forum dyskusyjne



mapa serwisu






        Wybierz kraj   
 Szukaj na mapie   


niedzielny targ

Kashi, Chiny, prowincja Xinjiang

Kaszgar, legendarne miejsce na jedwabnym szlaku. To tu spotykały się liczne karawany podróżujące przez piaski pustyń Gobi i Takla Makan by odpocząć, uzupełnić zapasy i ruszyć w dalszą drogę przez zdradliwe przełęcze gór Karakorum, Tien Shan czy Pamir. Kaszgaria była jednym z najbogatszych regionów tej części świata. Jej mieszkańcy zajmowali się handlem od ponad 1000 lat. To przez ich ziemie przechodziły towary z Chin, Indii, Persji, Rzymu, Rusi i dzisiejszego Bliskiego Wschodu. Nawet i dziś miasto jest jednym z najważniejszych ośrodków handlu w regionie. Położone niemal na końcu Chin, przy granicy z Kirgistanem, Kazachstanem, Tadżykistanem, Pakistanem i Afganistanem odgrywa bardzo ważną rolę.

Spóźniliśmy się...

Dotarliśmy tu z zupełnie innego kierunki niż pierwotnie planowaliśmy. To miało być nasze pierwsze miasto odwiedzone w Chinach po przyjeździe z Kazachstanu i Kirgistanu. Ponadto dotarliśmy tu z opóźnieniem, nie kilku dni ale co najmniej 300 lat. Mieliśmy duże oczekiwania względem Kaszgaru. To miało być miejsce gdzie klucząc w zaułkach mielibyśmy okazję zobaczyć choć cień dawnego życia na handlowym szlaku. A tu kolejne, szerokouliczne, chińskie miasto, z przemykającymi zielonymi taksówkami, naszpikowane kolorowymi galeriami handlowymi, firmowymi sklepami, czerwonymi i całkowicie nie pasującymi lampionami, całą masą chińskiej tandety w sklepach i jednym z największych w Chinach pomnikiem Mao. A wspomniane zaułki? Owszem, są zamknięte w niewielkiej enklawie zwanej starym miastem. Coś jakby skansen czy relikt minionych dziejów umieszczony w samym centrum współczesnego miasta. Ale żeby nie było że narzekamy. Nie, wprost przeciwnie. Gdy spaceruje się uliczkami starego miasta i zapomni się, że bez względu w którą stronę się skręci to za 400 metrów wyjdzie się do chińskiej strefy to przez chwilę można się poczuć jakby czas się zatrzymał. W podupadających, glinianych domach z balkonikami i arkadami ludzie żyją nadal. Przed nimi, w warsztatach, w leniwej atmosferze pracują mężczyźni. Po ulicach przechadzają się miejscowe elegantki, biegają dzieciaki, przejeżdżają wózki z przeróżnymi towarami. Duża część kobiet ma całkowicie zasłonięte twarze ale i tak ubierają się dużo bardziej kolorowo niż te w Pakistanie - co nie znaczy że ładniej. I tylko zastanawiamy się czy przeobrażenie Kaszgaru w kolejne betonowe, nowoczesne chińskie miasto trzeba odbierać jako fakt pozytywny czy negatywny. A jeżeli negatywny to dla kogo. Dla turystów niewątpliwe jest to zjawisko negatywne. Nie to oczekują zobaczyć w tym legendarnym miejscu na ziemi ale z drugiej strony czy zmiana rozpadających się glinianych domów - bez względu jak dawne historie pamiętają - na ponoć lepsze chińskie domy z wielkiej płyty jest rzeczą złą dla Ujgurów. Ale w tym miejscy należy postawić zasadnicze pytanie. Czy we wspomnianych domach mieszkają Ujgurzy czy też chińscy osadnicy z innych rejonów kraju…

Sunday Market

Ponoć nie można przybyć do Kaszgaru i nie zobaczyć niedzielnego targu który ma swoje korzenie setki lat temu. Raz w tygodniu zjeżdżają tu kupcy z całej okolicy a także handlarze z sąsiedniego Kirgistanu a czasem też z Tadżykistanu i Kazachstanu. My ośmielamy się twierdzić, że można być w Kaszgarze i niedzielny targ pominąć. Zapewne niegdyś było to miejsce fascynujące, gdzie z rąk do rąk przechodziły jedwabie, dywany przyprawy, broń i inne dobra jedwabnego szlaku ale teraz wszystko to zostało wyparte przez masowo produkowaną, chińską tandetę w postaci kolorowych ubrań, materiałów, butów i tylko gdzie niegdzie zobaczyć można stragan z przyprawami, instrumentami muzycznymi i rzeczami bardziej kojarzącymi się z tą częścią świata. Ale w każdą niedzielę jest coś co naprawdę warto zobaczyć w tym mieście. Jest to targ zwierzęcy. Absolutnie fascynujące miejsce. Jednego tylko dnia swoich właścicieli zmieniają setki lub nawet tysiące sztuk owiec, kóz, osłów, koni i bydła. Setki sprzedawców i kupujących kręci się w tumanach wzbudzanego kurzu. Jedni sprawdzają uzębienie koni, inni podnosząc do góry owce sprawdzają ich wagę, jeszcze inni głośno negocjują ceny a jeszcze inni zwyczajnie korzystają z usług golibrody ścinającego włosy brzytwą bez użycia dodatkowych sprzętów. Prawdopodobnie wygląd tego targu nie zmienił się od lat. I jest to bez wątpienia wydarzenie które trzeba zobaczyć w Kaszgarze.

Co kupiliście będąc w Kaszgarze.

Jesteśmy pewni, że wcześniej czy później ktoś nas o to zapyta po powrocie do Polski spodziewając się że odpowiemy że kupiliśmy przyprawy, jedwabie czy dywany. Nic bardziej błędnego. Otóż w trosce o ciepłotę naszych ciał w czasie przeprawy przez późnojesienny Tybet zakupiliśmy sobie na niedzielnym targu dwie pary, ciepłych, w połowie syntetycznych… kalesonów. Jedne paskudnie różowe czy raczej "łosoś z mlekiem" a drugie paskudnie niebieskie. Te niebieskie mają wycięcie z przodu jak na niebieskie kalesony przystało a różowe wycięcia takiego nie mają jak to na kobiece kalesony przystało. I niech ktoś teraz powie że to nie oryginalny zakup...

Informacje praktyczne:
- nocleg w hotelu - od 20Y za dorm bez łazienki, od 30Y za dorm z łazienką
- przejazd taksówką po mieście - 5Y
- przejazd taksówką poza miasto (targ zwierzęcy, lotnisko, stacja kolejowa) - 10Y
- wstęp do starego miasta - 10Y ale do tej pory nie wiemy po co płacić i kto płaci.
- jedna para kalesonów - 10Y :)




© 2004-2010 transAzja.pl      | kontakt | prześlij link strony | drukuj | mapa serwisu | polityka prywatności