Warszawa
Delhi  
Mauzoleum Tadż MahalAgra, Indiefoto: Krzysztof Stępieńźródło: transazja.pl
  •  
  •  
  •  
  •  
 
     1 USD  1 EUR  1 PLN
ChinyCNY6,338,051,85
IndieINR54,9069,8216,04
IzraelILS3,834,871,12
MalezjaMYR3,123,960,91
RosjaRUB31,0539,499,07
Sri LankaLKR129,03164,1137,69
SyriaSYP64,9882,6518,98
TajlandiaTHB31,3939,929,17
TurcjaTRY1,822,320,53
  wymagana wiza ambasada
w Polsce
Afganistan TAK TAK
Arabia Saudyjska TAK TAK
Armenia TAK TAK
Azerbejdżan TAK TAK
Bahrajn TAK -
Bangladesz TAK -
Bhutan TAK -
Brunei - -
Chiny TAK TAK
Filipiny - TAK
Gruzja - TAK
Hong Kong - -
Indie TAK TAK
Indonezja TAK TAK
Irak TAK TAK
Iran TAK TAK
Izrael - TAK
Japonia - TAK
Jemen TAK TAK
Jordania TAK -
Kambodża TAK -
Katar TAK TAK
Kazachstan TAK TAK
Kirgistan TAK -
Korea Północna TAK TAK
Korea Południowa - TAK
Kuwejt - TAK
Laos TAK -
Liban TAK TAK
Makau - -
Malediwy TAK -
Malezja - TAK
Mongolia TAK TAK
Nepal TAK -
Oman TAK -
Pakistan TAK TAK
Palestyna - -
Rosja TAK TAK
Singapur - -
Sri Lanka TAK TAK
Syria TAK TAK
Tadżykistan TAK -
Tajlandia - TAK
Tajwan - -
Timor Wschodni TAK -
Turcja TAK TAK
Turkmenistan TAK -
Uzbekistan TAK TAK
Wietnam TAK TAK
Zjednoczone Emiraty Arabskie TAK TAK

Zestawienie informacji na temat wymaganych zaświadczeń zdrowotnych, zalecanych szczepień ochronnych i zagrożeń chorobowych przy podróży do krajów Azji.


Najowsze artykuły

Treking Dookoła Annapurny 2012 - informacje praktyczne

Indyjski Radżastan - zestawienie kosztów

Kosztorys podróży - Sri Lanka 2010

Indonezja 2008 - Informacje praktyczne

Tajlandia, Kambodża, Laos, Malezja 2009 - Informacje praktyczne

Powrót drogą lądową ze Stambułu do Polski

Izrael w pigułce

Tajlandia & Kambodża 2009 - Informacje praktyczne

Tajlandia & Kambodża 2009

Gruzja 2007

Sri Lanka 'must face war probes'

Chinese fakes 'used in US planes'

Tallest tower in Tokyo opening

Mt Everest deaths rise to four

Deadly train crash in south India

Indonesia cuts Corby prison term

Lake Eyre native title granted

Anwar denies Malaysia rally crime

Nato endorses Afghan timetable

China businesswoman gets reprieve

UN condemns Yemen suicide bombing

Nuclear watchdog eyes Iran deal

US targets tougher Iran sanctions

Iran sacks 'pool abuse' diplomat

Kuwaiti denies Twitter blasphemy

Clashes over Syria reach Beirut

IAEA chief 'positive' over Iran

Lockerbie bomber's funeral held

Ex-Gaddafi spy chief 'charged'

Syria town shelling 'kills 34'

Miasta Azji

 Pekin

warto zobaczyć: 24
transport z Pekin: 1
dobre rady: 51

wybierz
[opinieCount] => 0

 Labrang

warto zobaczyć: 5
transport z Labrang: 2
dobre rady: 11

wybierz
[opinieCount] => 0

 Szanghaj

warto zobaczyć: 18
transport z Szanghaj: 1
dobre rady: 33

wybierz
[opinieCount] => 0

 New Delhi

warto zobaczyć: 23
transport z New Delhi: 2
dobre rady: 34

wybierz
[opinieCount] => 0

 Qufu

warto zobaczyć: 7
transport z Qufu: 1
dobre rady: 11

wybierz
[opinieCount] => 0

 Shaolinsi

warto zobaczyć: 5
transport z Shaolinsi: 1
dobre rady: 7

wybierz
[opinieCount] => 0

 Tajpej

warto zobaczyć: 22
transport z Tajpej: 10
dobre rady: 38

wybierz
[opinieCount] => 0

 Kaifeng

warto zobaczyć: 6
transport z Kaifeng: 1
dobre rady: 10

wybierz
[opinieCount] => 0

 Xi'an

warto zobaczyć: 10
transport z Xi'an: 2
dobre rady: 18

wybierz
[opinieCount] => 0

 Hua Shan

warto zobaczyć: 8
transport z Hua Shan: 3
dobre rady: 18

wybierz
[opinieCount] => 0

Powiadomienia

Informujcie mnie o nowych, ciekawych
materiałach publikowanych w portalu

Bilety lotnicze

Indie
Delhi2190
Bombaj2199
Chennai (Madras)2789
Kalkuta2829
Kochi2829
Ahmedabad2849
Trivandrum2849
Bangalore2879
inne kraje
Hangzhou dobra cena    2479
Male2629
Colombo dobra cena    2739
Kabul dobra cena    2879
Lahore3059

Cena brutto w PLN zawiera w sobie wszystkie możliwe opłaty, w tym lotniskowe

  TravelBlog

Indochina trespassing explorer 2006/7

38 41 0

W 60 dni dookoła Indii

27 89 0

Ladem z Chin (KZ,UZ i Tadzykistan)

41 1121 0

Dzienniki Maluchowe

41 521 0

R.o.C.o. E.g. Asia2008

36 364 0

Tybet - wakacyjna przerwa w chińskiej szkole

27 371 0

ZA CHINY LUDOWE!!!

ostatni wpis: 22 maj 2012
pierwszy wpis: 9 sty 2012

42 309 10

Annapurna Circuit 2012

ostatni wpis: 12 mar 2012
pierwszy wpis: 22 lut 2012

19 259 0

Gdzie diabeł mówi dobranoc

ostatni wpis: 18 lis 2011
pierwszy wpis: 12 lis 2011

3 0 0

Indonesia crossing adventure 2011

ostatni wpis: 12 sie 2011
pierwszy wpis: 29 cze 2011

14 51 0

Na tropach Yeti

ostatni wpis: 7 lis 2010
pierwszy wpis: 22 paź 2010

15 47 0

Izrael, Jordania 2010

ostatni wpis: 4 lip 2010
pierwszy wpis: 5 cze 2010

0 0 0

Dołącz do nas!


 
 
  •  Indie
     kursy walut
     INR
     PLN
     USD
     EUR
  •  Indie
     bilety lotnicze
    Indie
    Delhi2190
    Bombaj2199
    Chennai (Madras)2789
    Kalkuta2829
    Kochi2829
    Ahmedabad2849
    Trivandrum2849
    Bangalore2879
    inne kraje
    Bangkok2389
    Władywostok2429
    Dhaka2849
    Phnom Penh3069
    Cebu3329

    Cena brutto w PLN
    zawiera w sobie wszystkie możliwe opłaty,
    w tym lotniskowe

  •  Indie
     wiza i ambasada
    Indie
    ambasada w Polscetak
    wymagana wizatak
    wiza turystyczna 184 PLN, czas oczekiwania minimum 2 tygodnie
    Najmniejsza
    prowizja w Polsce!
    77 PLN - powyżej 16 dni roboczych
    117 PLN - od 15 do 16 dni roboczych sprawdź szczegóły

Hapsibandar czyli nasze dzieje w Himalajach

piątek, 2 maj 2008
  • dotyczy:  

Celem naszej zimowej wyprawy był zjazd z himalajskich szczytów m.in. Afarwat leżacych w Kaszmirskiej części Indii. Teren ten zwany ’The Line of Control’ jest miejscem walk od 1947 r. między Pakistanem a Indiami. Mimo napiętej sytuacji politycznej odwiedziliśmy to jedno z najlepszych miejsc na świecie do uprawiania freeridu. [zdjęcia z wyprawy]

Dotarliśmy do Gulmarg czyli miejsca w północnym Kaszmirze przy linii kontroli indyjsko-pakistańskiej, która oddziela od 1947 r. obie walczące strony. Tutaj również żołnierze indyjscy patrolują każdą ulicę. Ich obecność z karabinami, przejeżdżające samochody opancerzone i ciężarówki pełne żołnierzy tworzą niesamowity klimat, który na początku nas zszokował i chyba trochę przeraził. Nie codziennie ląduje się na lotnisku posiadającym tylko jeden pas startowy, który na całej swojej długości jest obstawiony przez żołnierzy, działka, radary i inne cuda. Ulica prowadząca z lotniska to znowu szpaler uzbrojonych, budki strażnicze i zasieki. Dookoła wszech otaczająca bieda i brud. Zwierzęta wyjadające śmieci i pijące ze ścieków. Niedokończone baraki i namioty biedoty. Po prostu nędza. Jeszcze przepuszczamy transport wojskowy i dojeżdżamy do rogatki przed Himalajami gdzie rejestrujemy nasz wjazd u komendanta, a przy okazji zmieniamy jeepa. Wjeżdżamy w góry. Metry śniegu dookoła i ten uspokajający chłód... śnieg będzie :) Na szczęście mamy łańcuchy więc nie musimy pchać samochodu jak inni pnący się krętą drogą pod górę. Nasz kierowca z długą czarną brodą i ognikami w oczach jedzie jak szalony.

Jesteśmy w himalajach

Przed nami Afarwat, piękna góra wymarzona do freerid’u. Jazda po tutejszych graniach i żlebach to coś wspaniałego. Kolejka na 4000 m n.p.m., z których na szczyt jest jeszcze ok. 300 m dzisiaj nie działa. Zbiera się kilka ekip snowboarder’ów i narciarzy z całego świata. Są Nowo Zelandczycy, Australijczycy, Amerykanie, Rosjanie i my Polacy wypatrujący komunikatu o włączeniu kolejki. Niestety tego dnia nie udało się. Jesteśmy trochę przybici. Taki kawał drogi i z naszego helliboarding’u bez helikoptera nic nie będzie. Pocieszamy się, że nabierzemy kondycji wchodząc z na szczyt, ale codzienne pokonanie 1300 m deniwelacji terenu na pewno da nam w kość i wpłynie na dużo mniejszą ilość zjazdów. Informacje, że przez ostatnie 2 m-ce kolejka była czynna tylko 10 dni utwierdzają nas w czarnym scenariuszu. Na szczęście następnego dnia po serii wybuchów bomb do wywoływania lawin zapada decyzja: kolejka będzie puszczona! Wszyscy pod kolejką wiwatują, cieszą się jak dzieci, gwiżdżą i klaszczą. Wjeżdżając na górę humory dopisują, a tam już czeka na nasz ślad morze dziewiczego puchu. 

Śnieg jest bardzo zróżnicowany, od fantastycznego lekkiego puchu po którym się płynie po ciężki mokry śnieg na nasłonecznionych północno-wschodnich częściach żlebów. Słońce operuje bardzo mocno, a serce waląc jak młot przypomina, że to pierwsze dni na 4300 m n.p.m. Drugie podejście na szczyt tego dnia to już walka z ciężkim oddechem i małą ilością tlenu. Dechy na plecach coraz więcej ważą, a co kilkadziesiąt kroków trzeba się zatrzymać, obejrzeć widoki i wyrównać oddech. Temperatura, która na dole wynosiła ok 25 stopni w Słońcu nagle spadła poniżej 0, a wiatr jeszcze pogarsza sprawę. Długi odpoczynek przed zjazdem i poszukiwania Sieji rękawiczek zgubionych gdzieś po drodze. Zjazd znowu w innym śniegu. Wjeżdżamy na nasypane deski śnieżne, które pękają pod nami. Kontrolujemy co się dzieje z nimi. Jest dobrze, nie schodzą w dół, i wyglądają w miarę stabilnie, a uroda żlebu jest niewyobrażalna. Na szczęście nie będziemy musieli zrezygnować z doświadczenia jej piękna. Pieps’y z Himountain włączone, krótkofalówki sprawdzone, kurtki Volcano zapięte, a na czworogłowych i torsach bielizna termiczna Sensora :) Sponsorzy się spisali i do tego jeszcze te deski Unity tnące puch aż miło. Wjeżdżamy w bardzo szeroką część żlebu, z której mkniemy na gigantyczne pole śnieżne. Całość zabójcza do zjechania na raz na początku wyjazdu. Praktycznie każdy rodzaj śniegu pod deskami, a piękno zjazdów zjawiskowe. Jeszcze na koniec rzut oka czy aby ślady odpowiednio mienią się w słońcu i czy wyglądają jak należy. 

Przy kolejnym podejściu wypatrzyliśmy zjazd wyjazdu. Ściana prawie pionowa z naszej perspektywy, piękna góra i bardzo wymagająca. Od razu ustalamy, że będzie naszym wyzwaniem, naszym celem. To będzie dopełnienie świetnego freerid’u. Ciekawe czy nie wymiękniemy bo wygląda to imponująco, a do tego nazywa się Shark Fin!

Kaszmirczycy

Samo Gulmarg, do którego przyjeżdża wielu turystów z Indii, Malezji i Zjednoczonych Emiratów Arabskich by ... zobaczyć pierwszy raz w życiu śnieg, nie jest specjalnie ciekawe. Właściwie wioska nastawiona jest na turystów i tylko oni wraz z obsługującymi hotele mogą w niej pozostawać po zmroku. Podwójne bramy wjazdowe są zamykane na noc. Wystarczy jednak zjechać kilkanaście kilometrów niżej do Tangmarg by posmakować życia Kaszmirczyków. Targi, na których można kupić owoce, naprawić buty u siedzącego na małym dywanie szewca czy wybrać kurę z klatki, która za chwilę zostanie dla nas zabita na rosół to dzień powszedni każdego miasteczka. Wszędzie wzbudzamy bardzo duże zainteresowanie. Tutejsi mieszkańcy są niesamowicie uśmiechnięci, weseli i przyjaźni. Są zupełnym zaprzeczeniem Arabów północnej Afryki czy Hindusów, którzy najchętniej by Cię sprzedali na targu. Często proszą by ich sfotografować i gdy oglądają siebie na wyświetlaczu aparatu cieszą się jak dzieci. Przynajmniej nie musimy łapać kadrów z ukrycia. W Baramuli nie mamy nawet sekundy spokoju. Chcieliśmy się wmieszać w tłum, ale wiemy już, że to niemożliwe. Wokół nas zawsze stoi kilkanaście osób. Jak ruszamy, cały pochód rusza za nami. Wyglądamy jakbyśmy prowadzili procesję. Do tego przyłączają się do nas małe dzieci więc jest bardzo wesoło. Sieja zostaje pierwszym reprezentantem Polski w krykiecie, dzielnie walcząc o nasze dobre imię w pojedynku z podwórkowymi wyjadaczami. Gra na klepisku między starymi drewnianymi domami i wieloma postronnymi obserwatorami przynosi wszystkim wiele śmiechu. Udaje nam się nawet wejść do meczetu, co świadczy jak bardzo są tutaj otwarci ludzie na innych. Mimo biedy w wioskach po drodze, na którą ciężko patrzeć, wszędzie nas wita rząd białych zębów i uśmiechów od ucha do ucha. 

W małej wiosce wracając z Baramuli nagle okrąża mnie kilkudziesięciu mężczyzn i chłopców. Wszyscy na szczęście bardzo przyjaźni, ale propagandowe hasła o szaleńczych muzułmanach rozsiewane w Europie gdzieś zawsze zostają w świadomości więc nerwowo poszukuję reszty ekipy. Kasia zauważa mnie wychodząc z piekarni i śmieje się ze mnie oraz z mojej słabej liczebnie pozycji. Nikt z nich nie mówi po angielsku poza hello sir. Szukają kontaktu, są bardzo ciekawi i widać, że chcieliby porozmawiać, ale wystarcza im stanie przy nas i patrzenie się. W ten sposób na szczęście też można wiele rzeczy przekazać i komunikować się. Język ludzi szczęśliwych to uśmiech na twarzy i życzliwość, które działają jak esperanto. Robimy sobie wspólne zdjęcie i ruszamy dalej.

Atrakcje

W naszym hoteliku przerwy w dostawie elektryczności zdarzają się kilka razy dziennie, z wodą też jest problem, a myjemy się w wiadrze. Dopiero gdy dach nie wytrzymuje topniejącego śniegu i nas zalewa musimy zmienić pokój i mamy do dyspozycji wannę. Na takie luksusy często boso biegające dzieci z pobliskich wiosek nie mogą sobie pozwolić. Niestety teraz nie mamy do dyspozycji bukhari - stojącego na środku pokoju tradycyjnego pieca kaszmirskiego. Jedna z przerw w dostawie prądu dotyka nas wjeżdżających kolejką. Jest to ostatni wjazd tego dnia i kolejka będzie za chwilę zamknięta. W momencie gdy zatrzymujemy się na kilkanaście minut w wagoniku wisząc wysoko nad ziemią zastanawiamy się czy przypadkiem nie zamknęli wyciągu zanim wjechaliśmy na górę. Z ich naturalnym luzem są do wszystkiego zdolni wiec szybko przystosowując się do zaistniałych okoliczności ustalamy z Naporkiem, że za 1000 pln skoczy z wagonu te 8-10 m w dół. Na szczęście ruszamy i takie manewry nie będą potrzebne.

Freeride

W końcu zasmakowaliśmy górskiej przygody. Po nocnych opadach świeżego puchu, Afarwat czekał na nas ośnieżony na nowo. Co najmniej 30 cm nowego śniegu zasypało stare ślady. Umożliwiło to nam eksploracje i zostawienie esów na czystej i niczym niezmąconej tafli puchu w żlebach, na żebrach i gigantycznych polach śnieżnych. Warunki zrobiły się trudne. Wejście na szczyt oznaczało torowanie drogi w głębokim śniegu. Na prowadzeniu Naporek wpadał po uda, gramoląc się z powrotem na bardziej stabilne podłoże i śnieg tylko do łydek. Chmury to zasłaniały nas, to odsłaniały widok na pakistańską część Himalajów. W dole kolejna partia gęstych obłoków sunęła doliną. Po osiągnięciu szczytu trawersujemy na drugą stronę góry skąd zaczniemy niezmącony wielokilometrowy surfing. Cały czas pod nogami przelatują nam tumany pędzącego śniegu z jednej strony Afarwat na drugą. Jest bardzo zimno. Robienie zdjęć staje się uciążliwe. Szybko traci się czucie w palcach, które potem ciężko rozgrzać. Jesteśmy podekscytowani, wiedząc że po takim wejściu zjazd będzie smakował podwójnie. Jest lawiniasto, dlatego starannie wybieramy miejsce zjazdu. Żleb jest przepiękny, szeroki na kilkadziesiąt metrów, a momentami grubo ponad 100. Od czasu do czasu pojawiają się lekkie uskoki nadające jeszcze większej, a niemałej już prędkości. Cały czas mamy się na widoku. Po kolei rzucamy się wygłodniałe w puch. Nikt przed nami oczywiście tędy nie jechał. Jest tylko nasz. Zjazd jest niesamowity. Bardziej się płynie niż jedzie. Dookoła powstają kilkumetrowe firany, przysłaniające wejście w kolejny skręt. Puch jest lekki, a jazda w nim to czysta przyjemność. Serce łomocze po kilku minutach jazdy z emocji i pokonywanej szybko różnicy wysokości. Wjeżdżamy w piękny lasek, z drzewami o biało-szarej korze. To paper tree, rdzawe gałązki wyglądają ślicznie w tej masie śniegu i przestrzeni. Drzewa są porozrzucane w dużej odległości między sobą pięknie komponując się z górą. Wyjeżdżamy w nowym miejscu. Przed nami gęsty las, przez który trzeba mocno lawirować żeby odnaleźć drogę. Padamy zmęczeni w Gulmarg, a jutro wyrypa wyjazdu na SHARK FIN’a!

Koniec

Za nami ostatni dzień jazdy. Zaczęło się od porywistego wiatru, ale za chwilę przywitało nas piękne Słońce. Ostatni zjazd to wisienka na torcie, tak na piękne zakończenie świetnego wyjazdu. Niestety już więcej nie będzie, a góra ma taki potencjał... Jeździliśmy dzisiaj bez Sieji, który po złamaniu żeber dochodził do siebie w łóżku. Była to cena jaką zapłacił za nasz udany zjazd z Shark fin’a. Cel naszego wyjazdu został zrealizowany. Stroma ściana nam się nie oparła. Wyrypa dała nam nieźle w kość. Najpierw wejście na Afarwat, potem na Shark Fin’a w świeżym śniegu, zjazd i kolejne podejście na Afarwat tym razem od strony pakistańskiej. Oczywiście tu również przez świeży puch zapadamy się głęboko przy każdym kroku. Do tego Sieja jest coraz słabszy, a ból żeber zaczyna mu bardzo przeszkadzać. W sumie przechodzimy kilka kilometrów o deniwelacji terenu ponad 1000 metrów. Tym bardziej czujemy smak tego co zrobiliśmy. Zjazd nie okazał się aż tak trudny na jaki początkowo wyglądał choć lufa pod nogami była zdecydowanie z tych bardzo dużych i stromych. Teraz możemy spokojnie wrócić do domu. Po drodze do Delhi zatrzymujemy się jeszcze w Srinagarze na jedną noc, którą spędzamy na Dal Lake. To piękne jezioro otoczone Himalajami, na którym wybudowano tysiące łodzi-pływających domów. W ten sposób poradzili sobie mieszkańcy z zakazem budowania domów... po prostu przenieśli się na jezioro. Stąd pływają swoimi sikarami – małymi łódeczkami, a dla turystów wodnymi taksówkami, dzieci do szkół, a dorośli do pracy i do miasta. Po zakupy nie muszą się fatygować bo są i pływające sklepy, targi warzywne, kantory wymiany walut i wszystko inne co kaszmirskie i co można sprzedać. Nasza łódź jest olbrzymia. Ma 4 sypialnie, każda z łazienką, salon i jadalnię. W środku jest prześlicznie i noc spędzona na niej to totalny relax! Żałujemy, że nie możemy dłużej tu zostać. Do późna w nocy dyskutujemy z Abdulem, opiekunem łodzi, popijąc polski spirytus. Abdul radzi sobie z nim dziarsko, ale kierowca wodnego banku, z którym wcześniej wymieniłem pieniądze już tak twardy nie był... baliśmy się, że nie dopłynie do domu swoją łódeczką :) Kończąc dyskusje o wolności dla Kaszmirczyków, kobietach w Islamie i o ciężkim życiu Abdula, który musiał zrezygnować ze szkoły by zarobić na rodzinę po śmierci ojca, idziemy spać nad ranem... Tutaj się skończył nasz pobyt w Himalajach, potem jeszcze kilka dni w przeludnionym, brudnym i upalnym Delhi i jesteśmy w Polsce. Na szczęście jeszcze tu wrócimy... Inshallah 

[zdjęcia z wyprawy]

W wyprawie udział wzięli:
 



snowboardzistka o doświadczeniu tatrzańskim i alpejskim, na wyjeździe odpowiedzialna również za kamerę i co ważne dobry duch wyjazdu


snowboardzista i wspinacz, zjazdy poza trasowe w Tatrach i Alpach, szkolenie dzieci, odpowiedzialny za ujęcia fotograficzne www.tripy.cba.pl; my.opera.com; plfoto.com


zapalony snowboardzista szukający największych wyzwań, w dorobku posiada szereg zjazdów w Tatrach, Alpach i na Kaukazie.


medalista mistrzostw Polski w 2005 i 2006 r. we wspinaczce, doœwiadczony narciarz – szkolenie dzieci, zjazdy poza trasowe w polskich Tatrach i Alpach.

 




  • Opublikuj na:
Informuj mnie o nowych, ciekawych artykułach zapisz mnie!
Przeczytałeś tekst? Oceń go dla innych!
 0 / 5 (0)użyteczność tego tekstu, czyli czy był pomocny
 0 / 5 (0)styl napisania, czyli czy fajnie się czytało
Łączna liczba odsłon: 7317 od 2.05.2008

Komentarze

Dodaj swój komentarz - bo każdy ma przecież coś do powiedzenia...

Nie jesteś zalogowany. Aby uprościć dodawanie komentarzy oraz aby zdobywać punkty - zaloguj się

Imię i nazwisko *
E-mail *
Treść komentarza *
Przepisz kod z obrazka *
Newsletter Informujcie mnie o nowych, ciekawych
materiałach publikowanych w portalu



transAzja.pl to serwis internetowy promujący indywidualne podróże po Azji. Przez wirtualny przewodnik po miastach opisuje transport, zwiedzanie, noclegi, jedzenie w wielu lokalizacjach w Azji. Dzięki temu zwiedzanie Chin, Indii, Nepalu, Tajlandii stało się prostsze. Poza tym, transAzja.pl prezentuje dane klimatyczne sponad 3000 miast, opisuje zalecane szczepienia ochronne i tropikalne zagrożenia chorobowe, prezentuje też informacje konsularne oraz kursy walut krajów Azji. Pośród usług dostępnych w serwisie są pośrednictwo wizowe oraz tanie bilety lotnicze. Dodatkowo dzięki rozbudowanemu kalendarium znaleźć można wszystkie święta religijnie i święta państwowe w krajach Azji. Serwis oferuje także możliwość pisania travelBloga oraz publikację zdjęć z podróży.

© 2004 - 2012 transAzja.pl, wszelkie prawa zastrzeżone

Nasi partnerzy