Afganistan i Afgańczycy - Reportaż z podróży
Wersja PDF
Afganistan i Afgańczycy - Reportaż z podróży
Maj 2004
Afganistan - od kiedy pamiętam zawsze chciałem zobaczyć to miejsce. Już w dzieciństwie coś w tym kraju mnie fascynowało. Od dzieciństwa czułem pociąg do tego miejsca. Głód wiedzy o tym kraju pozostał ... Pozostało także oczarowanie.
Dla człowieka, który odnajduje piękno w wielkich przestrzeniach - stepach, górach czy jeziorach, afganistan to wymarzone miejsce. Na mapie świata to kraj wyjątkowy, to deser, łakomy kąsek, który osobiście posmakowałem, do którego często wracałem wspomnieniami, i nadal wracam…
Z racji położenia, to jedno z najciekawszych etnicznie miejsc na ziemi. To tu krzyżują się wędrówki wszystkich ludów azji centralnej, które dziś znalazły odbicie w bogatej mozaice etnicznej. Z drugiej strony Afganistan ma ugruntowaną opinię kraju zbójeckiego, ziemi Talibów, ciągłych walk, niepokojów. Tę wybiórczą opinię zaszczepiły i gruntowały media - głos ich pracowników, często ludzi którzy jedynie powielają zasłyszane opinie tworząc domino fałszu, częściowej zgodności z rzeczywistością. Przeważnie w każdej półprawdzie jest właśnie - pół prawdy, ale nie będę jednak rozpisywal się o ciemnej stronie tego kraju czy też jego mieszkańcach, gdyż będąc tam trudno było ją odnaleźć, pozostanę zatem przy swojej własnej - jakże odmiennej opinii. Można by powiedzieć, że jeśli w Afganistanie przez ostatnie lata sytuacja była nieciekawa, to nie dlatego iż ludzie tam są paskudni. Można też śmiało dodać, iż Afganistan nie jest odbiciem jego mieszkańców, jest odbiciem polityki i interesów świata. Stare perskie przysłowie mówi: „Jeśli nie podoba Ci się twoje odbicie w lustrze, nie rozbijaj lustra, rozbij sobie twarz” (dobre powiedzenie).
Afganistan widziałem w 2004 roku nie oczami wygodnego Europejczyka, który śpi w drogich hotelach, podróżującego w wygodnych samochodach z klimatyzacją, mającego - co jest standardem - wielkie i na wyrost poczucie dumy bycia białym Europejczykiem. Na szczęście lub nieszczęście kraj ten nie posiada takich atrakcji i dane mi było odbyć podróż przeważnie na bagażniku ciężarówki, w upchanym busie, na ośle, przemierzyć pieszo - po prostu tak było, nie było innej możliwości.
Do zebrania w jedną całość wspomnień z Afganistanu zbierałem się od dwóch lat, od momentu kiedy wróciłem z miesięcznej podróży po tym kraju. Tak się zbierałem, aż w końcu zagubiłem praktyczne informacje odnośnie podróży. Zapewne mogę tym rozczarować, ale od razu uspokoję – ta wyjątkowość kraju kryje się w nieprzewidywalności i zmienności, tak więc czasy i godziny połączeń między miastami, czas ich trwania, nazwy hoteli to wielka loteria w zależności od pogody, humoru, sytuacji lokalnej. Ceny być może uległy zmianie, a nazw hoteli pewnie dalej nie ma, gdyż w całym Afganistanie (poza dużymi miastami) sypia się w Czajhanach tj. lokalnych herbaciarniach, u ludzi w domu lub tez po prostu pod otwartym niebem.
W Afganistanie są trzy warianty podróży – północna, centralna i południowa. Wybrałem dwie pierwsze. Trasa wyglądała Meshed (Iran) - Herat - Mejmana - Szebergam - Mazar-e-Szarif - Salang - Czirakar - Kabul - Bamyan - BandAMir - Czagczaran - Herat.
Podróż rozpoczęła się w irańskim Meszhed, gdzie każdego dnia odjeżdżał autobus do Heratu. W autobusie byłem jedynym europejczykiem, jedynym nie-muzułmaninem, a to znaczy że jedynym nie oddającym pokłonów do Allaha na każdym postoju. Fakt, iż jestem spoza obrębu islamu nikomu nie przeszkadzał, żadnych aluzji, jedynie sąsiad nie rozumiał czemu nie mam brody i był pełen podziwu, iż jadę do jakiegoś Czakczaran w centralnym Afganistanie. Im bliżej do granicy, tym częstsze kontrole, pytania, niedowierzania, spisywania dokumentów, tym więcej ciężarówek wypchanych taczkami, antenami, karnistrami, kozami, skórami czyli wszystkim co da się załadować na ciężarówkę. W tych stronach, podobnie jak w całej Afryce wszystko ma swoją wartość - wartość utylitarną.
Na granicy przeżywam lekkie rozczarowanie, jeden z pasażerów - Afgańczyk z którym często przypalałem papierosy nie został wpuszczony do własnego kraju. To mieszkaniec centralnej części kraju – Hazar. Jeden z wielu, któremu wraz z rodziną udało się uciec do Iranu kiedy Talibowie siali spustoszenie w Afganistanie. Wszyscy oni chcą wrócić teraz na swą ziemię, być może do domów w okolice Panjab. Niestety, nie mogą wjechać do własnego kraju. Nie mają odpowiednich papierów. Żegnamy się. Ogarnia mnie smutek z powodu rozstania; obawiam sie ze dla całej tej rodziny to codzienność, to kolejna porażka jaka ich spotkała. Trudno w takich sytuacjach patrzeć na świat optymistycznie, tak jak trudno być mniejszością etniczną, religijną w kraju o niestabilnej sytuacji politycznej. Hazarowie w Afganistanie są tego najlepszym przykładem. Afganistan to górzyste centrum Azji. Jak zawsze na świecie, kiedy spotykają się szlaki tranzytowe, gdzie są góry, pustynie jest i bogactwo grup etnicznych, różnych ludów, lineaży. W Afganistanie najliczniejsi to: Pasztuni 42%, Tadżykowie 27%, Hazarzy 9%, Uzbecy 9%, Aimakowie 4%, Turkmeni 3%.
Pasztuni to dominująca grupa etniczna na południu kraju. Uważają się za semitów wywodzących się od Qaisa towarzysza Mahometa. Dzielą się na dwie grupy etniczne Durrani (zamieszkują południe Afganistanu w tym Kandahar oraz Gilzaj zamieszkujący wschód kraju na południe od rzeki Kabul, miedzy łańcuchem Safed Koh i masywem gór sulejmańskich od wschodu). Upraszczając, można powiedzieć iż są najbardziej konserwatywną częścią społeczeństwa afgańskiego. Większość przywódców Talibów - ruchu społeczno-religijnego przełomu XX i XXI wieku było Pasztunami.
Tadżycy stanowiący 1 afgańczyków. Zamieszkują oni prócz Afganistanu też inne republiki środkowoazjatyckie - w tym oczywiście Tadżykistan. 200 tyś tadżyków żyje w chińskiej prowincji Xinjiang. Są oni jedyną w Azji centralnej grupą etniczną pochodzenia nie tureckiego, wywodzą się od plemion irańskich – bliżej im do Persów niż Pasztunów, Uzbeków czy Kazachów.
Gdy za Stalina kreślono granice pięciu republik radzieckich, Tadżykom kosztem Uzbeków odebrano dwa największe ośrodki kultury i sztuki Azji centralnej: Buchare i Samarkande, co spowodowało napięcia między dwoma republikami, które trwają po dziś dzień. Tadżycy to muzułmanie, głównie sunnici. Lecz są i szyici - ci mieszkają głównie w Wahanie oraz górach Pamiru. Najliczniejsi z nich to szyiccy ismailici - szyicka sekta zwolenników Agi Chana, obecni kolo Fajzalabadu w Badakszanie. Z racji stalinowskiej polityki - wrogimi sąsiadami Tadżyków są Uzbecy wywodzący się od Mongołów Czyngis-Chana, dokładniej od klanu Sajbani.
Uzbecy to najliczniejszy, najbardziej wpływowy lud w Azji centralnej - regionu stanowiącego najbardziej newralgiczne polityczne centrum Azji Środkowej. Mają oni w regionie opinie słynących ze złego charakteru, zręczności, zuchwałości i odwagi, oraz ludzi chełpiących się swoją bandycką sławą - tak pisał w XVI wieku Mahmud Wali. Afgańskim sercem uzbeków jest Mazar-e-Szarif.
Nie sposób nie wspomnieć o Turkmenach, którzy zamieszkują na północ od Heratu. Przybyli oni do Afganistanu w XIX wieku po klęsce buntu przeciw bolszewikom. Dwa główne plemiona Turkmenów to Esari i Tekke. Sława Turkmenów kryje się w oporze jaki zawsze stawiali Persom, Turkom czy Rosjanom. Turkmenistan, pustynny kraj Azji centralnej, jego Prezydent Saparmurad Nijazow zwany Turkmenbasza ma opinie politycznej chorągwi – podczas wojny przeciwko Talibom przez dłuższy czas, jako jedyny z przywódców Azji środkowej zachował neutralność a nawet zaczął sprzyjać Talibom.
Hazadżarat umownie biegnący od Bamyanu po Czakczaran to hazarskie ziemie. Tu dominuje szyicki islam. Patrząc na historyczne relacje są oni tymi nieszczęśnikami, którym zawsze obrywało się od Pasztunów. Hazarowie mają mongolskie rysy, są potomkami małżeństw miedzy mongolskimi wojownikami Czyngis Chana a miejscowymi kobietami pochodzenia tadżyckiego i tureckiego. Hazarowie, których populacje szacuje się na 4 miliony są najliczniejszą grupą szyicką w Afganistanie. Jako szyici zawsze mieli na pieńku – w sumie z każdym - poza Persami, największą wrogość do nich czuli (czują) Pasztuni. Talibowie uznali ich za hipokrytów znajdujących się poza obrębem prawdziwego islamu.
Również nie sposób zapomnieć o Nuristańczykach, tych najbardziej niedostępnych i zagadkowych z Afgańczyków. Mieszkają oni w północno-wschodniej części kraju – mają jasną karnację, jasne włosy, błękitne oczy, to potomkowie Europejczyków, którzy przed wiekami podobijali Azję. Nuristańczycy żyją w tak niedostępnych górach i odległych wioskach, iż dopiero w XIX wieku przyjęli islam.
Oprócz wszystkich wspomnianych grup etnicznych są: Balochowie, Pamirczycy, Nuristańczycy, Beludzowie, Badakszańczycy, Tajmani, Zohri, Wardaki, Murzajowie oraz afgańscy cyganie - Kuczi. Często wszyscy są wymieszani tak, iż nie sposób odgadnąć czy skośnooki to Hazar a nie Pasztun. Jedno jest pewne: że na pewno to muzułmanin.
Pierwszym punktem miejskim w którym się zatrzymałem był Herat.
Herat
Do miasta przyjechałem późną nocą, wyglądało tak jakbym przeniósł się w baśń, której akcja ma miejsce w XIX wieku. Do lokalnego pensjonatu (czajchany) dojechałem motorem, z braku zajęcia i perspektyw na jego znalezienie od razu usnąłem.
Obudzony, a właściwie ogłuszony porannym wzywaniem muezzina do modlitwy wstałem o 6 rano, było okropnie zimno. Zauważony, jako gość zostałem zaproszony do pobliskiej czajhany na herbatę. Dla Afgańczyka oprócz przestrzegania filarów wiary jest coś równie ważnego, jest to obowiązek wypicia herbaty. Pamiętam - w dniu podróży do Kabulu, kierowca odmówił jazdy kiedy nie dostał herbaty - powiedział że bez czaja nie jedzie, i koniec.
Herat to kolebka afgańskiej historii i cywilizacji. Miasto leży w oazie, założono je 5000 lat temu. Główny meczet miasta powstał juz w VII wieku. W średniowieczu miasto było ośrodkiem kościoła nestoriańskiego, ważnym centrum sufizmu oraz mistycznych odmian islamu.
Jak każde miasto Afganistanu tak i Herat był wielokrotnie burzony, ponoć największa klęska spotkała miasto w 1979, kiedy to sowieci zniszczyli miasto bardziej niż Mongołowie. Docierając do Heratu z Iranu pierwsze wrażenie, to podróż w czasie, cofnięcie w przeszłość, nawet nie tą sprzed 20 lat, ale znacznie dalszą. Chodzi tu nie o pejoratywne zacofanie, a o zetknięcie z obrazem jaki znamy ze starych zdjęć, książek, kina niemego. Wszystko jest inne - taksówki to powozo-karety konne, ludzie w większości używają tradycyjnego ubioru, nie ma mężczyzny, który nie miałby brody, każdy nosi klapki.
W centrum miasta jest targ, tuż obok boisko, gdzie dostrzegłem coś, co jest znane wszędzie na świecie – kopiących piłkę dzieciaków, a właściwie nie piłkę ale gumową kulę, jajko. Piłka nożna to chyba najbardziej znana rozrywka na świecie, podobnie jak kulinarnie wszędzie obecne jest kurze jajko – no ale to długa i już zupełnie inna historia.
W Heracie można spotkać najstarsze chyba na świecie aparaty fotograficzne - czerwone pudła do których robiąc zdjęcia fotograf zagląda pod szmatę. Ale to nic .. w Heracie widziałem też coś, na co ktoś nietuzinkowy nie da rady wpaść - rondo - objazd krzyżujących się dróg, w którym centralnym punktem, środkiem była przywiązana koza. Główną atrakcją miasta jest ogromny fort, olbrzymie zamczysko koloru piasku, otoczone targiem, sukiem. Sprzedawane są tu głównie warzywa, można śmiało napisać, że te same co w Polsce - ziemniaki, cebula, ogórki, pomidory. Handel żywnością jest zarezerwowany dla mężczyzn. Z drugiej strony fortu kwitnie handel stanikami, gaciami, ręcznikami, butami - tutaj królują już kobiety.
Doprawdy trudna sprawa dogadać się z taką kobietą, gdyż jak większość tak i te sprzedawczynie są kompletnie niewidoczne, są w burkach, a dwa trudno porozumieć się na zasadzie wzrokowej, jako że sytuacja kulturowo - praktyczna tą możliwość wyklucza. Afgańska burka jest koloru niebieskiego, ma kształt dzwonu, jej celem jest ukrycie wdzięków kobiety, mimo to jako "rekompensatę" i "w nagrodę" dostaje możliwość oglądania świata przez kratkę na oczach. Burki to bardzo niepraktyczna sprawa - pomijam i nie wchodzę w sprawy tradycji, kultury i religii - ale burka poza tym iż jest czymś gorącym w lecie, deformuje wzrok (kratki na oczy), niszczy skórę (mała oddychalność), jest uciążliwa w poruszaniu (można się o nią łatwo potknąć). Jedno jest pewne: to bardzo modny strój w Afganistanie i wiele pokoleń zejdzie z tego świata, a burka będzie wciąż na topie no i rzecz jasna - na Afgance.
Od serca Heratu - Fortu z targiem odchodzą boczne uliczki, tutaj można natknąć się na handlarzy garnkami, pistoletami, granatami, ptakami, śrubkami oraz płytami z filmami i muzyką. Herat jako serce średniowiecznego islamu w całym regionie szczycił się liberalną tradycją muzułmańską - był centrum sztuki, rzemiosła, malarstwa miniaturowego, tańca, tkalni dywanów, muzyki, filmu. Za Talibów wszystkie te szlachetne rozrywki, oraz każdy przejaw sztuki został zabroniony, tłumaczono to: "Oczywiście rozumiemy że ludzie potrzebują jakiejś rozrywki, ale mogą przecież chodzić do parku, oglądać kwiaty i w ten sposób uczyć się islamu".
Nie wolno było wieszać obrazów, fotografii, portretów, pamiątek. Zakazów było wiele, o większości mówi dekret Talibów z 1996 roku, wiele z nich jest groteskowych, zabawnych ale to śmiech przez łzy, oto kilka z nich:
- W sprawie zakazu fryzur brytyjskich i amerykańskich. Ludzie z długimi włosami będą aresztowani i doprowadzeni do siedziby policji religijnej, gdzie zostaną ogoleni. Przestępca musi zapłacić fryzjerowi za usługę.
- W sprawie zakazu trzymania gołębi i zabawy z ptakami. Ten zwyczaj (rozrywka) ma ustać w ciągu 10 dni. Po 10 dniach będzie to sprawdzone, a gołębie i inne ptaki do zabawy będą zabite.
- W sprawie zakazu puszczania latawców. Sklepy w mieście sprzedające latawce będą zlikwidowane.
- W sprawie zakazu grania na bębnie. Ogłosi się taki zakaz. Jeśli ktoś to zrobi, pobożna starszyzna podejmie decyzje.
Były też i nakazy czyli co i jak:
Jeden z nich dotyczył imprez sportowych i skierowany był do publiczności "wszyscy widzowie podczas dopingowania sportowców, proszeni są o śpiewanie Allah-u Akbar i powstrzymanie się od klaskania. W przypadku, gdy zawody zbiegają się z porą modlitwy, powinny zostać przerwane a zawodnicy i widzowie mają modlić się wspólnie" - głosił dekret. Na całe szczęście czasy tak surowych talibskich zakazów wzorowane nie na religii czy też kodeksie plemiennym (pasztuni) a na własnym widzimisie minęły i można powiedzieć, iż Afganistan oraz Herat nabrały nowego życia. Na ulicach można spotkać ówczesnych przestępców z brytyjskimi i amerykańskimi fryzurami, handlarzy gołębi, latawce, niestety bębniarza nie udało mi się zlokalizować. Na ulicach pojawiły się chodzące kantory wymiany walut - to handlarze, którzy skupią każdą walutę, ich kufry są pełne lokalnych afgani, tadżyckich somoni, uzbeckich somów, pakistańskich rupi, irańskich rialów czy turkmeńskich manatów.
W Heracie komunikacja miejska to karety powożone przez konie. Jazda taką karetą dla mnie była wielką atrakcją. O dziwo nie tylko dla mnie - nie wiem, czy nie większą oraz, jak mówił nobilitacją, była ta wycieczka dla młodego woźnicy - Mahmuda.
Zaserwował on swą karetą wycieczkę Herat by Night. Taki powóz jest standardowo dla 4 pasażerów - jeden obok kierowcy, dwie osoby w tylnej części karety. Standardowo tył jest przeznaczony dla kobiet, standardowo też - kiedy nie ma miejsca, a kobieta jest młodsza od mężczyzny powinna ustąpić miejsce. Jeśli jest to starsza kobieta, tradycja afgańska wyraźnie szanuje wiekowych ludzi i nie ma tu mowy o dyskryminacji płci.
W Heracie poznałem Hassana, który jak sie okazało zauważył mnie od razu mnie gdy zawitałem do Heratu. Ponoć następnego dnia obserwował mnie cały czas - trochę to brzmi jak w serial, ale intencje jego były czysto naukowe - chciał zaspokoić ciekawość świata i zaobserwować jak biały zachowuje się w takim mieście jak Herat.
Hassan nie mógł się nadziwić, iż robiłem z siebie często kompletnego idiotę żeby pstryknąć kilka zdjęć - portretów, najzabawniejsze było to, iż jak już dochodziłem do kompromisu w sprawie zdjęcia, potencjalny obiekt stawał na baczność - na armatę i wytrzeszczał maksymalnie nienaturalnie oczy i w ogóle całą gębę – mistrzostwo świata takie portrety! Poszliśmy razem na herbatę (w Afganistanie nie pija się kawy !), okazało się, iż brat Hassana jest ważną postacią w całym tym rejonie kraju.
Hassan zaproponował odwiedzić brata w biurze, które mieściło się w jedynym budynku, który wyglądał jak wybudowany parę dni temu, po drugiej stronie miasta. Rzeczywiście brat Hassana – Omar robił wrażenie. Z moim zarostem czułem się jak morski lew przy liniejącym psie. Omar miał, jak na człowieka okropnie duży łeb, był (pewnie dalej jest) cały pokryty włosami aż po brwi, i dodatkowo żeby było śmieszniej, jego broda sięgała klatki piersiowej. Współczułem mu...
Omar mimo postury i swego wyjątkowo groźnego wyglądu okazał się być bardzo wrażliwym człowiekiem. Po chwili krzątaniny wynikającej z niezapowiedzianej wizyty gościa i braku wolnego krzesła, wszystko wróciło do normy. Po uścisku dłoni i zapytaniach skąd pochodzę, dokąd zmierzam, czy wierze w Boga, Omar przeszedł do sedna sprawy. Ku mojemu zdziwieniu wątek który rozpoczął nasz dialog brzmiał: Czy w Polsce są ptaki? To był jedyny temat poruszony podczas naszej blisko godzinnej rozmowy.
Dziwna sprawa taki dialog, skąd to pytanie, które rozwinie słowotok kolejnych, na pewno nie była to nudna rozmowa. Trudno takie spotkanie przełożyć na nasze realia jak np. Peruwiańczyk przychodzi do starosty Konina a ten zaintrygowany gościem jedyne co chce wiedzieć to jakie są nietoperze w Peru. Po wizycie w biurze udałem się do meczetu. Meczet w Heracie ma to do siebie, iż na jego dziedzińcu można siedzieć cały dzień i obserwować - zawsze coś się dzieje. Meczet jest koloru niebieskiego jest piękny. Wnętrze jest wyłożone dywanami, wielu ludzi - jak w każdym meczecie tutaj odpoczywa, śpi, czyta Koran, dyskutuje, nawiązuje dialog. Na dziedzińcu jest kilka medres i to zarówno dla dziewczynek jak i dla chłopców. Można je odwiedzić, polecam.
W Heracie niezapomniane wrażenie robi wizyta na wzgórzach miasta, większość z tych stoków pokrywają cmentarze. Tu spotkałem ojca z synem opiekunów małego meczetu, tuż obok cmentarza. Syn zajmował się pomocą w oprowadzaniu po grobach, wiedział kto i gdzie jest pochowany. Jego ojciec to niewidomy starszy człowiek, pozbawiony dolnych kończyn. To ofiara polityki, bojownik o wolność i spokój swego kraju - Afganistanu.
Zatrzymałem się na dłużej na rozmowę z nim, właściwie to rozmowa nie trwała tak długo, tak naprawdę długo trwał uścisk dłoni, wydawać by się mogło morze czasu... widziałem wtedy uśmiech na twarzy tego człowieka i chyba radość, iż w końcu na jego ziemi jest spokój i zawitali ludzie ciekawi jego kraju. Pytał mnie skąd jestem, ile mam lat, co tu robię – wszystkie pytania były bardzo wyważone, czuło się niesamowitą ciekawość. Pytania zadawane były wolno, po każdej mej odpowiedzi widziałem jedynie kiwnięcie głową....
W Afganistanie znajduje się chyba najwyższa statystyka cmentarzy w przeliczaniu na wieś – właściwie każde miasto ma ich kilka, niemalże każda wieś ma swój własny. To pamiątki po Brytyjczykach, Rosjanach, w końcu ofiary polityki świata. O samych Afgańczykach trudno jest cokolwiek złego powiedzieć - faktycznie mój kontakt z tym krajem, jego ludźmi był niczym, bo tylko 28 dni, jednakże nie spotkałem tu "złych" ludzi których zamiarem było wyrządzić takiemu jak ja jakąkolwiek krzywdę.
O Afgańczykach można też powiedzieć, iż to jedni z najbardziej wrażliwych, delikatnych ludzi, są bardzo Bogobojni, honorowi, pomocni, gościnni, kochają poezje, kwiaty, rozmowę.
Majmana
W Heracie można by spędzić jeszcze dużo czasu, obserwując życie tego wyjątkowego miasta, ale - jak to w podróży - czas gonił. Następnym miastem na trasie była odległa o dwa dni podróży Majmana. Bus z Heratu do Majmany odjeżdża z niewiadomego miejsca, właściwie niewiadomo kiedy on w ogóle odjeżdża, ponieważ ta wywrotka rusza i wraca, objeżdża miasto i znów wraca. Takich wycieczek po mieście było około 10. W końcu kiedy wszyscy pasażerowie do samochodu zostali upchani na maksa, zaczęło się.
Pomyśleć by można, iż ruszyliśmy, ale zaczęło wtedy coś innego - przegląd samochodu: sprawności kół, wymiana miski olejowej, wycieraczek, pompowanie kół, oczywiście wszyscy w międzyczasie musieli opuszczać pokład i na nowo się rozsiadać. W końcu po 3 godzinach ruszyliśmy - na Majmane, kierowcą był Ismail, pasażerów 12 w tym ja. Afgańczycy są bardzo wyraźnymi ludźmi, trudno mi nawet zdefiniować słowo, iż ktoś jest wyraźny, ale Ismail był nim z pewnością. Z wyglądu typowy europejczyk, jedyne co go zdradzało to język, Jalabija oraz perolowanie kiedy mówił. Bez perolowania Afgańczyk z Afgańczykiem się nie dogada. Ismail palił niesamowite ilości wszystkiego – papierosów, haszyszu, nikotyny, owoców w fajce wodnej, ale oczywiście - żadnego alkoholu, kawy.
Tuż za Heratem zaczynają się wielkie góry na których w maju zalega śnieg, to skaliste szczyty, które z czasem zamieniają się w pustynny, jałowy płaskowyż. Droga jest bardzo wyboista, mnóstwo na niej skał, dziur, kałuż, ale mimo wszystko da się jechać. Obrazy, które się po drodze mija to nie samochody, budynki. Mijani to głównie ludzie na osłach, brodaci afgańczycy, to pozostawione po wojnach ruiny czołgów, a także pasterze bydła, rolnicy, tragarze, wreszcie karawany afgańskich Cyganów - Kuczi. O Kuczi słyszałem dużo, ale nie myślałem że ich spotkam. To najbardziej zamknięta grupa etniczna Afganistanu - są nomadami przemierzającymi kraj na swych wielbłądach. Na drodze do Majmany widuje się wsie tymczasowo zasiedlone przez nich, zawsze jak tam przejeżdżaliśmy goniły nas ogromne, największe jakie widziałem w życiu psy. To właśnie te psy bronią Kuczi - dostęp do nich jest zamknięty. Afgańczycy traktują ich bardzo pejoratywnie, jednakże o psach wolą się nie wypowiadać - ze strachu.
Bus którym jechałem jak zawsze przy transporcie w Afganistanie, poruszał się też karawaną, to na wypadek gdyby coś się stało - zawsze w grupie raźniej. Przy pierwszym postoju wszyscy już się dowiedzieli kim jestem, skąd jestem ale nikt nie rozumiał po co ja jadę do Mazar, a potem Kabulu. W głowach ich nie mieściło się co to jest zwiedzanie, mimo to każdy był ciekaw co to takiego Polska. To bardzo ciekawe starać się wytłumaczyć co mnie tu sprowadza, ale jak znam Afgańczyków chyba pozostali przy swoim i ich nie przekonałem. W Czajchanie po herbatce, współtowarzysze wyjęli fajkę wodną, zaczęły się rozmowy i śmiechy. W Czajchanie, w której byliśmy, panował piękny zwyczaj - właściciel wręczał każdemu kwiat róży do wonnej delektacji. Oj wspaniale te róże pachniały, jeśli u nas róża to symbol miłości i tak się przyjęło, to kwiaty które rosną w Azji centralnej mogą być uznane za symbol ideału zapachu, i nie ma w tym nic z przesadnej egzaltacji. Każdy z afgańczyków delektował się wonią dłuższy czas, i jak to u afgańczykow, ostro przy tym gestykulując, sprzeczając się co ten zapach przypomina.
Moi znajomi z busa to w większości Tadżycy, ale równie dobrze można by powiedzieć iż są europejczykami, w kraju tym doprawdy trudno powiedzieć skąd kto pochodzi, jakiej jest przynależności, z jakiego pochodzi klanu, jest tu zupełnie inaczej niż w Iranie czy Pakistanie - gdzie o wiele trudniej o błąd. Ismail ciągle chciał, a właściwie prosił, abym robił mu zdjęcia - zawsze patrzył centralnie w obiektyw mrugając jednym okiem, to taki zagubiony gwiazdor z Hollywood, westchnienie kobiet z ziemi afgańskiej. Pierwszą noc spędziliśmy za Heratem około 100 km, w domu w którym większość mężczyzn paliła opium.
Opium samo w sobie poza tym, iż może szybko uzależnić ma zupełnie inne działanie niż np. używki typu marihuana - to zdanie mądrych doświadczonych w tym temacie Afgańczyków. Zauważyłem, iż mieszkańcy tutaj bardzo lubią wydawać zakazy, ale jeszcze bardziej lubią je w zamknięciu łamać, ot taka zabawa, chyba sposób na życie. Mimo surowych kar za palenie opium wszyscy z mojego busa zasiedli do palenia. Opium wytwarza się z makówek, które cztery miesiące po zasianiu są przekłuwane. Wtedy wydobywa się z nich mlecznobiały, lepki płyn. Dzień później opium nabiera koloru brązowego i jest gumą, którą zeskrobuje się tacką. Te czynności wykonuje się kilka razy, aż mak przestanie wydzielać sok. Kiedy opium jest zebrane, zostaje zgniecione i trzymane w wilgoci. Ponoć najlepsze opium jest z wilgotnych pól, gdzie po wysuszeniu ma ciemnobrązowy kolor i jest bardzo lepki. Z takich upraw do dziś utrzymuje się wielu lokalnych wieśniaków - na pewno ten który nas przyjął z tego żył. Z opium robi się też heroinę, która jest przemycana do republik Azji centralnej, Rosji, Europy zachodniej.
Obecnie opium jest przetwarzane na heroinę głównie w Pakistanie, do takiego procesu niezbędny jest bezwodnik octowy, związek chemiczny przemycany głównie z republik po radzieckich. Do Majmany dojechaliśmy po dwóch dniach, Ismail zaprosił mnie do swojego domu. Zorientowałem się, iż Ismail należy do pokolenia tzw. mudżahedinów, walczących o wyzwolenie swych ziem spod prób panowania obcych. Na podwórku stała armata, oraz ulubiona furgonetka afgańczykow Datsun. Jak większość mieszkańców posiadał on oczywiście karabin, zapewne miał tez wiele granatów. Po wejściu do domu Ismail jako ojciec 6 dzieci kazał im ładnie ubrać się do zdjęć, poprosił również mamę o pozowanie do zdjęć, żony nie było, a ojca stracił na jednej z wojen. Dzieci ubrały się w stroje jak do komunii świętej, wszystkie po raz pierwszy widziały coś takiego jak aparat. Zjawiły się również inne dzieciaki z sąsiednich domów, wielu z nich w łachmanach biegały tam i z powrotem, wymachując rękami i krzycząc z podniecenia na samą myśl o tym, że zaraz zrobię im zdjęcie. Po tym festiwalu fleszy poszliśmy do miejskiej łaźni – takiej najprawdziwszej jaka się uchowała od XIX wieku. Wnętrze było zapyziałe, lecz freski na ścianach potwierdzały doniosłość tego miejsca. Przed wejściem do łaźni płaci się grosze, oczywiście ja jako gość Ismaila i ktoś z daleka nie musiałem nic płacić.
W okolicach Majmany można też iść na buzkasi, sport polegający na walce dwóch drużyn o ciało martwej owcy. Gorąco polecam.
Mazar-e-Szarif
Z Majmany do Mazar-e-Szarif podróż trwa 8 godzin. Mazar to uzbeckie miasto położne na stepie, który rozpoczyna się na północ od Hindukuszu, to jedno z najruchliwszych postojów na starożytnym Jedwabnym Szlaku, obecnie centrum przemytu między Pakistanem oraz Iranem a Azją centralną. Głównym dowodzącym Uzbeków od dawna w tym rejonie jest Dostum, który dorobił się kroci na tranzycie i na lokalnych wojnach. Obecnie jest właścicielem m.in linii lotniczej Balch.
W Mazar-e-Szarif znajduje się jeden z najbardziej urokliwych meczetów świata. Jest podobny do tego, który widziałem w Heracie koloru niebieskiego, urokowi dodaje mu okolica oraz przede wszystkim białe gołębie. Meczet najlepiej oglądać kiedy wstaje lub zachodzi słońce, promienie słońca podkreślają ferie kolorów. Gołębie, których są tutaj setki, wychodzą niesamowicie na fotografii. Przed wejściem do meczetu, jak wszędzie należy zdjąć obuwie i dać co łaska. W patio meczetu krążą zarówno mężczyźni jak i kobiety, te ostatnie komponują się pięknie na tle niebieskich murów. W Mazar są setki punktów z wyśmienitymi sokami z lokalnych owoców.
Kabul
Z Mazar do Kabulu jedzie się drogą przez tunel Salang, podróż trwa około 8 godzin. Co ważne, jest tu asfalt. Salang to ciąg około dwunastu tuneli, przy jednym najdłuższym wisi portret bohatera narodowego (a jeśli nie narodowego to na pewno Tadżykow) Szaha Ahmeda Massuda. Salang - to juz tereny Tadżykow - równie ciekawych jak każda grupa etniczna Afganistanu. Warto odnotować, iż tadżykom bliżej do persów niż do uzbeków czy Kazachów, a język ich jest zbliżony do perskiego farsi. Szah Ahmed Massud to były przywódca Zjednoczonego Frontu, został wysadzony w powietrze przez dwóch marokańczyków z belgijskimi paszportami, którzy chcieli z nim przeprowadzić wywiad. Miało to miejsce 2 dni przed atakami na WTC w Nowym Jorku. Massud to jeden z najbardziej charyzmatycznych przywódców, urodzony w dolinie Pandżisziru, zwany był mistrzem wojny partyzanckiej. Mimo ogromnej charyzmy nie za wiele mógł zrobić dla całości kraju, gdyż był tadżykiem, którzy nigdy nie rządzili w Kabulu. Pokój jego duszy.
Im bliżej do Kabulu, tym krajobraz jest bardziej górzysty, pojawia się wiele przepaści w których widać wywrócone ciężarówki, zatopione i porwane przez zimowe rwące potoki. Przed rogatkami Kabulu jest niesamowita ilość kontroli, tu po raz pierwszy widzę taksówki w których kobiety podróżują głównie w otwartych bagażnikach.
Kabul zamieszkuje 1,2 mln. mieszkańców. Jest to największe miasto Afganistanu, jednakże w historii często nie odgrywało decydującej roli. W najnowszych czasach - historii Talibów - miastem tym był Kandahar. Talibowie, o których świat głośno usłyszał po zamachach na Nowy Jork to produkt politycznej próżni po wycofaniu ZSRR z Afganistanu. To produkt walk wpływów mafii transportowej z Pakistanu do Azji centralnej, w końcu ruch wymyślony i popierany przez długi czas przez samych Amerykanów, stabilizator sytuacji w Azji centralnej - przeciwwaga dla szyickiego Iranu. Talibowie to wbrew temu co się słyszy, nie tylko Afgańczycy, to całe pokolenie wojowników, którzy podczas zimnej wojny, dostawali wsparcie materialne od USA, Chin czy też krajów arabskich. Ci bojownicy według amerykańskiej strategii mieli stać się antyradzieckimi oddziałami szturmowymi. Wsparcie finansowe, oraz polityka USA doprowadziła do eskalacji lokalnych konfliktów, kosztowała życie ponad milion mieszkańców. Finałem tej polityki oprócz upadku komunizmu, było pojawienie się pokolenia ludzi wojny, określanych z czasem Talibami - czyli islamskimi uczniami. Chłopcy ci od urodzenia prowadzili jakieś wojny, nie mieli żadnych wspomnień dotyczących rodziny, swych plemion, starszyzny. Oni byli stworzeni do wojny.
Politycy USA, obok Arabii Saudyjskiej, są winowajcami rozpętanej wojny z terroryzmem. Gdyby nie wsparcie finansowe Ameryki, logistyczne Pakistanu i moralno - finansowe Arabii Saudyjskiej prawdopodobnie nigdy by nie było zamachów 11 IX 2001 roku na WTC, oraz tylu ofiar zamieszek i obecnej eskalacji przemocy w świecie. Po upadku komunizmu, a przed powstaniem ruchu Talibów w 1994 roku w Afganistanie panowała kompletna anarchia - kraj był podzielony na lokalne strefy wpływów, wszyscy ze wszystkimi na przemian walczyli, zawierali przymierza, po to by za jakiś czas znów toczyć walki. Pod kontrolą rządu wówczas Rabbaniego był tylko Kabul. Zachodnie ziemie należały do Ismaila Chana, nad wschodnimi władze sprawowały lokalne szury, kontrole na południe i wschód od Kabulu sprawował Gulbuddin Hekmatjar. Północna część kraju była pod dowództwem Raszida Dotuna, a centrum było pod auspicjami lokalnych hazarskich watażków.
Wówczas aż się prosiło dla dobra całości kraju stworzyć rząd silnej ręki, powołania kogoś, kto zdobędzie uznanie dzięki słudze społecznej, oraz radykalnemu programowi sprzeciwiającemu się rozwydrzenia społeczeństwa. Pierwszy sygnał, iż ktoś taki się pojawił, przyszedł z Kandaharu - miasta gdzie ku mojemu zdziwieniu jest na porządku dziennym homoseksualizm. Tutaj dwóch lokalnych dowódców pokłóciło się o chłopca, którego obaj chcieli zgwałcić. Wybuchła walka w której zginęli cywile. Pojawiła się wówczas grupa, która postanowiła się rozprawić z tymi zwyrodnialcami. Ich przywódcą był Mułła Omar. Przy pomocy 30 uczniów z medresy zaatakował dowódców, biorąc ich do niewoli a następnie po wykastrowaniu wieszając na lufie czołgu.
Podobnych historii było wiele, ale można śmiało powiedzieć iż Talibowie oprócz wsparcia finansowego z wielkiego świata, swój start zawdzięczają programowi bycia Robin Hoodem na tej umęczonej ziemi. Ruch Talibów na równi z Czerwonymi Khmerami jest uważany do dziś za najbardziej tajemniczy na świecie. Ich przywódcą niemal od samego początku był Mułła Omar. To człowiek, któremu nie zrobiono nigdy zdjęcia. Podczas rządów, Kandahar opuścił jedynie dwa razy - udając się do Kabulu. Muhhamed Omar pochodził z okolic Kandaharu, ale większość życia spędził w najbardziej zacofanej prowincji Oruzgan, pasąc bydło i doglądając kozy. Człowiek ten jak i inni przywódcy Talibów otoczeni są enigmatyką, przez dłuższy czas sądzono, iż rząd talibów był rządem z najwyższym procentem niepełnosprawnych na świecie. I tak dla przykładu:
Mułła Omar to jednooki szef rządu, Muhhamad Gaus – minister spraw zagranicznych – ślepy na jedno oko, mało widzi na drugie, Muhhamed Hassan - gubernator Kandaharu - jednonogi, brak koniuszka palca, Nurruddin Turabi - jednooki. Pisze to po to, żeby unaocznić jakie skąpe i jedyne informacje były przez długi czas o talibach, te dane były jedynymi znanymi światu. Znane było również i to, iż Sajed Giasuddin Agha był ministrem oświaty nosił kolczyk i nie miał żadnego wykształcenia. Świat mimo tego nie docenił tych wiejskich partyzantów.
Muszę zaznaczyć, iż nie należy mylić faktu jakoby Bin Laden byl przywódcą talibów w Afganistanie. Bin Laden był jedynie hojnym gościem, mającym wpływ na działania rządu, nigdy formalnie w nim nie będąc. Gościnność Talibów, czy wszystkich Pasztunów według lokalnego kodeksu etycznego Pasztuwali to sprawa honoru - nawet kiedy amerykanie postawili ultimatum Talibom, Ci nie wydali Bin Ladena. Gościnność tą pozostaje mi potwierdzić. Sam byłem gościem u Pasztunów ( podejrzewam że dawnych Talibów).
Talibska interpretacja islamu zadziwiła cały świat islamu, ich zakazy należały do najbardziej zagadkowych na świecie np. – zakaz uczęszczania kobiet do szkół, puszczania latawców, grania w karty i piłkę nożną. Kiedy na początku rządu Talibów do Kabulu na mecz piłkarski przyjechała reprezentacja Pakistanu, policja religijna talibów w ramach kary za grę z odsłoniętymi nogami wyłapała wszystkich piłkarzy Pakistanu i ogoliła całe towarzystwo po czym wyruzgała po gołym ciele.
Talibowie byli również twórcami jedynej chyba na świecie ustawy o długości brody. Wszystkim mieszkańcom Kabulu dano sześć miesięcy na zapuszczenie długiej brody, oraz obcięcie długich włosów, po tym okresie policja religijna stała na rogatkach miasta z nożycami, strzygąc nieogolone towarzystwo, często za karę bijąc winowajców. Kary za wszelkie niesubordynacje były krańcowo radykalne, sięgające absurdu jak np. za rzekomy homoseksualizm łapano winowajców, wiązano do furgonetki, bito a następnie z twarzami posmarowanymi olejem silnikowym wożono po całym mieście. Znane i popularne było również przygniecenie murem - niespotykana kara nigdzie wcześniej na świecie.
Wydawać by się mogło, iż Afganistan to kraj fanatyków religijnych, radykalnej odmiany islamu. Otóż trzeba to skorygować – tutaj dominuje interpretacja islamu liberalnej szkoły hanafickiej. Aż trudno w to uwierzyć - ale tak jest. Ideowo o wiele bardziej konserwatywna szkoła islamu panuje w Arabii Saudyjskiej, Iranie czy Jemenie.
Jak tłumaczyć zatem widoczne dookoła konserwatywne oraz radykalne przejawy codzienności? Afganistan to kraj tranzytowy którego granice w wyniku wojen stały się dziurawe. Przenikali nimi radykałowie religijni, wykolejeni poszukiwacze wartości, zwykli zwyrodnialcy walczący niewiadomo tak naprawdę o co, ale wiadomo z kim - z każdym kto się z nimi nie zgadza. To tutaj - kiedy Europa i USA cieszyły się z upadku komunizmu zapominając o świecie islamu - z upływem czasu powstawało jądro walki z wszystkim co reprezentowało inne poglądy.
XX wiek to w świecie islamu okres boomu gospodarczego. Funduszy tu nie brakowało, wielu szejków prowadząc interesy z naftowymi koncernami gardziło typowo zachodnim egocentryzmem, brakiem szacunku do kultury i religii islamu. Hossa zrodziła liczne prężnie działające banki i specjalne fundusze w Arabii Saudyjskiej, Jemenie, Pakistanie, Sudanie czy Libii, których celem było przeciwstawienie się wszystkiemu co amerykańskie - apodytkyczności, ignorancji oraz wyzyskowi. Z biegiem czasu poprzez inwigilację Amerykanów trudno było lokować środki finansowe czy inne aktywa w tych krajach, które posiadają władze, policję czy jakąkolwiek kontrolę. Gdy amerykanie posunęli się do wielu polityczno - gospodarczych szantaży nakazano zamkniecie wszystkich podejrzanych kont, oraz rozpoczęcie pościgu za członkami podejrzanych organizacji. W pewnym momencie na mapie świata pozostał tylko jeden kraj, gdzie wszyscy oni mogli znaleźć azyl. Państwem tym był Afganistan - kraj okaleczony przez politykę świata, za słaby by móc przeciwstawić się kolejnemu nadciągającemu złu - schroniska dla banitów.
Gdy spojrzymy na mape Afganistanu zauważymy ile kryjówek oferuje ten kraj, ile tu gór, pieczar, przełęczy, czy jaskiń. Wszystko to zapewnia anonimowość co sprzyja tworzeniu się baz i oddziałów terrorystycznych. Są to miejsca niemożliwe do skontrolowania, a zarazem do zdobycia. Kiedy w 2001 Amerykanie napadli na Afganistan ich sukces w wojnie był szybki nie dlatego, iż dysponowali przewagą militarną. Zadziałał tu inny, stary schemat sprawdzony przez Brytyjczyków w XIX wieku - tzn. Afgańczyków nie można zdobyć czy sobie ich podporządkować, ale można ich na chwile przekupić. Amerykanie próbowali do wróbla strzelać z rakiety.
Jakże komicznym tego przykładem był dzień, kiedy ich wojska wyposażone w najnowszej generacji sprzęt wojskowy otoczyły wioskę, w której odbywał się zjazd starszyzny plemiennej. W szurze (zebraniu) tej uczestniczył poszukiwany przez cały świat Mułła Omar. Ponieważ podczas takich spotkań wymaganym strojem jest tradycyjna afgańska Jallabija, każdy uczestnik wyglądał podobnie. Ponieważ Afganistan jest krajem bez asfaltu a popularnym środkiem lokomocji jest rower, mułła Omar najprościej w świecie opuścił szurę i minąwszy starym rowerem uzbrojone w rakiety wojska amerykańskie udał się do jednej ze swych jaskiń. Sfilmowaly to kamery CNN, wielokrotnie pokazując światu.
W Kabulu po raz kolejny przekonałem się o wyjątkowości Afgańczyków - będąc w centrum miasta o dziwo znalazłem miejsce, gdzie są pocztówki, dowiedziałem się też o istnieniu miejsca ,w którym są znaczki. Po godzinnej znaczkowej inwestygacji zostałem odosobniony w mojej wiedzy - nikt nie wiedział o co mi chodzi, nie kojarzył obiektu jakim jest znaczek, sama pokazywana przeze mnie pocztówka na pytających rodziła jedynie uśmiech twarzy, radość. Po licznych rozmowach, próbach tłumaczenia, wzajemnych kompromisach co do nazwy i jej istoty udało mi się znaleźć szukane miejsce którym okazała się poczta - budynek wokół którego od godziny się wszyscy kręciliśmy. Podczas tej wycieczki poznałem Khaleda, bardzo pomocnego Pasztuna z którym wymieniłem się adresem. Był on bardzo gadatliwy i ustawiał wszystkich z naszej "wycieczki". Rok po moim powrocie Khaled zadzwonił do mojego domu. Kiedy rodzina powiedziała, iż jestem w Anglii - ponoć po chwili konsternacji, szeptów i podpowiedzi zapytał się czy będę po godzinie osiemnastej...
Z Kabulu chciałem jechać do Czakczaran, a więc znaleźć się na drodze centralnej w Hazarajacie. O Czakczaran w Kabulu nikt nie słyszał - tak odległe miasto nie jest znane. Kierowcy chcieli wywieźć mnie do Mazaru-e-Szarif, Kandaharu albo od razu - do Pakistanu a nawet Kaszmiru. Po godzinnych poszukiwaniach transportu do Czakczaran ze złości zacząłem się śmiać. Wtedy też podjechał bus do Bamyan, którym zdecydowałem się jechać.
Podróż trwała 8 godzin. W okolicach Bamyanu skupia się całe górskie piękno Afganistanu – mijane góry to księżycowe piaskowce, ku górze przechodzące w kamieniste urwiska, w oddali widać ośnieżone szczyty gór Hindkusz. Miasto Bamyan przez tysiące lat było centrum buddyzmu, a także miejscem postoju dla licznych karawan podążających jedwabnym Szlakiem. Tutaj przez wieki stały dwa wspaniałe - 55 i 38 metrowe posągi Buddy z II wieku naszej ery, wyciosane w piaskowej ścianie urwiska. Rzeźby te reprezentowały udane połączenie klasycznej sztuki indyjsko-środkowo -azjatyckiej z hellenistyczną. Niestety 18 września 1998 roku Talibowie sprzeciwiający się wszelkim gloryfikacjom sztuki innych religii, wysadzili pomniki Buddy w powietrze. Talibskie armaty do dziś stoją w tym miejscu, robią za huśtawkę będąc miejscem zabawy dla bosonogich hazarskich dzieci.
W Bamyan od kilku lat działają organizacje, których zadaniem jest restauracja zabytków, spotkać można archeologów. Być może za jakiś czas uda się zrekonstruować wspaniałe pamiątki historii całego świata.
Kilka godzin od Bamyan znajduje się afgańska wizualna perła w koronie - Jeziora Band- A-Mir. Znów powołam się na słowa: piękne i wspaniałe. Myślę ... - ale w przypadku Band-A-Mir tak naprawdę te słowa to za mało. Widok jezior oszołamia, na moment ogłusza, powala na kolana – kontrast ciemno-niebieskiej wody, błękitnego nieba i piaskowych gór tworzy pozaplanetarny obraz, jakąś halucynnogenną wizję. Jeziora których jest kilka, są położone w dolinach, do kilku z nich można się dostać. Nie polecam kąpieli, gdyż woda zasilana potokami górskimi jest bardzo zimna, ale - może w tym tkwi jej urok.
Na drodze do Czakczaran z Band-A-Mir zostalo mi kilkadzisiąt kilometrów. Myślałem że to kwestia chwili, dnia, ale okazało się że właśnie tutaj zaczyna się skalisto-gliniana droga. Co chwila ciężarówka ulegała awarii, kiedy ją naprawiono, do startu trzeba ją było pchać. Z Jakowlang do Panjau, gdzie jest najgorsza trasa, mam chyba najwięcej wspomnień. Droga ta znajduje się bardzo wysoko, tutaj jest już naprawdę zimno, mimo to oferowane widoki rekompensują wszystkie trudy podróży. Jazda po Hazarajadzie to istna przygoda, nawet wypchane ludźmi afrykańskie busy w zachodniej i równikowej Afryce nie dorównują tutejszym wrażeniom. Podróż 200 km zajęła kilka dni po drodze z powodu awarii stawaliśmy około 20 razy, z powodu deszczu i niemożności podjazdu 20 razy, w związku z modlitwą 10 razy, z byle powodu około 50 razy. Po drodze dwa razy odpadła miska olejowa, zgubiliśmy koło zapasowe, wyleciała szyba boczna, przejechano trzy bezpańskie kury, wyleciał jeden pasażer z tyłu ciężarówki. Na szczęście nic mu się nie stało - cały w błocie uśmiechnięty wrócił na miejsce które wcześniej zajmował.
Nie pamiętam już - po ilu dniach dojechałem do Czakczaran i finalnego miejsca podróży Heratu - ale nigdy nie zapomnę że była to jedna z najwspanialszych przygód (wczasów) w życiu.
Afganistan jest wyjątkowy, posiada niepowtarzalny urok. Zawsze będę to powtarzał - co do tego jestem pewien.
Czy coś więcej ? - Jestem także pewien, iż mówiąc to, zawsze większość ludzi będzie patrzyła się na mnie z niedowierzaniem, zapewne wielu najmądrzejszych uzna mnie za wariata, pewnie Ci bardziej wyrozumiali za jego cząstkę czyli quasi-wariata. Być może. Ale takie są moje wspomnienia, taki jest mój punkt widzenia. Cieszę się że dane mi było odwiedzić ten wyjątkowy kraj. Dziś jestem rad, iż pozostawił we mnie tak pozytywne wspomnienia. Życzę mu i jego wspaniałym mieszkańcom wszystkiego najlepszego. Niech Allah ma Afganistan i Afgańczyków w swojej opiece.
Wersja PDF
Afganistan i Afgańczycy - Reportaż z podróży
Komentarze

Wielkie Posągi Buddy w Bamjanie zburzono w marcu 2001 roku, a nie jak piszesz 18.09.1998.

























































