mapa serwisu

Warszawa Pekin
Najniższa
prowizja w Polsce!

69 PLN ekonomicznie
84 PLN normalnie
99 PLN ekspresowo
Georgia Armenia & Azerbaijan TSK 3e
cena:
70 PLN

Armenia przewodnik turystyczny
cena:
39.5 PLN

Przewodnik po europie Europa ¶rodkowa i wschodnia
cena:
33.2 PLN

Caucasus
cena:
49 PLN





 

statystyki www stat.pl





        Wybierz kraj   
 Szukaj na mapie   

transAzja.pl  Opowiadania bieżący dokument

autor: Piotr Bułacz
  • Armenia 2003


Erewań
Podobne baraki jak po stronie gruzińskiej powitały nas na ziemi ormiańskiej. Jedynie urzędnicy byli nieco inni. Po pierwsze bardzo zasmucił ich fakt posiadania przez nas wiz, które dostaliśmy jeszcze w Warszawie za 50 USD. Strracili możliwość zarobienia. Pozostałych pasażerów odprawiono beż oglądania paszportów, ale z nami było więcej ceregieli. Załatwiało nas dwóch mundurowych. Starszy za bystry nie był, a spoczął na nim obowiązek wstukania naszych danych do komputera. Nie znał chyba za bardzo łacińskich liter i całe szczęście, że pomagał mu nasz kierowca. Trochę to trwało i gdy myśleliśmy, że wszystko załatwione przyszedł młodszy. Znaczącym głosem oznajmił, że teraz on będzie stemplował paszporty. Bardzo się ucieszyliśmy, ale oczekiwanej przez niego reakcji z naszej strony nie było. Wyszedł do sąsiedniego baraku i po chwili podszedł do nas kierowca i oznajmił, że bez 10 USD to stempli nie będzie i będą dzwonić do stolicy czy w ogóle nas wpuścić. Na szczęście nigdzie nam się nie spieszyło i wzięliśmy ich na przeczekanie. Minęło 15 minut i zrezygnowany pogranicznik wbił pieczątki. To była jedyna próba wymuszenia na nas pieniędzy w czasie całego wyjazdu.

Zaraz po przekroczeniu granicy droga znacznie poprawiła się i dość szybko jechaliśmy do Erewania. Po drodze jeszcze mały posiłek w knajpce przydrożnej. Podobnie jak w Akhalkalaki dominującą walutą był rubel. Według szefowej knajpki można u niej płacić każdą walutą. Ciekawe jak zareagowałaby na polskie złotówki. Szaszłyki zawinięte w cieniutki lawasz smakowały wyśmienicie za 20 rosyjskich rubli.

Minęliśmy Aragat po lewej i Ararat po prawej stronie i dojechaliśmy do dworca autobusowego u wylotu z miasta. Wymieniliśmy pieniądze, a miła kobietka podzwoniła jeszcze po hotelach. Niestety najtańszy kosztował 20 USD za dwójkę. Poszliśmy na postój taksówek i pierwszy napotkany taksiarz stwierdził, że za 1000 dram (1USD = 580 dram) zawiezie nas do mieszkania za 2000dram od głowy. Zawiózł nas na drugą stronę ulicy. Ale nie narzekaliśmy. W piętrowym domku na parterze mieszkała rodzinka, a na piętrze mieli sporo pokoików do wynajęcia. Wprawdzie jeszcze w trakcie budowy, ale my dostaliśmy jeden z bardziej wykończonych. Łazienka była obok, czysta pościel na łóżkach więc nie było co wybrzydzać. I tak mieliśmy tu tylko spać i od czasu do czasu umyć się. 

Wykąpani w zimnej wodzie pojechaliśmy marszrutką 68 do centrum, gdzie pierwsze kroki skierowaliśmy do agencji sprzedającej bilety lotnicze. Po odrobinie problemów ze znalezieniem połączenia w interesującym nas terminie w końcu dziewczyna za biurkiem znalazła połączenie do Odessy za 143 USD. Mieliśmy bilety w kieszeni i tydzień na zwiedzanie Armenii.

fot.Piotr Bułacz - Cerkiew ZoravarZaczęliśmy szukać miejsca, gdzie moglibyśmy zjeść i oczywiście zagadnęliśmy jednego z przechodniów. Levon (zdrobniale Ljowa) najpierw zaczął nam tłumaczyć, a potem stwierdził, że zaprowadzi nas do knajpki swoich znajomych. Po drodze obejrzeliśmy jeszcze piękną cerkiew Zoravar z XVII wieku ukrytą między blokami. Architektura sakralna różni się znacznie od gruzińskiej - we wnętrzach dominują tu zwykle surowe mury z nielicznymi obrazami.

Doszliśmy do uliczki pełnej małych rodzinnych knajpek i udało się nam namówić Ljowę na wspólny posiłek. Wyszło trochę dziwnie zjedliśmy sporo, wypiliśmy troszkę, a Zaproszony przez nas Ljowa zapłacił za całość. Ot gościnność ormiańska. Mieliśmy okazję skosztować typowego dla Armenii napoju orzeźwiającego. Tan jest trochę podobny do serwatki, podobno specjalnie przygotowywany, doskonale gasi pragnienie.

Zaprzyjaźniliśmy się dość szybko i nasz przyjaciel postanowił pokazać nam miasto. Erewań jest miastem bardzo nowoczesnym i w związku z tym mało tu budowli zabytkowych. Pełno natomiast knajpek, parków i pomników. Mieliśmy trochę pecha, ponieważ akurat teraz miasto jest bardzo intensywnie remontowane. Rozebrane są ulice, place - ogólnie jeden wielki plac budowy.

Spotkaliśmy później rodzinę Ljowy - żonę lekarkę i dwie nastoletnie córy. Dalej zwiedzaliśmy już wspólnie. Kolejnym kościółkiem stojącym na blokowym podwórku był Katoghike z XII wieku - bodajże najstarszy w mieście. Aż dziwne, że nie został przeniesiony. Malutki kościółek dziwnie wygląda wśród wysokich bloków. 

W ramach rewanżu zaprosiliśmy całą rodzinkę na lody. Spacerując dalej po parkach Erewania doszliśmy do nowej, ogromnej katedry Grzegorza Iluminatora, założyciela kościoła ormiańskiego. Armenia jako pierwsze państwo świata przyjęła w 301 roku chrześcijaństwo jako religię obowiązującą.

Oglądaliśmy pomniki, słuchaliśmy o wielkich Ormianach i czas mijał bardzo szybko. Historia okazała się być hobby naszego przewodnika. Nawet z historii Polski znał sporo faktów. fot.Piotr Bułacz - Wzgórze ErebuniSłońce zaczęło chować się za horyzontem, a Ljowa zabrał nas jeszcze na Tsitsenakabert. Mogliśmy spojrzeć z góry na miasto i dwie święte góry Ormian - Aragat i leżący aktualnie na terytorium Turcji Ararat. Swego czasu Turcy protestowali przeciwko umieszczeniu tej góry w herbie Armenii. Odpowiedź Ormian była prosta - dlaczego Turcy mają w herbie księżyc. Wzgórze poświęcone jest masakrze Ormian z 1915 roku i każdego roku 24 czerwca przybywają tu tłumy z całego świata by oddać hołd swoim ziomkom pomordowanym przez Turków. Oficjalni goście sadzą na wzgórzu choinki - znaleźliśmy nawet polskie akcenty. W 2001 roku swoje choinki posadzili tu Jan Paweł II i Aleksander Kwaśniewski.

Gdy myśleliśmy, że dzień dobiegł końca Ljowa najpierw zaprowadził nas na skałki z widokiem na piękny wąwóz, w którym o tej porze rozbrzmiewała muzyka i błyskały świata w licznych lokalach pełnych bawiących się Ormian. Podobno domów publicznych jest tam również sporo. My jednak pojechaliśmy do centrum, gdzie nasz przyjaciel zaprosił nas jeszcze na kolację do wspaniałej tradycyjnej, ormiańskiej restauracji. Stół się uginał. Mnóstwo wyśmienitych przystawek, pyszne sałatki, dania główne, znakomite wino Vernaszen, a do tego śpiew i taniec na żywo kapeli w strojach ludowych. Szkoda, że pojemność żołądka jest w moim przypadku dość ograniczona.


Tekst ten został umieszczony w portalu za zgodą jego autora i stanowi jego własność.
Wszelkie formy dalszego przetwarzania tekstu bez zgody autora są zabronione




   

prześlij link znajomemu   wydruk
strona   / 8    
autor: Piotr Bułacz
data publikacji: 2004-11-07
copyright: Piotr Bułacz
źródło:  www.piotbula.republika.pl
liczba odsłon: 5010


 księgarnia

Georgia Armenia & Azerbaijan TSK 3e
przewodnik/książka
rok wydania: 2008
objętość: 340 stron
cena: 70 PLN

 więcej

Armenia przewodnik turystyczny
przewodnik/książka
rok wydania: 2008
objętość: 384 stron
cena: 39.5 PLN

 więcej

Przewodnik po europie Europa ¶rodkowa i wschodnia
przewodnik/książka
rok wydania: 2007
objętość: 476 stron
cena: 33.2 PLN

 więcej

Caucasus
przewodnik/książka
rok wydania: 2004
objętość: 256 stron
cena: 49 PLN

 więcej

Księgarnia www.przedPodroza.pl
obsluga@przedpodroza.pl
telefon działu obsługi klienta: +48 (0-22) 398 23 30
fax (0-22) 725 42 40
 

© 2004-2010 transAzja.pl       noclegi nad morzem | podróże po Europie | obrazy | kontakt | prześlij link strony | mapa serwisu | polityka prywatności