lub
w jakim celu? zapamiętaj mnie
 
Warszawa
Moskwa  
Sobór Chrystusa ZbawicielaMoskwa, Rosjafoto: Krzysztof Stępieńźródło: transazja.pl
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
 
Wycieczka do Birmy, 16 dni, objazdowa z pobytem na plaży Ngapali | z transAzja.pl
Booking.com

Najnowsze artykuły

Flames of... Baku

Top of the top - Iran!

Oman - to zdecydowanie więcej niż jedyne państwo na literę "O".

Nepal - My first time

e-Tourist Visa do Indii - wyjaśniamy szczegóły

Stambuł z zupełnie innej perspektywy

Cud w indyjskiej Agrze na miarę drugiego Taj Mahal

Do Mongolii bez wizy

Muktinath (Jomsom) Trekking - profil wysokości i statystyka

Bezpłatne wycieczki po Dosze dla pasażerów Qatar Airways

Do Indonezji bez wizy

Wiza do Indii wydawana już na lotnisku?

Poznaj Azję Centralną oglądając animowane filmy

Co wiesz o Azji Centralnej?

Bilet na indyjski pociąg tylko na 60 dni przed odjazdem?

Turkish Airlines poleci do Kathmandu!

US Afghanistan: Tillerson ups pressure on Pakistan

Triple talaq: India court bans Islamic instant divorce

Has Harry Potter cursed Indonesia's owls?

US Navy collision: Remains found in hunt for missing sailors

US hits Chinese and Russian firms over North Korea

China relaunches world's fastest train

Samsung's Bixby rolled out in 200 countries

Bear bites man in China 'tiger death' wildlife park

Australia proposes drugs tests for jobseekers

Ford eyes deal with Chinese electric carmaker

IS conflict: Iraqi forces enter outskirts of Tal Afar

Syria war: 'Dozens of civilians killed' in Raqqa air strikes

Teenager arrested for dancing Macarena on Saudi street

Morocco bus sexual assault: Four arrested over attack

Australian terror plan to hide plane bomb in Barbie revealed

Syria war: Russian jets 'destroy IS convoy near Deir al-Zour'

How children are starving in Yemen's war

Iraqi forces push towards IS stronghold of Tal Afar

Can Mosul University recover from IS years?

Baghdad's Little Manchester

Miasta Azji

 Hua Shan

warto zobaczyć: 8
transport z Hua Shan: 3
dobre rady: 18

wybierz
[opinieCount] => 0

 Katmandu

warto zobaczyć: 14
transport z Katmandu: 3
dobre rady: 21

wybierz
[opinieCount] => 0

 Xi'an

warto zobaczyć: 10
transport z Xi'an: 2
dobre rady: 19

wybierz
[opinieCount] => 0

 Stambuł

warto zobaczyć: 38
transport z Stambuł: 2
dobre rady: 40

wybierz
[opinieCount] => 0

 Pokhara

warto zobaczyć: 9
transport z Pokhara: 1
dobre rady: 9

wybierz
[opinieCount] => 0

 New Delhi

warto zobaczyć: 23
transport z New Delhi: 2
dobre rady: 37

wybierz
[opinieCount] => 0

 Pekin

warto zobaczyć: 27
transport z Pekin: 4
dobre rady: 60

wybierz
[opinieCount] => 0

 Jerozolima

warto zobaczyć: 9
transport z Jerozolima: 3
dobre rady: 12

wybierz
[opinieCount] => 0

 Szanghaj

warto zobaczyć: 18
transport z Szanghaj: 1
dobre rady: 37

wybierz
[opinieCount] => 0

 Tajpej

warto zobaczyć: 22
transport z Tajpej: 11
dobre rady: 39

wybierz
[opinieCount] => 0

Powiadomienia

Informujcie mnie o nowych, ciekawych
materiałach publikowanych w portalu
     1 USD  1 EUR  1 PLN
ChinyCNY6,687,841,84
IndieINR64,1875,3517,65
IzraelILS3,634,261,00
MalezjaMYR4,305,041,18
RosjaRUB59,3169,6316,31
Sri LankaLKR154,36181,2342,46
SyriaSYP214,85252,2659,10
TajlandiaTHB33,3039,109,16
TurcjaTRY3,514,120,96
  wymagana wiza ambasada
w Polsce
Afganistan TAK TAK
Arabia Saudyjska TAK TAK
Armenia - TAK
Azerbejdżan TAK TAK
Bahrajn TAK -
Bangladesz TAK -
Bhutan TAK -
Brunei - -
Chiny TAK TAK
Filipiny - TAK
Gruzja - TAK
Hong Kong - -
Indie TAK TAK
Indonezja - TAK
Irak TAK TAK
Iran TAK TAK
Izrael - TAK
Japonia - TAK
Jemen TAK TAK
Jordania TAK -
Kambodża TAK -
Katar TAK TAK
Kazachstan - TAK
Kirgistan - -
Korea Północna TAK TAK
Korea Południowa - TAK
Kuwejt - TAK
Laos TAK -
Liban TAK TAK
Makau - -
Malediwy TAK -
Malezja - TAK
Mongolia - TAK
Nepal TAK -
Oman TAK -
Pakistan TAK TAK
Palestyna - -
Rosja TAK TAK
Singapur - -
Sri Lanka TAK TAK
Syria TAK TAK
Tadżykistan TAK -
Tajlandia - TAK
Tajwan - -
Timor Wschodni TAK -
Turcja TAK TAK
Turkmenistan TAK -
Uzbekistan TAK TAK
Wietnam TAK TAK
Zjednoczone Emiraty Arabskie - TAK

Zestawienie informacji na temat wymaganych zaświadczeń zdrowotnych, zalecanych szczepień ochronnych i zagrożeń chorobowych przy podróży do krajów Azji.


Dołącz do nas!


 
 
  •  Korea Południowa
     kursy walut
     KRW
     PLN
     USD
     EUR
  •  Korea Południowa
     wiza i ambasada
    Korea Południowa
    ambasada w Polscetak
    wymagana wizanie
    Do 90 dni pobytu bez wizy

Pacific 2012. Tajemnica

sobota, 3 lis 2012
Rosja, na drogach Ałtaju fot. Maciej Kalarus, © Maciej Kalarus

Kto nie maszeruje, ten ginie. Kto nie podróżuje, ten umarł. Karkołomna wyprawa na koniec wszystkiego. 34 tysiące kilometrów za kierownicą. Sto dni w podróży. Przez kraje, języki, narody. Przez kultury i religie. Przez rzeki, wzdłuż jezior – aż nad sam Pacyfik. Gdy w końcu stałem na japońskiej plaży, przed oczyma był tylko ocean, a za nim San Francisco. Każda podróż ma w sobie coś z magii. Ocierasz się o historię świata i nigdy nie wiesz, co spotka cię za kolejnym górskim zakrętem. Ural i Ałtaj. Wielka Syberia, a poniżej Gobi. Brodzisz kołami w rzekach szukając przejazdu. Droga na azymut po stepach i bezdrożach, na których zatrzymał się czas. Tajga. Koreański półwysep i japońskie wyspy.

W podróż wyruszyłem na początku lipca, a wróciłem w połowie października. Wóz załadowany do granic możliwości: jedzenie i ubrania, sprzęt turystyczny, dziesiątki książek, przewodników i map. Zapasowe opony i dodatkowe anteny. Kanistry na ropę i wodę. Ogromne dachowe bagażniki. Dodatkowe oświetlenia. Najpierw Ukraina z Mołdawią i samozwańczą Republiką Naddniestrzańską. Potem Krym i statkiem na Kaukaz Północny: Dagestan, Osetia, Czeczenia, Inguszetia. Później Kazachstan, skrawek Rosji i pustynna Mongolia. I dalej na wschód: znów Rosja z Władywostokiem, statek do Korei i statek do Japonii – później powrót przez Morze Japońskie do Rosji. Droga wzdłuż Amuru, Bajkał i w końcu Moskwa. A stamtąd przez Ukrainę do domu. Spalone prawie trzy tony paliwa.

Ukraina, czas na sjestę Ukraina, czas na sjestę fot. Maciej Kalarus
, © Maciej Kalarus
Dziś, gdy siedzę już w domowych pieleszach, przypominam to sobie bardzo wyraźnie. Ukraina. Lipiec w Odessie. Upał. Puszkin stoi koło schodów. Ktoś gra Czajkowskiego na trąbce. Czy można grać Czajkowskiego na trąbce? Kolejny dzień w podróży. Jutro krem na Krymie. Za oknem zostają dawne lata imperium. Więcej tu Rosjan niż kogokolwiek. Gdy jest coraz cieplej, chodzi się jak w deszczu. Rozlewiska Dniestru. Ujście Bugu. Raptem kilka dni w drodze, a człowiek zapomina, jak się nazywa. Pomarszczone przydrożne twarze. Na byle jakim targu byle jakie antyki. Głowy Lenina. Głowy Stalina. I wielkie pola słoneczników. Za chwilę Rosja-nieRosja: Kaukaz wita skwarem i deszczem. Jest zielony jak młoda papryka. I górzysty. Kolejne autonomiczne republiki. Miasta-stolice pełne trolejbusów. Potem Elbrus. Śnieżny: stopy marzną w trampkach. Dwa szczyty na szczycie. Krowy stoją na drogach tarasując przejazd. Liczą na podmuch wiatru od samochodu, który rozgoni siedzące na nich muchy i komary. Czym dalej w ląd od Krymu, tym więcej policji. Trochę transporterów, machających karabinów. Jakaś armata. Na niemal każdym większym skrzyżowaniu policja i wojsko: sprawdzanie dokumentów i pytania o wszystko. I miliony komarów. Miliony milionów. Ciepłe noce w namiocie. Łysy pies. Czadory. Przez lata widziałem w drodze tysiące cmentarzy, ale taki jest tylko jeden. Kilkaset identycznych grobów. Jak setki schodów do nieba. Miasto Aniołów. Biesłan. Cmentarz jest pod lotniskiem. Brak słów. Babcia opowiada o wnuku, którego ciało znaleziono w rowie dopiero dwa dni po strzelaninie. Jego mała siostra uszła z życiem, ale postradała zmysły. Kaukaz nie jest prosty: im bliżej, tym więcej odkrywa tajemnic. Jak kurhan – otwierasz i nie wiesz, co znajdziesz. Grozny dziś zaczyna przypominać Las Vegas. A jutro? Wokół miasta lasy i zielone polany. Podróż wije się tysiącami zakrętów.

Rosja, przy szczytach Elbrusu Rosja, przy szczytach Elbrusu fot. Maciej Kalarus
, © Maciej Kalarus
Dukam Rosję. Wyjazd z Kaukazu zamykają ogromne koszary rosyjskiej armii. Kałmucy: jedyny buddyjski naród w Europie. Czy Kaukaz jest w Europie? Schody równoleżników. Turkusowy kreml w Astrachaniu. Potem dawny Stalingrad nad Wołgą, dziś Wołgograd. Kurhan Mamaja z pomnikiem Matki Ojczyzny miał być większy niż nowojorska Statua Wolności. I jest. Saratow, Ufa. Przekraczam Ural. Według wielu tu kończy się Europa, a zaczyna Azja. A potem brama do Kazachstanu. Astana wita aleją ku czci prezydenta: im większa dyktatura, tym większe aleje zwieńczone prezydenckim pałacem. A na opłotkach ludzie grzebią swoją biedę w błocie. Hotel wynajmuje pokoje na godziny. Blond recepcjonistka w czarnych kabaretkach oferuje masaż. Kolejne setki kilometrów mijają za oknami wozu. Podróż to detale: jeden zawodzi i leżysz. Gdzieś odpada tylna tablica rejestracyjna. Policjant tego nie zrozumie. Łamią się plastiki. Ta podróż zabija. Wieczorem zamykasz oczy i śpisz. Leje deszcz. Lejesz łzy za wszystkim, bo i tak nie możesz wrócić – chyba że na lawecie. Wczoraj Księżniczka Ałtajska i kurhany w Pazyryku, a dziś droga wije się jak upuszczona szpulka. Potem Mongolia. Pasterze na koniach i motocyklach. Gery. Drogi, które są tylko na mapie. Albo drogi, których nie ma na mapie. Ponad tysiąc kilometrów po piachach i kamieniach Gobi. Ajmaki. Ułan Bator. To jak zapomniane miejsce na Ziemi. Kiedyś imperium – dziś Dżingis Han tylko na banknotach. Potańcówka w Tsaganuur. Mężczyźni podwijają koszulki odsłaniając brzuch. Kto ma większy może liczyć na względy kobiet. Wszyscy w słomkowych kapeluszach. Na ogromnym telebimie najnowsza Adele, ale z głośników Boney M. i Modern Talking. Zamawiam piwo Gold Gobi. Kelnerka nie chce zapłaty i uśmiecha się złotymi zębami. Obok ktoś wszczyna bójkę, potem drugą, trzecią. Małe brzuchy przeciw dużym brzuchom. Uciekam. Chcesz wiedzieć, jak było pięćset lat temu – jedź do Mongolii, szlakiem z zachodu na wschód.

Kazachstan, z towarzyszem podróży Kazachstan, z towarzyszem podróży fot. Maciej Kalarus
, © Maciej Kalarus
Siedemnastotysięczny kilometr. Kolejne grody spadają z mapy, jak sierpniowe Leonidy z nieba. Struny południków. Miasto, które „włada wschodem”. Władywostok. Poniżej Korea, po prawej Chiny, a po lewej Japonia. Trzy Siostry. Na zachód Morze Chińskie, na wschód Morze Japońskie. Półtorej miesiąca w drodze. Za jakiś czas prom i dalej, dalej – nad Pacyfik, na kres. Podróż to zapominanie o tym, co było na rzecz tego, co jest i będzie. Garść wspomnień przywołuje kilka fotografii. To koniec mojej płyty tektonicznej. Jestem za daleko, by wrócić. Wszystkie progi zostały definitywnie i ostatecznie przekroczone. Są więc takie miejsca na Ziemi, gdy przychodzi czas na końcowe rozdania. Wszystko, co masz, musisz położyć na stół. Tutaj nie ma uproś. Gdy spałem, ktoś odciął z dachu anteny. Albo ty, albo oni. Sztorm.

Korea. Deszcz leje niemiłosiernie. Monsun. Potem Seul. Metro. Na dziesięć osób dziewięć i pół coś robi na swoich iphonah i ipadach. Technologiczny szczyt. Tradycja kamienia łupanego spotkała się z technologią nie-wiem-ile-3G. Statek z Rosji jest granicą między dwiema cywilizacjami. Władywostok to Azja, ale tylko geograficznie. Koreańczycy są jak fale: gonią jedni drugich. Wspomnienia o braku dróg wyparte są kilkuszosowymi autostradami. Na rzece Han jest bodaj tyle mostów, co na całej Wiśle w Polsce. I zieleń. Skwery zapomnień. Zaczarowane zatoki tlenu. Kwiaty we włosach drzew. Malowane ręcznie wachlarze. Liście z drzew zaczynają ścielić dywany. Kilka dni oddechu. Piękny sierpniowy sen. W sercu Pacyfiku. Dżonki. Uśmiech i uprzejmość. W podróży natura jest twoim sprzymierzeńcem, a spotkany człowiek niewiadomą. Tutaj może być odwrotnie. Wilgotność wzmaga niecierpliwość. Azjatycka gościnność i skromność. Ulice nie są niewiadomymi. Po chwilach zagubienia wraca melodia spokoju. Droga niesie jak azjatyckie mgnienie przyszłości. Byle do przodu. I wracają wspomnienia z dzieciństwa o dalekich lądach, o krajach odległych i „dziwnych”. Trochę jak Marco Polo, a trochę jak Shogun. Kolumb myślał o tych wyspach na Pacyfiku – przeczuwał, że musi być coś dalej poza jego Indią. Czekam na statek do Japonii.

Kazachstan, pytając o drogę Kazachstan, pytając o drogę fot. Maciej Kalarus
, © Maciej Kalarus
I dalej w świat. Prom tnie granatowe fale na japońskim morzu. Potem rzucone cumy stawiają moje nogi na ziemi kraju, od którego Słońce wschodzi na cały świat. Upał zalewa oczy. Miasta w słonecznych ulewach. Sauna. Biała flaga z czerwonym kołem jest jak spalone jajko na patelni, a Kiusiu droga jak najlepsze kurwy w odległym Szanghaju. Lewostronny ruch. Samochody przypominają kartonowe pudełka po butach – jakby wszystko było jakieś sztuczne, elektryczne. Sterylna czystość – jak w bloku operacyjnym. Nie widzę żadnych zwierząt domowych. Ani śladu psów i kotów. Deska w toalecie sama się podnosi. Ale pokolenia dawnych szogunów wydają się być zmęczone. Rzadko widać młodą twarz. Kupuję kij chyba do tekwondo. Na plaży zbieram kilka bambusów. Ludzie kłaniają się raz na sekundę ale sprzedawcy często nie potrafią obsługiwać terminali do kart płatniczych w swoich sklepach. Sindbad Żeglarz chyba zapomniał już o tych wyspach. Potem deska sama opada.

Nagasaki zostało wybrane, bo w ostatniej chwili inne wytypowane do zagłady miasto spowiła zbawienna mgła. Dziś epicentrum wybuchu to skrawek góry z muzeum, galerią i sklepem z pamiątkami. Plus park. Trzeba kupić bilet. Potem kradnę kilka kamyków. Zrywam zielone liście dębu. Pytasz, jakie odnoszę wrażenie? Wydaje się, że potomkowie samurajów zapomnieli, kto wywołał wojnę i kto w niej po której stał stronie. Cmentarze ofiar zapomnienia. Kilka ulic niżej, na dachu wielkiego sklepu towarowego, ogromne Czarodziejskie Koło z widokowymi wagonikami – jakby TAM nad Sołą otworzyć nagie całoroczne plaże z kolorowym lunaparkiem. A może tak lepiej? Jak długo można nosić żałobę… Nie wiem… Łatwo się mówi z perspektywy młokosa.

Mongolia, gdzieś na bezdrożach Gobi Mongolia, gdzieś na bezdrożach Gobi fot. Maciej Kalarus
, © Maciej Kalarus
Po kilku dniach docieram nad upragniony Pacyfik. Granatowy i tęgi. Z codziennym deszczem i małymi rybackimi szalupami. W zatoczkach rybacy cerują sieci, a wyrzucane przez fale małe skarby przypominają bardziej o egipskich piramidach niż o francuskich ślimakach. Białe łupiny. Białe kamienie dna. Biały węgiel. Topię stopy w piachu i zabieram wszystkie muszle. Patrzę w dal, w stronę USA. Mija dokładnie pięćdziesiąty dzień podróży. Półmetek. Japoński brzeg jest końcem i początkiem. Dalej w butach nie można. Metafora: na samym końcu na Księżyc Armstrong zszedł sam. Bez całego sprzętu, rakiet, statków itp. itd. – zrobił ten krok. Gdy Hilary doszedł na Mont Everest, wcześniej wszystko zastawił za sobą: obozy, jedzenie, liny i namioty, garnki i sterty skarpet. W takie miejsca zawsze dociera się samemu. Bez niczego. Podobnie jest i teraz. Kilka miesięcy przygotowań, sprzęt, trud pokonanej trasy, spalone paliwo, kupione bilety, zabite komary. Wszystkie dni i noce. Potargane mapy. Cały ten zgiełk i …wchodzisz na plażę bez niczego. Dotykasz wody, a ona za chwilę ucieka. I znów, i znów. Wrzucam wsteczny i nawracam. To prawie połowa obwodu Równika. Gdy wrócę, muszę wymienić paszport. Mam go dwa lata, ale już jest pełny. Najwięcej miejsca zajmują wklejane wizy. Potem pieczątki. To irytuje pograniczników, gdy nie mogą znaleźć tego, czego szukają. Kreślą po nim długopisem, dziurawią zszywkami. Przyklejają swoje znaczki i nalepki, jakbym miał im uciec albo zostać u nich na zawsze. Po co w ogóle są paszporty?

Mongolia, inny świat w naszym świecie Mongolia, inny świat w naszym świecie fot. Maciej Kalarus
, © Maciej Kalarus

Teraz już tylko droga na zachód. ET go home. Gdy na stacji benzynowej proszę o kubek wrzątku do zalania kawy, dwoje sędziwych ludzi bez namysłu wsiada w traktor, jedzie kilka przecznic i przywozi gorącą wodę. Jestem potwornie zmęczony. Działam jak stara bateria, która co chwilę potrzebuje ładowania, a energii starcza potem raptem na krótką chwilę. Czasem prawie zasypiam na stojąco. Schudłem sześć kilo. Zjadłem wszystkie sezamki. Połamałem okulary. Ale bociany latają przecież dalej. Przez Morze Japońskie wracam do Busan.

Trzeci miesiąc w drodze. Za plecami wszystko ze snów. Nie wyglądała na kogoś szczególnego. Podeszła, gdy szukałem herbacianych ogrodów na południu Korei. Cała w bieli. Zapytała, czy wiem o huraganie, który idzie przez ocean i za kilka godzin uderzy w wybrzeże. Nie wiedziałem. Kazała nie spać w namiocie, poszukać kwatery i przeczekać noc. Potem odeszła gdzieś w zieleń herbacianych gajów, zapisując na skrawku papieru dwa koreańskie znaki. Więcej jej nie spotkałem. Fotografowane wieczorem drzewa rano leżały powyrywane z korzeniami. Gdy ludzie wiązali do nich samochody, nie wiedziałem czy przywiązują auta do drzew, czy drzewa do aut. Bolaven przyszedł o zmierzchu z północnych Indochin. Wiało niemiłosiernie – jakbym spał przy wentylatorze. Sufit sypał się na głowę. Nazajutrz łodzie i jachty zalegały plaże. Wysokie cedry leżały na szosach jak porozrzucane wykałaczki na stole. Zalało drogi i porty. Deszcz lał i lał, a wiatr walił o wóz jak w buddyjski bęben. Objazdy. Osunięte asfalty. Na zalanej łące z wody wystają tylko poprzeczki bramek piłkarskich. Trudno było ustać na nogach. Wszystkie telewizje mówiły tylko o tym i pokazywały tragedie sprzed dziesięcioleci, jak inny huragan spustoszył i zrujnował półwysep. Gdybym jej nie posłuchał i został w namiocie, pasłbym dziś boże stada w krainie wiecznych łowów.

Korea Płd., przy jednej ze świątyń buddyjskich Korea Płd., przy jednej ze świątyń buddyjskich fot. Maciej Kalarus
, © Maciej Kalarus
Muszle w kolorach wężej skóry, w pręgi jak skorupy żółwi z Galapagos. Statek do Władywostoku kroi Pacyfik. Odprawy, frachty, celnicy. W kajucie Chopin. Na rufie wiatr podwiewa suknie starym Rosjankom. Za burtą przeszłość i jakieś puste butelki. Mijany wojenny okręt: kwartał w drodze – już się nie spotkamy. Cała naprzód! Podróż garncarza. Kolejny kilometr jest jak nowy garnek, a następnych sto jak nowy dzban. Każdy lepi jak może. Im dalej od koreańskiego i japońskiego brzegu, tym bardziej zaczynam żyć przyszłością – teraz cała tajga. Jedzie człowiek przez ten świat. Toczy się kołem na zachód, do Calmaterry. Koniec trzeciego miesiąca. Pytasz, co czuję? Jesień czuję malowaną milionem barw. Czuję, że to wyprawa życia na kres wschodu. Przez tyle krain, przez nieogarnioną przyrodę – tak, jakbym czytał encyklopedię. Pytasz, po co mi to? Żeby zrozumieć dlaczego, czemu i jak. Dotknąć i wiedzieć z patrzenia. Zobaczyć ludzi z opowieści i obrazów. Przekroczyć rzeki epopei. Być na morzach wojen. Czasem nie wystarcza opowieść – nigdy nie ciągnęło cię do Krainy Czarów? Podróż to proza i poezja. Pierwszą jest droga do przebycia, gdy drugą stają się zajazdy do zapomnianych wiosek – są jak zaszyte skarby w kieszeni. Pytasz, co mi się najbardziej podoba? Chyba to, że sam mogę malować obrazy.

Japonia, kto nie maszeruje - ten ginie Japonia, kto nie maszeruje - ten ginie fot. Maciej Kalarus
, © Maciej Kalarus
Na wskroś. Syberia. Czarna dziura. Powinna nazywać się Męka. Droga przez Mękę. Rozbijam namiot gdzieś w lesie, na polanie, w beztroskim zagajniku z brzóz,  i nigdy nie wiem, czy przypadkiem w tym miejscu nie znajdują się jakieś masowe groby pomordowanych zesłańców. Sołżenicyn w Archipelagu szacuje ofiary na sześćdziesiąt milionów. Dziś Rosjanie twierdzą, że liczba ta jest „wysoko zawyżona” i co najwyżej można mówić o milionach pięćdziesięciu. Ale i tak powraca pytanie: kiedy i który naród wymordował tyle milionów swoich obywateli? Klasyczna droga na zachód: rano ogromny cień twojego wozu jest ciągle przed tobą. Potężne traki wiozą bale drewna, stal i kruszywa. Potem, do końca dnia, Słońce świeci prosto w oczy. Trzy tygodnie na zachód. Mały brunatny miś sturlał się po nasypie, pomerdał ogonem i zaraz potem uciekł z powrotem w tajgę. Na wagonach armaty. Tratatatata. Biblioteka w Ułan Ude nosi imię Kałasznikowa. Tratatatata. Amur, Irtysz, Jenisej, Ob, Wołga. Jadę przez te rzeki jak przez morza czerwone. Pod pachą Thubron i Dimbleby. Niewyobrażalne przestrzenie drzew: z oddali są jak ogromne dywany utkane boskimi palcami. Kobieciny na wsiach pilnują kurzu przy drewnianych skansenach. Trwoga. Żal. Przykro. Przepaść trzystu lat. Cywilizacja na świecie jest jedna i ma charakter linearny.

Korea, beztroska chwila nad Morzem Chińskim Korea, beztroska chwila nad Morzem Chińskim fot. Maciej Kalarus
, © Maciej Kalarus
Powoli oswajam się z myślą powrotu. Czym bliżej domu, tym częściej oglądam się za siebie. Sterty notatek. Tysiące zdjęć. Zapisani ludzie.  Pamiątki. Niezły kawał życia – mojego i ich. Rozmowy wyryte cyrklem południków. Zachwiane teorie, którym Biali hołdują na każdym kroku. Pytasz, czy było warto? Z pewnością nie warto było nie jechać. Najgorsze są zmarnowane szanse. Pukasz i nigdy nie wiesz, kto otworzy. Ale jak nie zapukasz, to się nie dowiesz. Ostatnia prosta do siebie. Podróż kołem się toczy. 34 tysiące kilometrów. Stop. Sto dni w drodze. Stop. Z krawędzi mapy i świadomości. Był moment, gdy przed sobą miałem tylko Pacyfik, a potem plaże San Francisco. USA nie od Francji i Hiszpanii. Teraz, patrząc na mapę zawieszoną nad biurkiem, ściubiąc nos spod kołdry, widzę tę całą przestrzeń. Widzę czas. Pytasz, co jeszcze pamiętam? Pamiętam Saszę, dowódcę rosyjskiego oddziału na granicy z Chinami. Dał mi grafikę. Cały dzień się nudził i czarnym długopisem wykreślił na tle skały schyloną kobietę w rzece. Albazino jest dziś ruiną starego fortu nad Amurem. By tam dojechać, trzeba ponad dwadzieścia kilometrów kamienistą drogą od Skoworodina przedzierać się przez zalesioną górę. Na samym końcu szarego duktu stoi wojsko, a całe zatrzymanie trwało kilka godzin. Sasza jest szefem granicznego garnizonu. I opowiadał: o sobie, o rodzinie, o szkołach, o Chińczykach, o karierach, o politykach. To lubię najbardziej: wrócić pamięcią do jego gabinetu, do zakrytej firankami na ścianie mapy, do salutujących sołdatów – jakby ciągle byli na froncie. Mówił, że na ten odcinek nikt nie chce przychodzić, ale stąd najszybciej się awansuje. Kilka lat przy zakolu Amuru minie szybko. Rosja, głęboka Syberia Rosja, głęboka Syberia fot. Maciej Kalarus
, © Maciej Kalarus
Jego gwardia stacjonuje w Dżalindzie. Kto nie maszeruje, ten ginie. Kto nie podróżuje, ten umarł. Dzwonił do swoich generałów telefonem na korbkę. Formalne zatrzymanie przerodziło się w przyjacielską pogawędkę o naszych historiach.

Pamiętam Annę z Moskwy. Śpiewa w chórze przy swojej cerkwi. Powiedziała, że mężczyźni w Rosji porzucają żony, a ją zostawił rok temu z trójką małych dzieci. Pytała, czy w Polsce też tak jest. Gdy chciałem iść zobaczyć Lenina w mauzoleum, powiedziała: po co tam idziesz, przecież tam nic nie ma. Pamiętam starowinę Franciszkę z Wierszyny. Spałem w jej chacie na podłodze, a ona opowiadała, jak Stalin przysłał żołnierzy: raz wywieźli do lasu kilkudziesięciu mężczyzn i kula w łeb. Za dwa lata znów przysłał żołnierzy i wszystkich mężczyzn wzięli na front. Pamiętam ludzi, których pytałem, jak wy tu żyjecie? Odpowiadali raz po raz: my prywykli, my prywykli. Pamiętam święto w Birobidżanie i Mongoła, który zawitał pewnego wieczora na koniu.

Rosja, chwilowa zamiana środka transportu Rosja, chwilowa zamiana środka transportu fot. Maciej Kalarus
, © Maciej Kalarus
Skończyła się zaczarowana przygoda – choć one nigdy zaraz się nie kończą. Trwają na zdjęciach, zapisanych kartkach, przed oczyma. Wracasz, ale nie wracasz. Budzisz się rano i myślisz, że to nadal namiot. W głowie stukot kolei transsyberyjskiej, sztorm na Morzu Japońskim, tamten tajfun. Azymuty na Gobi. Stepy za Astaną. Karawanseraje pełne wielbłądów i tirów. Tirówki we Władywostoku. Igor, który w Moskwie opowiada: jakiś wielki rosyjski pisarz powiedział, że w Rosji nigdy nie dość dwóch rzeczy - płochych dróg i duraków. Gdzieś wisiały kajdany Dostojewskiego. Okopy między Koreami. Osetia z uśmiechniętą rodziną Georgija. Pytasz, gdzie teraz wyjeżdżam? Tajemnica.

 

Latasz samolotami? Chcesz dowiedzieć się ile godzin spędziłeś łącznie w powietrzu? Jaki pokonałeś dystans i ile razy okrążyłeś równik? Do jakich krajów latałeś i jakimi samolotami...? Zobacz nową funkcjonalność transAzja.pl: Mapa Podróży
Narzędzie pozwala na zapisanie w jednym miejscu zrealizowanych podróży lotniczych, naniesienie ich tras na mapie oraz budowanie statystyk. Wypróbuj już teraz!






  • Opublikuj na:
Informuj mnie o nowych, ciekawych artykułach zapisz mnie!
Przeczytałeś tekst? Oceń go dla innych!
 4.2 / 5 (5)użyteczność tego tekstu, czyli czy był pomocny
 5 / 5 (5)styl napisania, czyli czy fajnie się czytało
Łączna liczba odsłon: 11524 od 3.11.2012

Komentarze

Dodaj swój komentarz - bo każdy ma przecież coś do powiedzenia...

Nie jesteś zalogowany. Aby uprościć dodawanie komentarzy oraz aby zdobywać punkty - zaloguj się

Imię i nazwisko *
E-mail *
Treść komentarza *
Przepisz kod z obrazka *
Newsletter Informujcie mnie o nowych, ciekawych
materiałach publikowanych w portalu



transAzja.pl to serwis internetowy promujący indywidualne podróże po Azji. Przez wirtualny przewodnik po miastach opisuje transport, zwiedzanie, noclegi, jedzenie w wielu lokalizacjach w Azji. Dzięki temu zwiedzanie Chin, Indii, Nepalu, Tajlandii stało się prostsze. Poza tym, transAzja.pl prezentuje dane klimatyczne sponad 3000 miast, opisuje zalecane szczepienia ochronne i tropikalne zagrożenia chorobowe, prezentuje też informacje konsularne oraz kursy walut krajów Azji. Pośród usług dostępnych w serwisie są pośrednictwo wizowe oraz tanie bilety lotnicze. Dodatkowo dzięki rozbudowanemu kalendarium znaleźć można wszystkie święta religijnie i święta państwowe w krajach Azji. Serwis oferuje także możliwość pisania travelBloga oraz publikację zdjęć z podróży.

© 2004 - 2017 transAzja.pl, wszelkie prawa zastrzeżone

Nasi partnerzy