napotkamy wizerunki jego poprzedników. Najlepiej jednak kierować się nominałem.

Narodową walutą Kambodży jest ‘riel’, ale ponieważ jest on wart tyle co nic, powszechnie używaną walutą jest amerykański dolar. Nie oznacza to, że nie mamy szans na zetknięcie się z kambodżańskim rielem – otóż może się zdarzyć, że przy wydawaniu reszty zamiast 50 centów dostaniemy 2000 rielów. Nie trzeba oczywiście mówić, że waluty tej należy się wyzbyć przez opuszczeniem Kambodży, no chyba że chcemy zachować któryś z banknotów na pamiątkę.

Tajskiej waluty nie kupimy w Polsce (kambodżańskiej i tak nie ma sensu), potrzebujemy zatem zabrać ze sobą tzw. twardą walutę na wymianę. I tu pojawia się naturalnie pytanie, czy lepiej zabrać amerykańskie dolary, brytyjskie funty czy może jednak euro? To, którą walutę najbardziej opłaca się ze sobą zabrać, zależy od analizy kursu złotego w stosunku do jednej z tych trzech walut, a następnie jej kursu w stosunku do tajskiego bahta. Nie jesteśmy przekonani, czy gra jest warta świeczki, natomiast na korzyść którejś z walut mogą przemówić względy praktyczne. I tak w Kambodży bezwzględnie potrzebne są nam amerykańskie dolary, ale w Tajlandii już nie koniecznie. Dlaczego? Otóż dolar amerykański ma w Tajlandii, zarówno w bankach jak i kantorach, różny kurs w zależności od nominału – najlepiej stoją setki, najgorzej jedynki. I choć różnice nie są duże, sprawa jest dość kuriozalna. Rozwiązanie jest jedno, albo zabieramy dolary w samych setkach, albo decydujemy się na euro lub funty i mamy problem z głowy. Z wymianą pieniędzy nie ma na ogół problemu, bo kantorów i banków jest pod dostatkiem, a kursy w jednych i w drugich są porównywalne.

Przy zakupie dolarów należy zwrócić uwagę na to, by banknoty nie były uszkodzone czy poplamione, a ich emisja nie wcześniejsza niż z 1999 r. – generalnie im nowsze tym lepsze. Choć u nas nie ma to najmniejszego znaczenia, w Azji, a szczególnie w Kambodży, może się zdarzyć, że ktoś odmówi nam przyjęcia banknotu na podstawie jego subiektywnie stwierdzonych niedostatków. Co do Kambodży, odwrotnie niż w przypadku Tajlandii, warto też mieć ze sobą sporą ilość niskich nominałów ze względu na niskie ceny i chęć uniknięcia ryzyka, że po wręczeniu komuś studolarowego banknotu ten ktoś rozpłynie się w powietrzu. Co prawda sytuacja taka w naszym przypadku nie miała miejsca, ale i tak zawsze warto mieć przy sobie dolara czy dwa na wypadek kiedy np. w Angkorze zmięknie nam serce i wreszcie kupimy za niego od kilkuletniej dziewczynki dziesięć bransoletek, które rozpadną się zaraz po powrocie do kraju.

Szykując się finansowo do wyprawy należy także zastanowić się nad tym, czy zabierzemy ze sobą gotówkę, czy raczej zdamy się na bankomaty. O ile ta druga opcja z pewnością jest bezpieczniejsza, jest ona również mniej opłacalna z uwagi choćby na prowizje. My zdecydowaliśmy się na opcję relatywnie mniej bezpieczną, tj. zabraliśmy wszystkie pieniądze ze sobą, rozdzielając je między siebie, by na wypadek okradzenia któregoś z nas nie zostać z niczym. Pieniądze wraz z paszportami zawsze trzymaliśmy przy sobie w nieprzemakalnych saszetkach zawieszanych na szyi, przekładając do trzymanego w kieszeni portfela jedynie kwotę przewidywaną na bieżące wydatki danego dnia.

Zarówno Kambodża jak i Tajlandia są krajami tanimi. Nie oznacza to jednak, że wszystko i wszędzie jest tanie. Trzeba być przygotowanym na to, że tam gdzie koncentruje się ruch turystyczny (w szczególności na wyspach, w Angkor, w Bangkoku, w Chiang Mai) ceny za transport, nocleg i wyżywienie są wyższe. Generalizując, w przypadku Tajlandii można powiedzieć, że tanio jest na północy, a drogo na południu, przy czym ‘drogo’ oznacza nie drożej, a najczęściej taniej, niż w Polsce. I choć praktycznie zawsze można znaleźć supertanie oferty noclegu czy wyżywienia, nie zawsze najtańszy wybór jest najlepszy.

Transport 


Bez cienia przesady można stwierdzić, że z punktu widzenia organizacji wyprawy jest to dla powodzenia całości przedsięwzięcia zagadnienie kluczowe. I choć spontaniczność w tym względzie ma swe niepodważalne zalety, mogą sobie na nią pozwolić przede wszystkim rasowi globtroterzy spędzający w Azji od kilku tygodni do kliku miesięcy. W przypadku z trudem wywalczonego urlopu i co za tym idzie najczęściej napiętego planu podróży efektywna logistyka wydaje się być na wagę złota. I tu dobra wiadomość dla wszystkich pragnących odwiedzić Tajlandię – podróżowanie po tym kraju jest dokładnie takie jak w wyświechtanym sloganie – łatwe, tanie i wygodne. Co do Kambodży trudno nam się wypowiadać, bo nie korzystaliśmy tam z transportu publicznego, stąd jedyne nabyte tam doświadczenia komunikacyjne ograniczają się do taksówki, tuk-tuka i roweru (więcej na ten temat w szczegółowej relacji z wyprawy).

W Tajlandii dostępne są wszelkie istniejące formy transportu. Co więcej, na ogół są one szybkie, na bardzo dobrym poziomie (trzeba przyznać że nierzadko wyższym niż w Polsce) i co najważniejsze śmiesznie tanie. Dość dokładne informacje na ich temat można znaleźć zarówno w przewodnikach jak i w sieci (naszym zdaniem niezwykle wyczerpująco temat został potraktowany pod tym adresem: http://thaitransit.blogspot.com), stąd ograniczymy się tu jedynie do kilku praktycznych komentarzy.

Z uwagi na ogromne nieraz odległości, które przyjdzie nam pokonać opcją wartą rozważenia, choć zapewne nie tanią, są przeloty krajowe. Sami z nich nie skorzystaliśmy, więc niczego konkretnego nie możemy na ich temat powiedzieć. Niemniej natknęliśmy się na relację w internecie, z której wynikało, że naszym rodakom udało się zarezerwować lot z Bangkoku do Krabi za jedyne 100 zł (blog/66,12-wpis938-Krabi,Tajlandia.html). Bardzo popularne są także przeloty na trasie Bangkok–Chiang Mai, planując zatem wyjazd w sezonie, dobrze zarezerwować bilety z wyprzedzeniem. Narodowym przewoźnikiem Tajlandii są Thai Airways - http://www.thaiair.com.

Pociągiem jechaliśmy tylko raz. Był to pociąg trzeciej klasy przypominający nasz elektryczny skład osobowy. Siedzi się w nim na niespecjalnie wygodnych plastikowych fotelach, jest dość głośno, a jedzie się przyzwoicie szybko. Cena takiego przejazdu rekompensuje przy tym wszelkie niedogodności – za podróż na odcinku ok. 70 km zapłaciliśmy 2 zł za osobę. Z zebranych podczas tej krótkiej podróży doświadczeń możemy jeszcze zdradzić, że inaczej niż w Polsce do tajskiego pociągu osobowego na niektórych stacjach wsiada się z obu stron. Podczas jazdy można się też zaopatrzyć u przechadzających się po pociągu handlarzy w przekąski i napoje, z piwem włącznie. Dwa najbardziej popularne połączenia przy podróży pociągiem to kierunek płn. Bangkok-Chiang Mai oraz płd. Bangkok-Surat Thani. W sezonie często brakuje na nie biletów, stąd wskazana jest wcześniejsza rezerwacja. Dla zainteresowanych, aktualny rozkład jazdy w formacie PDF znaleźć można pod tym adresem: http://www.railway.co.th/English/Time_PDF.asp.

Poruszając się po kraju opieraliśmy się praktycznie wyłącznie na autobusach i mieliśmy możliwość wypróbować wszystkie ich rodzaje. Jeśli mamy do wyboru podróż autobusem rządowym lub prywatnym, najprawdopodobniej najbezpieczniejszą opcją jest autobus rządowy; na niektórych trasach (np. Chiang Mai-Sukhothai) kursują tylko autobusy prywatne. Niezależnie od rodzaju przewoźnika jest w nich czysto i za wyjątkiem autobusów najniższej klasy są one klimatyzowane (te najtańsze mają pootwierane drzwi i okna oraz zamontowane wiatraki). W przypadku autobusów rządowych w cenę biletu wliczona jest z reguły drobna przekąska (ciastka, słodka bułka, udko kurczaka) i woda mineralna. Podróżując autobusem VIP, w cenie otrzymuje się poduszkę i koc do przykrycia na noc, kolację oraz kawę i słodką bułkę nad ranem. Zwykle na pokładzie jest też ktoś w rodzaju pomocnika kierowcy (zajmuje się bagażami) i/lub stewardessa – wskazuje miejsca, podaje jedzenie i napoje, przychodzi po pasażerów, gdy zbliża się ich przystanek. Jeśli w pojeździe znajduje się telewizor (praktycznie zawsze), jest więcej niż pewne, że będziemy mieli okazję obejrzeć tajską telenowelę lub programy rozrywkowe przy fonii nastawionej na ogół na full. Co ciekawe, w niektórych autobusach część pojazdu, gdzie siedzi kierowca jest zabudowana i oddzielona od pasażerów zamkniętymi drzwiami. Przy dłuższych trasach autobus z pewnością zatrzyma się po drodze na ok. 30 min. w ramach przerwy na posiłek.

Z kupnem biletów nie ma większych problemów, bo kasy są dobrze opisane, a panie komunikatywnie mówią po angielsku. Na większych dworcach kas jest tak wiele, że można dostać zawrotu głowy, a z okienek wychylają się panie nawołując klientów, by kupili bilety właśnie u nich – powoduje to, że na dworcu panuje prawdziwy harmider. Bilety zakupione na autobus rządowy zawsze mają podany numer miejsca, które wskaże nam kierowca lub stewardessa. Przy podróży z prywaciarzem częściej siada się tam, gdzie nam wygodnie. Jeśli cel naszej podróży nie jest ostatnim przystankiem na trasie, wskazana jest czujność, względnie próba konsultacji z kimś z obsługi, bowiem dworce albo nie są opisane wcale, albo jedynie po tajsku. Tylko w dwóch przypadkach widzieliśmy napisy także po angielsku, ale nie miało to większego znaczenia, bo były to nasze przystanki końcowe.

W nielicznych przypadkach pomiędzy miastami poruszać można się także łodzią (np. Chiang Saen-Chiang Khong, Chiang Khong-Chiang Rai, Bangkok-Ayutthaya). Podróż taka kosztuje zwykle kilkaset THB, ale nie możemy o niej powiedzieć nic więcej, bo na taki rodzaj transportu się nie zdecydowaliśmy. Podobnie zresztą, jak na wynajęcie samochodu. Choć czasami jest to jedyny lub najszybszy sposób dotarcia w pewne miejsca, trzeba jednak uczciwie przyznać, że jest to opcja dla osób odważnych, a co ważniejsze pewnych swych umiejętności.

Kończąc wątek transportu międzymiastowego warto jeszcze wspomnieć, że z konieczności pierwszym doświadczeniem komunikacyjnym, z jakim przyjdzie nam się zmierzyć będzie oddalone od centrum o ok. 35 km hipernowoczesne lotnisko w Bangkoku. Już sam jego ogrom może nas mocno onieśmielić, stąd dobrze się z nim zawczasu zapoznać i zorientować, jakie możliwości transportu ono oferuje – polecamy zajrzeć tu: http://www.bangkokairportonline.com.

Osobnym wątkiem jest komunikacja miejska. Tu w zależności od miejscowości do wyboru mamy: spacer, rower, skuter, motor, tuk-tuk, songthaew, samlor, wynajęty samochód, taxi, autobus, metro, kolejkę nadziemną oraz łódź. Po wcześniejszym zerknięciu na mapę często może się wydawać, że spacer to dobry pomysł na zwiedzenie okolicy. Otóż niekoniecznie, a w dużych miastach szybko się przekonamy, że była to decyzja błędna. Już po kilku dniach pobytu łatwo zaobserwować, że w Tajlandii rzadko kto chodzi piechotą. Dzieje się tak ze względu na relatywnie duże odległości, a przede wszystkim na to, że tajskie miasta są mało przyjazne pieszym (ogromny ruch uliczny, brak chodników, brak przejść dla pieszych, skomplikowane układy drogowe zmuszające do pokonywania długich odcinków). To, co na mapie może się wydawać krótkim spacerkiem, w rzeczywistości okazuje się najczęściej poważną wyprawą, a czasami wręcz barierą nie do pokonania. Szybko przyjdzie nam się przekonać, że gra nie jest warta świeczki wobec mnogości dostępnych środków transportu w naprawdę niskich cenach.

Najtańszą alternatywą poza spacerem jest rower – wypożyczenie go na cały dzień kosztuje na ogół nie więcej niż 5 zł i jest on dostępny w wielu pensjonatach lub ich bezpośredniej okolicy. Poruszając się rowerem należy pamiętać o ‘azjatyckich’ zasadach ruchu drogowego (patrz część Bezpieczeństwo) i o zabezpieczaniu go przed kradzieżą. Wariant ten odradzalibyśmy jednakże w przypadku Bangkoku.

Innym tanim sposobem na poruszanie się po miastach jest autobus miejski, ale z uwagi na ogromne korki i nie zawsze czytelny układ przystanków może się to okazać wysoce nieefektywne. Najczęściej przyjdzie nam zapewne korzystać z tuk-tuków czy songthaewów. W ich przypadku należy pamiętać, że koszt przejazdu nigdy nie jest z góry ustalony, więc spokojnie można, a wręcz należy się targować. Ale czasami łatwiej powiedzieć niż zrobić, bo żeby się targować trzeba mieć jakiekolwiek pojęcie co do realnej ceny. Informacje takie można znaleźć na wspomnianej już wcześniej stronie: http://wikitravel.org/en/Main_Page. I choć możliwe jest, że podane tam ceny będą już nieaktualne, pozwala nam się to przynajmniej zorientować co do przybliżonej wartości kursu. Ostatecznie można się też tego dowiedzieć w naszym pensjonacie. Cenę zawsze należy ustalić z kierowcą przed wejściem do pojazdu, a zapłacić dopiero po dotarciu na miejsce. Jeśli proponowana cena nam nie odpowiada, należy podziękować i zapytać u konkurencji. Perspektywa utraty klienta często działa na nich otrzeźwiająco. Znalezienie tych wehikułów z reguły nie nastręcza żadnych trudności, bo dostępne są one w dużych ilościach dosłownie na każdej ulicy, a jeśli nawet zdarzy się tak, że w danej chwili nie będzie żadnego w okolicy, nie ma obawy, bo czas oczekiwania na pojawienie się któregoś z nich nie powinien być zbyt długi. Najczęściej w ogóle nie trzeba ich szukać, bo to oni znajdują nas – po paru dniach można mieć dość ciągłego nawoływania: „Hello, sir, tuk-tuk?” Wszystkie powyższe uwagi prawdziwe są także dla standardowych taksówek, przy czym ich ceny są zwykle wyższe. W samym Bangkoku taksówki (prawie bez wyjątku same Toyoty) generują jakieś 70% ruchu ulicznego. Występują one w najróżniejszych wariantach kolorystycznych, ale z tego co się zdążyliśmy zorientować nie ma to żadnego przełożenia na cenę, bo ta zawsze podlega negocjacji.

Na koniec o Bangkoku właśnie. Tu najrozsądniejszym sposobem poruszania się między atrakcjami turystycznymi są rejsy łodzią ekspresową po rzece Chao Phraya i to zarówno pod względem cenowym, jak i czasowym. Podróżując łodzią, dotrzemy wprost do wszystkich najważniejszych atrakcji lub znajdziemy się w ich bezpośredniej okolicy. W najgorszym wypadku dopłyniemy w pobliże stacji metra lub kolejki nadziemnej. Koszt przejazdu łodzią ekspresową, niezależnie od ilości przystanków, to zaledwie 13 THB za osobę, a przedostanie się z jednej strony rzeki na drugą to niewiarygodne 3 THB! Metro i kolej nadziemna, choć to prawdopodobnie najszybsze środki transportu w mieście, komunikują ze sobą niestety mniej interesujące z punktu widzenia turysty części miasta. Niemniej mogą się okazać użyteczne na krótkich dystansach. Ceny za przejazd uzależnione są od ilości przystanków i są do siebie zbliżone. W przypadku metra najtańszy bilet kosztuje 16 THB i jego cena rośnie o 2 lub 3 THB z każdą kolejną stacją. Bilety można nabyć w automatach lub bezpośrednio w kasie, a obsługa mówi dość płynnie po angielsku.

Planując wydostanie się z Bangkoku autobusem lub koleją należy pamiętać o tym, że poszczególne kierunki obsługiwane są przez określone dworce. Znajdują się one w różnych częściach miasta w dużych odległościach od siebie. Aby uniknąć błądzenia, straty czasu i niepotrzebnego stresu konieczne jest wcześniejsze upewnienie się, skąd dokładnie odjeżdża nasz środek transportu oraz jak się tam najtaniej i najszybciej dostać. Informacje na ten temat najszybciej znajdziemy w internecie (http://wikitravel.org/en/Bangkok).

Wyżywienie 


Można się niekiedy spotkać z opinią, że na świecie istnieje tylko pięć głównych rodzajów kuchni: francuska, włoska, meksykańska, hinduska i tajska. To, czy zgodzimy się z tym stwierdzeniem czy też nie, pozostaje bez wpływu na fakt, że kuchnia tajska jest jedną z najbardziej oryginalnych i wyrazistych na świecie, co samo w sobie dla wielu stanowi zapowiedź niezwykłych doznań kulinarnych. O ile doznania te pozastawiamy indywidualnej ocenie każdego z nas, poniżej zamieszczamy kilka wskazówek odnośnie wyżywienia w Tajlandii i Kambodży.

Podróżując po tych krajach łatwo zauważyć, że zjeść można tam dosłownie wszędzie i co istotne, z reguły bardzo tanio. Wszystko zależy od tego na co się zdecydujemy. A wybierać jest w czym, bo pomijając małe miejscowości dostępne są tu poza kuchnią lokalną także specjały kuchni zachodnich i wszystkie znane na świecie sieci fast foodów. Ceny wyżywienia w restauracjach i knajpach nastawionych na turystów oraz tych, które serwują dania kuchni zachodnich są zbliżone do polskich. Dlatego też jeśli nie chcemy wydawać zbyt wiele na jedzenie, najlepszym rozwiązaniem są miejscowe przysmaki. Oczywiście i one potrafią być drogie, jeśli udamy się na nie do eleganckiej restauracji. Najkorzystniej jest bowiem stołować się w knajpach, w których jadają miejscowi lub bezpośrednio na ulicy, kupując posiłki z wszędobylskich budek i stoisk, a następnie konsumując je w ruchu lub po uprzednim przycupnięciu gdzieś na chodniku. Knajpy dla miejscowych łatwo rozpoznać nie tylko po klienteli, lecz także po wystroju, a raczej jego braku. Pomimo że nie zachęcają one swym wyglądem, a często wręcz odstręczają od wizyty, to właśnie one dają okazję zasmakowania autentycznych potraw za naprawdę psie pieniądze – najtańszy posiłek zjedliśmy w Bangkoku, gdzie za dwa dania i dwa napoje zapłaciliśmy niespełna 9 zł.

Czego zatem możemy oczekiwać w Tajlandii i Kambodży pod względem kulinarnym? Amatorzy zup wszelakich zapewne nie odmówią sobie chęci spróbowania którejś z tutejszych ostrych zup – tu od razu rada: inaczej niż w Polsce, w tajskiej zupie nie wszystko, co się w niej znajduje, przeznaczone jest do konsumpcji, bo część składników dodawana jest jedynie dla smaku lub końcowego efektu wizualnego. Generalnie jeśli coś nie specjalnie da się pogryźć, najprawdopodobniej nie należy tego jeść. Oprócz zup w ofercie znajdziemy całą gamę dań z ryżem lub makaronem, a do wyboru będziemy mieć curry (czerwone, zielone i żółte), wołowinę, wieprzowinę, kurczaka lub owoce morza. Popularną przekąską są również sajgonki. Trzeba także wiedzieć, że czasami ‘curry’ oznacza zupę, a czasami potrawkę. Podobnie jest z ‘noodles’ – jeśli nie chcemy być niemile zaskoczeni, lepiej zawczasu się upewnić, co zamawiamy. Można przyjąć, że ‘fried’ oznacza potrawkę z woka. Co do owoców morza oczywiście warto korzystać z tego, że są one dostępne w miarę przystępnych cenach. Pamiętajmy jednak, że rozsądniej kupować je tam, gdzie do morza jest niedaleko i jeśli widzimy, że jest na nie zbyt – jest wówczas większe prawdopodobieństwo, że są one świeże. Jednak wszędzie dostępne są świeże krewetki, hodowane na farmach w całym kraju.

No i oczywiście owoce. Jest duża szansa, że podczas wyprawy w te rejony niektóre owoce zobaczymy i posmakujemy ich po raz pierwszy w życiu. Nie trzeba chyba nikogo specjalnie przekonywać, że warto ten fakt wykorzystać, zważywszy że ceny owoców są bardzo niskie. Przy kupowaniu owoców na targu należy jednak mieć na względzie to, że, jak nas uświadomiono, kupowanie małych ilości nie jest mile widziane – zaszalejmy zatem i kupmy przynajmniej 0,5 kg.

Osobnym zagadnieniem jest kwestia bezpieczeństwa spożywanej żywności. Wiadomym jest że kuchnia miejscowa z uwagi na odmienną florę bakteryjną, niestosowane lub niespotykane u nas przyprawy i składniki może, choć wcale nie musi, zafundować nam lżejsze lub cięższe kłopoty żołądkowe. Osobiście dalecy jesteśmy od demonizowania tego tematu, jako że ewentualne wystąpienie jakichkolwiek zaburzeń gastrycznych w sposób zasadniczy warunkowane jest indywidualną reakcją każdego organizmu. Szukając miejsca na posiłek najlepiej kierować się nie tyle ceną, co tym czy jedzenie przygotowywane jest na zamówienie. W większości przypadków nie jest to trudne, bo wiele garkuchni ma tam charakter otwarty i jesteśmy w stanie obserwować, jak kucharz/-ka przygotowuje na patelni nasze danie. W takiej sytuacji możemy być pewni, że jedzenie jest bezpieczne, bo dopiero co zostało, mówiąc fachowo, przetworzone termicznie w wysokich temperaturach. Co zrozumiałe, należy zatem unikać miejsc, gdzie żywność przygotowywana jest z wyprzedzeniem i eksponowana w korytkach, trudno bowiem stwierdzić jak długo tam leżała i czy nadal nadaje się do spożycia. Poza tym, jak się okazało w naszym przypadku, najpewniej jest zimna, a przez to niesmaczna. Z tego typu sytuacją spotkać się można w pierwszym rzędzie na dworcach autobusowych i kolejowych, gdzie, jak wyczytaliśmy w sieci, jadać raczej nie należy. Unikać należy także knajp, w których brak jest klienteli – w końcu o czymś to świadczy. Z tych samych względów dobrze jest stołować się we wspomnianych już knajpach dla miejscowych, bo są oni niczym papierek lakmusowy – na pewno nie jadają tam, gdzie można się zatruć.

Kwestia bezpieczeństwa żywności dotyczy również napojów, a w pierwszej kolejności wody. Woda w kranach nie nadaje się do picia, a dobrze też na wszelki wypadek unikać jej przy myciu zębów. Do obu celów należy za to stosować jedynie oryginalnie zamkniętą (trzeba zawsze zwracać na to uwagę) wodę mineralną – jest ona tania (5-10 THB) i powszechnie dostępna. Z tego samego względu należy z pewną dozą sceptycyzmu podchodzić do napojów z lodem. Osobiście staraliśmy się przestrzegać tej zasady, ale po pierwsze jest to dość trudne w tym klimacie, a po drugie przestało to mieć zastosowanie po tym, jak w jednej z knajp poczęstowano nas wodą nieznanego pochodzenia i deserem z kostkami lodu. Jako że nie wypadało odmówić poczęstunku, a po wszystkim nic nam nie było, przestaliśmy uważać lód za zagrożenie i do końca pobytu w dużych ilościach spożywaliśmy kupowane na ulicy, rewelacyjnie orzeźwiające szejki owocowe z lodem (30-50 THB za 0,5l). Skoro już o napojach mowa, to warto odnotować, że dość drogie jak na tajskie warunki jest piwo – zwykle 30-40 THB za 0.3l (warto pamiętać, że w sklepach między 14.00 a 17.00 obowiązuje prohibicja!) – za to Coca-Cola czy Schweppes – to na ogół tylko 14-17 THB. Najpopularniejszym sklepem spożywczym Tajlandii jest sieć Seven Eleven (coś w stylu naszej Żabki), której oddziały można znaleźć w każdej najmniejszej pipidówce.

Sporym problem dla niektórych mogą się okazać śniadania. Po pierwsze ani w Tajlandii ani w Kambodży nie jada się chleba. W sklepach, i to nie wszystkich, można co najwyżej kupić chleb tostowy, ale pożytek z tego żaden, bo na zimno najsmaczniejszy nie jest, a tostera przecież i tak nikt ze sobą nie wozi. Po drugie Tajowie i Khmerowie często nie jadają śniadań wcale lub jeśli już to raczą się w jego porze tym samym, co jadają w ciągu dnia. Tymczasem nie każdemu uśmiecha się wsuwać tuż po przebudzeniu miskę ryżu z trawą cytrynową czy pikantną zupę. Na ratunek przychodzą nam mieszczące się w pensjonatach knajpki, które serwują śniadania na modłę zachodnią, co należy interpretować jako wersję brytyjsko-amerykańską. Stąd poza tradycyjnym tostem z dżemem możemy liczyć na jajka w każdej postaci, smażony boczek i fasolkę, amerykańskie naleśniki z owocami i miodem lub syropem klonowym, a gdzie niegdzie także najróżniejsze kanapki, przy czym godny polecenia jest niejaki club sandwich, czyli coś w stylu kanapki ze wszystkim. Do tego jak najbardziej dostępna jest kawa, herbata i wspomniane szejki. W takim razie gdzie ten problem? Otóż problemem jest cena. Śniadania są zdecydowanie najdroższym elementem wyżywienia w tych krajach. Koszt śniadania dla dwojga wynosi średnio 20-30 zł – nawet jak na polskie warunki jest to stosunkowo dużo.

Na koniec krótkie dementi. Kuchnia tajska cieszy się opinią kuchni dość pikantnej. Istotnie wiele dań jest dobrze przyprawionych, ale niekoniecznie ostrych. Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że odczucia odnośnie tego, czy coś jest pikantne czy nie są dość subiektywne, bo każdy z nas ma w tym względzie własny zakres tolerancji, niemniej legendarna ostrość tutejszych potraw jest w moim odczuciu lekko przesadzona i raczej anegdotyczna. Choć zdarzają się potrawy ewidentnie ostre, często pomimo tego, że w karcie napisano, że danie jest pikantne okazywało się ono zupełnie przyzwoite. W razie wątpliwości zawsze najlepiej upewnić się przed zamówieniem, czy to, na co się zdecydowaliśmy nie wyciśnie z nas ostatnich łez.

Noclegi 


Obok wyżywienia i transportu jest to najbardziej istotna kwestia, która niejednej przygotowującej się do podróży osobie może spędzać sen z powiek. Obawy w tym względzie dotyczą głównie dwóch rzeczy – czy na pewno uda się znaleźć nocleg, a jeśli tak, to czy nie będzie on za drogi. Otóż pragniemy uspokoić wszystkich tych, którym wątpliwości te nie dają spokoju. Z noclegami w Tajlandii czy odwiedzonej przez nas części Kambodży nie ma najmniejszego problemu. Nie tylko są one dostępne w dużych ilościach, lecz także najczęściej można w nich wybierać i przebierać pod względem cenowym.

Jak zatem zapewnić sobie nocleg? Z grubsza rzecz biorąc, opcje są dwie – wyszukanie noclegu zawczasu w internecie lub tzw. ‘spontan’. Każda z nich ma swoje wady i zalety, przy czym w przypadku uprzedniego wyszukiwania w sieci także mamy do dyspozycji dwa wyjścia. Po pierwsze nocleg można wyszukać w sieci, a następnie zarezerwować, wpłacając zaliczkę. Wariant ten może okazać się konieczny, jeśli planujemy odwiedzić te kraje w szczycie sezonu, kiedy należy się liczyć z ewentualnym brakiem miejsc w najbardziej popularnych miejscowościach. Niestety w tej kwestii nie możemy służyć żadnymi praktycznymi poradami, bo z trzech powodów na ten wariant się nie zdecydowaliśmy. Po pierwsze, naszą podróż odbyliśmy w porze deszczowej, kiedy turystów jest względnie mało, więc uznaliśmy, że po prostu nie ma takiej potrzeby. Po drugie, ze względów czysto praktycznych nie chcieliśmy wiązać sobie rąk rezerwacją, zakładając, że wpłacone przez nas pieniądze możemy stracić, jeśli w wyniku jakiejkolwiek obsuwy nie zdołamy gdzieś dotrzeć na czas. Po trzecie, najzwyczajniej w świecie nie mieliśmy zaufania do internetowej rezerwacji tak pod względem finansowym jak i praktycznym, w czym utwierdziły nas doniesienia innych podróżników odnalezione w sieci o tym, że rezerwacja taka niekoniecznie gwarantuje wcześniej uzgodnione warunki. Niemniej wyszukanie noclegu zawczasu w sieci ma tę zaletę, że po przybyciu na miejsce wiemy konkretnie, gdzie się udać i nie tracimy czasu na łażenie tu i tam, zanim zajdziemy satysfakcjonujące nas warunki, co z uwagi np. na zmęczenie, późną porę, wysoką temperaturę, ciężki plecak, czy w najgorszym scenariuszu ulewny deszcz może nie należeć do przyjemności. Z dwoma wyjątkami, my tak właśnie postępowaliśmy – namiary na kwaterunek w danej miejscowości mieliśmy wydrukowane przy sobie i po przybyciu do danej miejscowości w zależności od odległości udawaliśmy się pod konkretny adres pieszo lub częściej tuk-tukiem. Musimy przyznać, że tylko raz upatrzony wcześniej nocleg nie sprawdził się i maszerując w porannym deszczu po całonocnej podróży szukaliśmy godnych warunków w dobrej cenie. Na taką sytuację zawsze trzeba być jednak przygotowanym.

Wszystkim tym, którzy podobnie jak my chcieliby wyszukać sobie kilka noclegów przed wyjazdem polecamy dwie z rekomendowanych powyżej stron internetowych – http://www.travelifish.org  oraz http://wikitravel.org/en/Main_Page - z czego ta ostatnia ma bardzo praktyczną cechę. Obok angielskich nazw obiektów (zresztą nie tylko pensjonatów) podaje zwykle także nazwy w wersji tajskiej. Wystarczy zatem taką wydrukowaną kartkę pokazać kierowcy tuk-tuka lub zapytać kogokolwiek na ulicy i sprawa załatwiona. Stawki podawane czy to w internecie czy w realu zawsze odnoszą się do ceny za pokój, a nie za osobę. Powszechną praktyką jest możliwość obejrzenia pokoju przed jego wynajęciem, zresztą recepcjoniści zwykle sami wychodzą z taką inicjatywą. Jeśli zastane warunki nam nie odpowiadają wystarczy się uśmiechnąć, podziękować i udać się w dalsze poszukiwania. W przypadku gdy cena na miejscu różni się znacząco od tej, którą znaleźliśmy w sieci lub z jakiegoś powodu czujemy, że jest nieco zawyżona, nie zaszkodzi się potargować, względnie rzucić okiem na ofertę konkurencji tuż obok. Ceny pokoju zależą od tego, czy jest on klimatyzowany, czy posiada jedynie wiatrak. Pokoje klimatyzowane są naturalnie droższe, choć czasami nieznacznie, ale też klimatyzacja nie zawsze jest niezbędna. Wszystko zależy od pogody danego dnia, choć generalnie można powiedzieć, że na północy wiatraczek w zupełności wystarcza. Ceny nie zawierają śniadania – inaczej było tylko na wyspach i też nie wszędzie. Wszystkie ‘przetestowane’ przez nas pokoje miały moskitiery (przed wynajęciem pokoju koniecznie należy sprawdzić jej stan), papier toaletowy, mydełko, zmienianą codziennie pościel i ręczniki. W większości z nich codzienne dostawaliśmy także gratis butelkę wody mineralnej. Wszystkie pokoje miały toalety naszego typu, ale nie zawsze posiadały one spłuczki. Dość często obok muszli klozetowej znajdował się kranik i coś rodzaju plastikowego rondla, którym należało spłukać toaletę. Co do pryszniców trzeba być przygotowanym na to, że z reguły nie mają one żadnej kabiny czy zasłony, a lejąca się po całej łazience woda spływa do umieszczonego gdzieś w podłodze odpływu. Ciepła woda nie wszędzie jest oczywistością, choć akurat my mięliśmy szczęście. Poza tym nawet w przypadku braku ciepłej wody w tym klimacie nie jest to duża wada, a i nie oznacza to, że woda ma temperaturę górskiego strumienia; jest ona raczej w temperaturze pokojowej.

Na koniec pamiętajmy o jeszcze dwóch ważnych rzeczach. Po pierwsze przed wejściem do jakiegokolwiek pensjonatu należy ściągnąć obuwie. Zapewne przy pierwszej okazji i tak zauważymy, że przed wejściem lub bezpośrednio przy nim leżą/stoją już czyjeś buty lub znajduje się tam odpowiedni stojak. Choć nikt nam nie zagwarantuje, że buty nie zostaną skradzione, trudno uznać to za realne zagrożenie. Nie należy także obawiać się chodzenia boso, bo w pensjonatach, które odwiedziliśmy, było na prawdę czysto. Po drugie wychodząc dokądkolwiek, a w szczególności nocą, rozsądnie jest zabrać ze sobą wizytówkę pensjonatu, w którym się zatrzymaliśmy na wypadek zagubienia się. Wizytówki te nie tylko zawierają na odwrocie mapki z zaznaczoną lokalizacją naszej kwatery, lecz także podana jest na nich po tajsku informacja dla taksówkarza.

Co warto zobaczyć? 

Udzielanie porad na temat tego, co warto zobaczyć, a czego nie wydaje się być pozbawione sensu z przynajmniej dwóch powodów. Po pierwsze, jak wiadomo, de gustibus non est disputandum, czyli to co się komu podoba jest sprawą dalece indywidualną i trudno tu ferować wyroki odnośnie obiektywnej atrakcyjności odwiedzanych okolic. Po drugie wskazówki co do miejsc wartych odwiedzenia znaleźć można przecież w pierwszym lepszym przewodniku, zatem treści tu zawarte byłyby wtórne. Mając te dwie rzeczy na uwadze, nie zamierzamy bynajmniej w tym miejscu ani rekomendować ani stygmatyzować jakichkolwiek konkretnych destynacji, a jedynie ograniczyć się do kilku ogólnych komentarzy.

I tak najprostszą odpowiedzią na postawione w nagłówku pytanie byłoby – ‘wszystko’, wszak Tajlandia czy Kambodża to kraje na tyle z naszego punktu widzenia egzotyczne, że każde z odwiedzanych miejsc winno być dla nas w jakimś stopniu potencjalnie interesujące i to niezależnie od tego, czy słowo ‘interesujący’ rozumiemy w sensie pozytywnym czy negatywnym. Dużo jednak zależy w tym względzie od osobistego nastawienia i oczekiwań, z jakimi udajemy się w podróż. Najczęściej, na podstawie tego, co uprzednio przeczytamy w przewodnikach, wyrabiamy sobie zawczasu jakieś ogólne wyobrażenia odnośnie miejsc, które chcemy odwiedzić, a ich autentyczną atrakcyjność oceniamy post factum w konfrontacji z rzeczywistością. Dość często zdarza się niestety, że realne atrakcje nie wytrzymują porównania z epickimi opisami z przewodników. Co gorsza, nierzadko okazuje się także, że niektóre z tych szczególnie polecanych atrakcji to tak naprawdę z góry wyreżyserowane pod turystów spektakle, pozbawione jakiegokolwiek wdzięku i autentyzmu. Tak może być również w przypadku krajów płd.-wsch. Azji (np. Damnoen Saduak, czyli osławiony pływający targ niedaleko Bangkoku: http://www.travelfish.org/location/thailand/bangkok_and_surrounds/ratchaburi/damnoen_saduak) – wiele miejsc, co do których mieliśmy największe oczekiwania zrobiły na nas, mówiąc oględnie, średnie wrażenie, co nie oznacza oczywiście, że odwiedzając je zmarnowaliśmy czas – w końcu rozczarowania także wpisują się w ogólny obraz kraju, jaki przywozimy ze sobą z powrotem. Co jednak ważne w tym kontekście to to, że nierzadko najciekawsze okazują się rzeczy, w związku z którymi nie mieliśmy żadnych specjalnych oczekiwań, rzeczy nieplanowane, spontaniczne lub z pozoru nieistotne i niegodne uwagi. Warto zatem czasem zaryzykować i uwzględnić w swej wyprawie wizytę w miejscu, po którym trudno spodziewać się fajerwerków, ale które, kto wie, da nam być może pełniejszy obraz kraju niż kilka dni spędzone w obleganych przez turystów Bangkoku czy Chiang Mai.

Planując wyprawę podobną do tej, którą my odbyliśmy z żoną należy mieć świadomość odmienności charakteru odwiedzanych regionów. Nasza wizyta w Kambodży ograniczyła się praktycznie do największego magnesu dla turystów w tym kraju tj. kompleksu świątynnego Angkor i choć sensowność odwiedzenia tego miejsca nie pozostawia żadnych wątpliwości, należy pamiętać, że ‘autentycznej’ Kambodży wśród wyrastających jak grzyby po deszczu hoteli i szpaleru turystów nie zobaczymy tu zbyt wiele. Stąd warto uwzględnić w swojej marszrucie wypad gdzieś poza najbardziej uczęszczane szlaki, przy czym nie należy robić tego zupełnie na własną rękę, a raczej zdać się na miejscowego kierowcę tuk-tuka, bo trzeba wiedzieć, że Kambodża w wyniku swej skomplikowanej i dalekiej od szczęśliwości historii pozostaje jednym z najbardziej zaminowanych krajów świata.

W przypadku Tajlandii, w dużym uproszczeniu, można mówić o trzech makroregionach: to co na płd. od Bangkoku, to co na płn. od Bangkoku i to co na płn.-wsch. od Bangkoku. Co do tego ostatniego nie mamy zdania, bo ze względu na ograniczony czas pobytu nie przewidzieliśmy wizyty w żadnej z miejscowości w tej części kraju. Natomiast istnieje zdecydowana różnica pomiędzy płn. a płd. częścią Tajlandii i to nie tylko pod względem geograficznym. Cześć płd. to miejsce, gdzie z uwagi na tropikalne wyspy, walory krajobrazowe i piękną na ogół pogodę koncentruje się masowy ruch turystyczny. Stąd nawet poza sezonem zapewne częściej przyjdzie nam tu obcować z turystami z Zachodu niż autochtonami. Z kolei płn. Tajlandii daje możliwość poznania codziennej egzystencji w tym kraju, przy czym pod tym względem im dalej na płn. tym bardziej autentycznie. Jeśli to właśnie na tym nam zależy, na pewno warto zatrzymać się tu na dłużej, odwiedzić kilka mniejszych miejscowości, ukrytych wśród wzgórz i lasów wiosek, posiedzieć nad Mekongiem i pokontemplować, a wszystko to przy żywym zainteresowaniu rdzennej ludności, dla której to my będziemy atrakcją.

Na koniec jeszcze jedna, jak mi się wydaje istotna kwestia. Otóż wielu turystów odwiedzających Tajlandię korzysta ze sposobności zobaczenia egzotycznych, nierzadko niebezpiecznych zwierząt – chodzi tu przede wszystkie o słonie, tygrysy i krokodyle. Do często odwiedzanych miejsc należą licznie rozsiane po całym kraju szkoły słoni, świątynia tygrysów w Kanchanaburi, czy farma krokodyli pod Bangkokiem. Niestety nie wszystkie te miejsca zasługują na odwiedziny, bo z żalem należy podkreślić, że w wielu z nich, czego najczęściej nie jesteśmy świadomi, zwierzęta nie są przetrzymywane w odpowiednich warunkach ani godnie traktowane. Czasami rozsądniej więc odpuścić sobie przejażdżkę na słoniu czy zdjęcie z tygrysem i nie wspierać tym samym finansowo ośrodków, które powinny zostać zamknięte, bo urągają jakimkolwiek standardom. Zanim zatem zdecydujemy się odwiedzić któreś ze wspomnianych miejsc, dobrze jest upewnić się, że nasze sumienie to wytrzyma (więcej na temat tajskich tygrysów można dowiedzieć się zaglądając pod ten adres: http://www.travelfish.org/board/post/thailand/4043_the-tiger-temple-in-kanchanaburi - filmów, do których linki podano na tej stronie nie polecamy osobom wrażliwym na los zwierząt), natomiast o losie tajskich krokodyli dowiemy się więcej klikając tu: http://www.tripadvisor.com/ShowUserReviews-g293916-d550498-r12808442-Crocodile_Farm-Bangkok.html)

Co warto kupić? 


Jako że zarówno Tajlandia, jak i Kambodża są stosunkowo tanie, zakupy wydają się nieuniknionym i nieodłącznym elementem podróży do tych krajów, przy czym nieporównywalnie atrakcyjniej pod tym kątem wypada Tajlandia, więc to na niej skupimy się odpowiadając na postawione pytanie. Jak każdy kraj z dobrze rozwiniętym przemysłem turystycznym także Tajlandia pełna jest wszelkiego rodzaju pardon le mot badziewia, co sprawia, że entuzjaści wszelkiej maści pierdółek z przeznaczeniem do dekoracji wnętrz począwszy od drewnianych słoników poprzez bambusowe lampiony po dość pretensjonalne w naszych warunkach figurki Buddy będą usatysfakcjonowani. Trzeba jednak pamiętać, że gros z tych przedmiotów wzorem całego świata może się okazać raczej chińskiej niźli tajskiej proweniencji. Jeśli zatem zależy nam na autentycznej pamiątce z Tajlandii, może warto skierować swą uwagę w stronę naprawdę interesującego rękodzieła, choć to ostatnie nawet po stargowaniu nieco z ceny może okazać się dość kosztowne. Opcją wartą rozważenia są także dostępne tu i tam jedwabne szale (polecamy w szczególności te dostępne w kompleksie pałacu Vimanmeck w Bangkoku i firmowane przez fundację królowej Sirikit).

Podobnie jak Chiny Tajlandia jest mekką amatorów podróbek wszelkiego asortymentu. Panie zapewne najbardziej zainteresują ciuszki-fatałaszki i ‘markowe’ torebki. Na szczególną uwagę zasługują absolutnie rewelacyjne ceny ‘markowych’ jeansów. Poza tym bardzo dobre ceny można wytargować także na dostępną tam w dużych ilościach ‘markową’ bieliznę (w tym przypadku wskazana jest wstępna organoleptyczna kontrola jakości). Z droższych rzeczy, po śmiesznych cenach można się zaopatrzyć w najnowsze filmy DVD (także te, które u nas dopiero wchodzą do kin), ‘markowe’ zegarki i biżuterię z kamieni szlachetnych. Przy wszystkich tych transakcjach należy oczywiście zachować zdrowy rozsądek i nie kupować niczego pod wpływem impulsu.

Koniecznie trzeba dokładnie obejrzeć kupowany produkt, a jeśli to możliwe przetestować go. Dotyczy to przede wszystkim sytuacji, w których poczujemy nieodpartą pokusę nabycia czegoś od ‘gościa na ulicy’, bo możemy być pewni, że tak szybko jak przekażemy mu gotówkę, człowiek ten się zdematerializuje. Nie musi to oczywiście oznaczać, że zostaliśmy oszukani, ale lepiej chuchać na zimne. Oczywiście w niektórych przypadkach, jak np. biżuterii, podjęcie właściwej decyzji co do zasadności zakupu jak i realnej ceny będzie o wiele łatwiejsze, jeśli znamy się na rzeczy. W przeciwnym razie ryzyko bycia oszukanym staje się wysoce prawdopodobne.

Ogólny plan podróży:


Termin: 24 sierpnia – 12 września 2009

Trasa: Kraków – Warszawa – Kijów – Bangkok – Aranyaprathet – Poipet – Siem Raep – Angkor – Siem Raep – Kampong Khlaeng – Siem Reap – Poipet – Aranyaprathet – Bangkok – Mae Sai – Sop Ruak – Chiang Saen – Chiang Rai – Chiang Mai – Sukhothai – Ayutthaya – Bangkok – Surat Thani – Krabi – Ko Phi Phi Don – Ko Phi Phi Leh – Ko Phi Phi Don – Krabi – Surat Thani – Bangkok – Kijów – Warszawa - Kraków

Budżet: US$ 2,030

Dzień 1 (poniedziałek, 24.08.09)
Kraków (Dworzec Gł.) – Warszawa (Dworzec Centralny; Okęcie) – Kijów (Borispol) – Bangkok (Suvarnabhumi)

Dzień 2 (wtorek, 25.09.09)
Bangkok (Suvarnabhumi) – Aranyaprathet – Poipet – Siem Reap

Dzień 3 (środa, 26.08.09)
Siem Reap – Angkor – Siem Reap

Dzień 4 (czwartek, 27.08.09)
Siem Reap – Kampong Khlaeng – Siem Reap

Dzień 5 (piątek, 28.08.09)
Siem Reap – Poipet – Aranyaprathet – Bangkok – Mae Sai

Dzień 6 (sobota, 29.08.09)
Mae Sai – Sop Ruak – Chiang Saen – Chiang Rai

Dzień 7 (niedziela, 30.08.09)
Chiang Rai – Chiang Mai

Dzień 8 (poniedziałek, 31.08.09)
Chiang Mai – Changthai (centrum opieki nad słoniami) – Chiang Mai

Dzień 9 (wtorek, 1.09.09)
Chiang Mai – Sukhothai

Dzień 10 (środa, 2.09.09)
Sukhothai - Ayutthaya

Dzień 11 (czwartek, 3.09.09)
Ayutthaya – Bangkok – Surat Thani

Dzień 12 (piątek, 4.09.09)
Surat Thani – Krabi – Ko Phi Phi Don

Dzień 13 (sobota, 5.09.09)
Ko Phi Phi Don

Dzień 14 (niedziela, 6.09.09)
Ko Phi Phi Don – Ko Phi Phi Leh – Ko Phi Phi Don

Dzień 15 (poniedziałek, 7.09.09)
Ko Phi Phi Don

Dzień 16 (wtorek, 8.09.09)
Ko Phi Phi Don – Krabi – Surat Thani

Dzień 17 (środa, 9.09.09)
Surat Thani – Bangkok

Dzień 18 (czwartek, 10.09.09)
Bangkok

Dzień 19 (piątek, 11.09.09)
Bangkok

Dzień 20 (sobota, 12.09.09)
Bangkok (Suvarnabhumi) – Kijów (Borispol) – Warszawa (Okęcie; Dworzec Centralny) – Kraków (Dworzec Gł.) 

Szczegółowy opis wyjazdu pisany dzień po dniu dostępny jest w kolejnym artykule

słowa kluczowe: Termin: 24.08–12.09 2009
Trasa: Bangkok, Aranyaprathet, Siem Raep, Angkor, Kampong Khlaeng, Mae Sai, Sop Ruak, Chiang Saen, Chiang Rai, Chiang Mai, Sukhothai, Ayutthaya, Surat Thani, Krabi, Ko Phi Phi

Latasz samolotami? Chcesz dowiedzieć się ile godzin spędziłeś łącznie w powietrzu? Jaki pokonałeś dystans i ile razy okrążyłeś równik? Do jakich krajów latałeś i jakimi samolotami...? Zobacz nową funkcjonalność transAzja.pl: Mapa Podróży
Narzędzie pozwala na zapisanie w jednym miejscu zrealizowanych podróży lotniczych, naniesienie ich tras na mapie oraz budowanie statystyk. Wypróbuj już teraz!






  • Opublikuj na:
Informuj mnie o nowych, ciekawych artykułach zapisz mnie!
Przeczytałeś tekst? Oceń go dla innych!
 4.7 / 5 (15)użyteczność tego tekstu, czyli czy był pomocny
 5 / 5 (10)styl napisania, czyli czy fajnie się czytało
Łączna liczba odsłon: 29779 od 7.12.2009

Komentarze

Liczba komentarzy: 1
Tomasz Pietnasik

Sper artuuł, najlpeszy jaki znalazłem! Dzięki za rady, juz za miesiąc jadę :) Zgodnie z tym co znalazłem na http://www.safetrip.pl/kambodza jeszcze do listy bym dopisał zdjęcia do wizy, bo o tym można zapomnieć a potem będzie buba na przejściu granicznym.
Raz jeszcze dzięki.

Dodaj swój komentarz - bo każdy ma przecież coś do powiedzenia...

Nie jesteś zalogowany. Aby uprościć dodawanie komentarzy oraz aby zdobywać punkty - zaloguj się

Imię i nazwisko *
E-mail *
Treść komentarza *
Przepisz kod z obrazka *
Newsletter Informujcie mnie o nowych, ciekawych
materiałach publikowanych w portalu



transAzja.pl to serwis internetowy promujący indywidualne podróże po Azji. Przez wirtualny przewodnik po miastach opisuje transport, zwiedzanie, noclegi, jedzenie w wielu lokalizacjach w Azji. Dzięki temu zwiedzanie Chin, Indii, Nepalu, Tajlandii stało się prostsze. Poza tym, transAzja.pl prezentuje dane klimatyczne sponad 3000 miast, opisuje zalecane szczepienia ochronne i tropikalne zagrożenia chorobowe, prezentuje też informacje konsularne oraz kursy walut krajów Azji. Pośród usług dostępnych w serwisie są pośrednictwo wizowe oraz tanie bilety lotnicze. Dodatkowo dzięki rozbudowanemu kalendarium znaleźć można wszystkie święta religijnie i święta państwowe w krajach Azji. Serwis oferuje także możliwość pisania travelBloga oraz publikację zdjęć z podróży.

© 2004 - 2016 transAzja.pl, wszelkie prawa zastrzeżone

Nasi partnerzy