|
Niebieskie miasto. Po raz pierwszy zobaczyliśmy je za dnia i na własne oczy mogliśmy sprawdzić, czy rzeczywiście jest niebieskie. Jest. Przynajmniej budynki na Starym Mieście, zbudowanym w XVI w. Kiedyś tym kolorem oznaczali swoje domy bramini, dzisiaj na terenie Starego Miasta każdy może tak pomalować mury swojego domu.
Miasto zostało założone w 1459 roku przez Rao Jodha – przywódcę Radżputów. Nad Jodhpurem góruje fort Meherangarh - siedziba maharadży Jodhpuru. Dzisiaj znajduje się tu muzeum. Ceny wstępu znowu nie zgadzały się z podanymi w przewodniku (trochę to nas już wkurza) i za wejście musieliśmy zapłacić 250Rs od osoby. Na legitymację studencką można wejść 50Rs taniej. W cenę biletu wliczony jest "wirtualny przewodnik" - słuchawkowy system audio, który pozwala zwiedzać komnaty słuchając lektora, opowiadającego o każdym mijanym miejscu i o eksponatach. Niestety jeszcze nie po polsku, więc angielski musiał nam wystarczyć. Jest to bardzo wygodne i po raz pierwszy spotkaliśmy się z tym w Indiach - a szkoda. Tak więc 250Rs to nie jest wygórowana cena. Z murów fortu można oglądać panoramę Jodhpuru i karmić wielkie drapieżne ptaszyska, latające nad głowami.
Fort robi duże wrażenie. W zadbanych i czystych pomieszczeniach, w których kilka wieków spędzili rządzący Jodhpurem maharadżowie i ich rodziny prawie wyczuwa się ich obecność. Najpiękniejsze są pokoje w których rodzina królewska odpoczywała i bawiła się. Wszystko wydaje się być jak z bajki a ten świat nie jest naprawdę tak odległy. Wewnątrz masywnych murów fortu znajduje się między innymi pałac perłowy (Moti), pałac przyjemności (Sukh) i pałac kwiatowy (Phool). Obecny maharadża Jodhpuru zamieszkuje wraz z rodziną Pałac Umaid Bhawan, będący wspaniałym hotelem, położony na obrzeżach miasta.
Był taki upał, że trochę zmarudziliśmy i do Fortu dotarliśmy już po 15-tej. A szkoda, bo do zamknięcia nie było dużo czasu i musieliśmy trochę przyśpieszać. Straciliśmy, bo Meherangarh wymaga więcej uwagi. Cóż, może następnym razem.
Zatrzymaliśmy się w Haveli Guest House – prawdziwym radżastańskim haveli, przerobionym na hotel, w którym za nieduże pieniądze dostaliśmy wspaniały, kolorowy pokój, z łożem iście królewskim ze wspaniałą rzeźbioną ramą. W łazience ciepła woda (choć na taki upał jaki zastaliśmy nie konieczna), płytki, ręczniki itp. Na dole kafejka internetowa, na samej górze na tarasie restauracja z widokiem na fort. Enklawa. Gorączka jednak spowodowała, że w tym łożu, pod wentylatorem, musieliśmy swoje odleżeć.
Wąskie uliczki Starego Miasta otoczone 10-cio kilometrowym murem, plączą się jak labirynt i nie trudno w nich zabłądzić, ale mają swój nieodparty urok.
Co nas zaskoczyło w błękitnym mieście, to mówiąc zwięźle - upierdliwość ludzi, a zwłaszcza dzieciaków. Gdy osmarkany, bezdomny maluch prosi o rupie na chapati, to jesteśmy to w stanie zrozumieć. Takich ludzi w Indiach są miliony. Ale jeśli dobrze ubrany nastolatek, w okularkach, z ładnie ułożonymi włosami i do tego z rowerkiem podchodzi do Ciebie i pokazuje, co masz mu kupić w sklepie (to, to i to i jeszcze to), to zaczyna Cię trafiać, a jeśli takich dzieciaków jest kilkanaście w ciągu godziny, to ciekawe co biedny turysta ma zrobić z nagromadzoną adrenaliną. Najgorsze jest to, że jeśli nie dasz takiemu nic, to jest gotowy czymś w Ciebie rzucić, nie mówiąc już o przedrzeźnianiu. W Jodhpurze nastała era "school pena", ciekawe na jak długo.
Aktualne zdjęcie:
Fort Meherangarh - widok z tarasu Haveli Restaurant
słowa kluczowe:
zdjęcie nocne
fort
meherangarh
taras
zmrok
skała
wzgórze
forteca |
 |